Ewa Plakwicz, studentka z Wydziału Geodezji i Gospodarki Przestrzennej, zdobyła tytuł Studenckiej Miss Polski!
- Pierwsza myśl jaka przyszła ci do głowy, kiedy ogłoszono werdykt...
-... Matko.. I co teraz? (śmiech). W ogóle nie spodziewałam się takiego rozstrzygnięcia. Jestem bardzo zaskoczona. Co prawda koleżanki, które rywalizowały ze mną, przepowiadały za kulisami, że mogę wygrać, ale nie wierzyłam w te przepowiednie.
- Dotarło do ciebie, że jesteś najpiękniejszą studentką w Polsce?
- Tak naprawdę to, że otrzymałam tytuł Studenckiej Miss Polski, dotarło do mnie dopiero teraz, czyli tydzień po konkursie. Wreszcie się wyspałam i mogę na spokojnie o tym pomyśleć.
- Jak dostałaś się do konkursu i dlaczego postanowiłaś wystartować?
- Przedstawiciele organizatora konkursu przyjechali w zeszłym roku na wybory Miss Wenus podczas Kortowiady. Po wyborach zadzwonili do mnie, informując, że dostałam się do finałowej dwudziestki. Organizatorzy między sobą zadecydowali, które dziewczyny zakwalifikują się dalej. Nie musiałam więc jeździć na eliminacje.
Ten telefon zaskoczył mnie ale pomyślałam, że skoro mam taką szansę, to dlaczego z niej nie skorzystać?
- Czy zgrupowanie przed finałem to ciężka praca czy raczej zabawa?
- Na początku myślałam, że będzie to zabawa. Zakwaterowane byłyśmy w pięknie położonym hotelu ze SPA - Dolina Charlotte koło Słupska. Miałyśmy możliwość korzystania z atrakcji hotelu, ale szybko okazało się, że próby przed konkursem trwają od rana do wieczora z małą przerwą na obiad, więc kiedy już miałam wolne, to nie chciało mi się przebierać i biec tam na pół godziny. Wolałam położyć się i trochę odespać.
Oprócz prób miałyśmy sesje zdjęciowe i przymiarki. Po raz pierwszy w życiu uczestniczyłam też w konferencji prasowej. Zdjęcia i kamery stresowały mnie przez cały czas. Zgrupowanie konkursowe okazało się ciężką pracą.
- Co najbardziej utkwiło ci w pamięci?
- Wsparcie Michała Milewskiego, naszego choreografa. Okazało się, że Michał, tak jak ja, trenował taniec towarzyski. W dodatku byłam jedyną dziewczyną wśród finalistek, która trenuje taniec towarzyski. Kiedy Michał dowiedział się o tym, powiedział mi, że: „My tancerze musimy się trzymać razem". To było bardzo miłe.
Po konkursie odczuwałam wsparcie, dostawałam miłe wiadomości od niego i jego żony Joanny Milewskiej, która była jurorką. O tym też będę pamiętać.
- Między dziewczynami panowała rywalizacja?
- Rywalizacji nie odczułam, wszystkie dziewczyny były miłe i pomocne. Szczególnie, kiedy podczas występu pożyczałyśmy sobie stroje. Nie było zawiści, że któraś wygląda lepiej. Spędziłyśmy ze sobą dziewięć dni i myślę, że udało mi się nawiązać przyjaźnie, które - mam nadzieję - przetrwają. Na początku zgrupowania razem z innymi dziewczynami z UWM - Karoliną Banasiak, Agatą Falkowską i Anią Wardęcką - trzymałyśmy się tylko razem ale później stworzyłyśmy zgraną paczkę z resztą finalistek. Najlepszy kontakt złapałam z Anią, mieszkałyśmy w jednym pokoju. Jej też udało się oczarować jurorów, bo dostała się do finałowej szóstki w konkursie.
- Najbardziej stresujący moment?
- Tuż przed samą galą okazało się, że mamy spore opóźnienie. Fryzjerzy mieli tylko kilkanaście minut na zrobienie fryzur. Tak samo wyglądała sprawa z makijażem. Najbardziej zdenerwowana byłam w chwili, gdy musiałam poprawiać sama swój makijaż przed wyjściem na scenę. Byłam przytłoczona całą atmosferą i tym, że za chwilę to wszystko się zacznie.
- Zdobyłaś kilka nagród rzeczowych.
- Główną nagrodą jest podróż po Europie o wartości trzech tysięcy złotych. Sama mogę wybrać miasta, które chcę zwiedzić, termin oraz kogo zabiorę. Dostałam też ekskluzywne dodatki firmy Nord - buty i torebkę. Oprócz tego mogę zatrzymać sukienkę koktajlową projektu Błażeja Telińskiego i strój kąpielowy firmy Triumph, w których występowałam w konkursie. Dostałam też na własność koronę, szarfę oraz pamiątkową statuetkę.
- Jak najbliżsi zareagowali na wieść, że zwyciężyłaś?
- Podczas gali byli ze mną rodzice, siostra, chłopak oraz znajomi z Dobrego Miasta. Miałam najliczniejszą grupę kibiców na sali - wstawali i głośno krzyczeli i miałam do kogo się uśmiechać. W pewnym momencie gali, na telebimie, pojawiła się twarz mojego chłopaka. Mogłam wtedy zobaczyć, że też się okropnie denerwował. Bez wsparcia najbliższych na pewno byłoby inaczej.
Rodzice i siostra są dumni z wyniku. Dostałam mnóstwo gratulacji, pierwszy raz miałam zapchaną skrzynkę w telefonie.
- Po konkursie pojawiło się w Internecie mnóstwo informacji na twój temat. Jak się z tym czujesz?
- Widziałam swoje zdjęcia w Internecie. Trafiłam tez na fotografię umieszczoną na pewnym portalu plotkarskim. Kiedy przeczytałam komentarze pod zdjęciem było mi początkowo przykro, że osoby, które mnie nie znają tak nieprzyjemne się o mnie wyrażają. Należę do osób, które przejmują się bardzo takimi rzeczami.
Teraz jednak nabrałam do tego dystansu. Dużo dało mi wsparcie Joanny Milewskiej, która znalazła się kiedyś w takiej samej sytuacji jak ja, bo była pierwszą Studencką Miss Polski. Powiedziała, żebym się nie przejmowała negatywnymi komentarzami.
- Co byś powiedziała tym, którzy twierdzą, że w konkursach piękności biorą udział dziewczyny, które są tylko ładne, ale poza urodą nie maja nic do zaoferowania?
- Sama tak też o tym myślałam. Zdanie zmieniłam dopiero po zgrupowaniu przed konkursem. Poznałam świetne, ładne i mądre dziewczyny. Podczas zgrupowania pisałyśmy nawet test na inteligencję i podczas gali wręczono dwa tytuły: obok mojego był jeszcze tytuł Miss Inteligencji.
- Na gali miałyście do zapamiętania wiele układów choreograficznych. Dla ciebie nie było to chyba problemem, bo interesujesz się tańcem.
- Tak naprawdę na zgrupowaniu tańca było za mało. Chciałam więcej. Wolałam tańczyć niż chodzić po wybiegu. Jestem tancerką nie modelką. Cieszyłam się z choreografii, denerwowały mnie wielokrotne powtórki, bo szybko łapałam o co chodzi. Muzyka podczas gali była porywająca, aż chciało się tańczyć.
Prywatnie trenuję taniec towarzyski w grupie Power Dance w Klubie Tańca Towarzyskiego przy Spółdzielczym Domu Kultury Agora w Olsztynie. Tańczyć zaczęłam jako dziecko, a w Olsztynie tańczę już siedem lat. W tym czasie zdobyłam taneczną klasę A, która w tańcu sportowym jest jedną z najwyższych. Zdobyłam z partnerem taneczne mistrzostwo Warmii i Mazur w stylu standard, a po drodze jeszcze kilka pierwszych miejsc na turniejach ogólnopolskich w tańcu latynoamerykańskim i standardowym.
- Czy dostrzegasz w swoim pokonkursowym życiu jakieś zmiany?
- Dostrzegam przede wszystkim zmiany w swoim wyglądzie. Schudłam trochę, czuję się lżejsza. Drugą zmianą jest większe zainteresowanie wśród znajomych i nieznajomych. Szczególnie mediów. Wiem natomiast, że to ostatnie jest bardzo przejściowe, bo za chwilę nikt nie będzie o mnie pamiętał i z tego bardzo się cieszę.
- Jak spędzasz wolny czas?
- Na co dzień mam bardzo mało wolnego czasu, bo pochłania mi go taniec i nauka. Jeśli zdarzy się wolna chwila to spędzam ją z rodziną przy herbacie. W wolnym czasie również śpię, bo mam dużo męczących pokazów i turniejów tanecznych. Jeśli chodzi o muzykę to lubię pop, hip-hop i r'n'b. Często wychodzę ze znajomymi pobawić się przy muzyce. Mam bardzo dużą, trzydziestoosobową, zgraną paczkę.
- Studiujesz gospodarkę przestrzenną. Wydawałoby się, że twój wydział i kierunek oblegane są przez chłopaków.
- Wielu chłopaków jest na geodezji ale mój kierunek - gospodarka przestrzenna - jest jednak raczej dziewczęcym kierunkiem, bo przeważamy liczebnie. Wybrałam gospodarkę przestrzenną z dwóch powodów. Po pierwsze, chciałam dobrze wykorzystać przedmioty zdawane na maturze - geografię i matematykę. Po drugie, zachęciło mnie sporo zajęć na powietrzu, dużo praktyki, możliwość wyjścia poza salę wykładową. O tym ostatnim dowiedziałam się od studenta podczas Dni Otwartych UWM i przekonało mnie to do tego kierunku.
- Czy Twoi koledzy i wykładowcy wiedza, że zdobyłaś tytuł Studenckiej Miss Polski?
- Jeśli chodzi o wykładowców to myślę, że raczej o tym nie wiedzą. Koledzy i koleżanki wiedzą, dostaję od nich dużo wyrazów sympatii.
- Jaką studentką jesteś?
- Przede wszystkim pilną. Często się uczę, staram się zaliczać wszystkie przedmioty w pierwszym terminie. Zdarzy się oczywiście, że czasem opuszczę jakiś wykład, ale na ćwiczenia chodzę regularnie. Jeśli je opuszczam to zwykle mam ku temu dobry powód: najczęściej pokaz albo konkurs taneczny.
- Masz ulubione miejsce w Kortowie? Lubisz atmosferę UWM?
- Uwielbiam! Nie chciałabym studiować nigdzie indziej. Jeśli chodzi o ulubione miejsce, to całe miasteczko uniwersyteckie jest piękne, jezioro dodaje mu jeszcze więcej uroku. Gdybym miała wskazać te najpiękniejsze, to byłaby nim kortowska plaża.
- Z czym wiążesz swoja przyszłość?
- Wiążę ją z tańcem, jednak nie będę rezygnować z nauki. Na pewno będę kontynuować studia i zostanę urbanistką. Zdaję sobie sprawę, że taniec jest ryzykowny - może powinie mi się noga, doznam kontuzji. Chcę mieć zawód, który pozwoli mi utrzymać się, gdyby z tańcem nie wyszło.
- W wywiadzie przed wyborami Miss Wenus powiedziałaś, że jesteś pechowcem. Jakby na potwierdzenie dostałaś wtedy konkursowy numer 13. Wybory jednak wygrałaś. Teraz znów zwyciężyłaś. Nadal uważasz się za pechowca?
- Szczęśliwego pechowca. Na gali miałam kilka mniejszych „pechów": z makijażem, pomyliłam choreografię, na koniec szarfa mi spadła ze zdenerwowania. Także myślę, że szczęśliwy pechowiec to tytuł, który do mnie pasuje.
Rozmawiała Ewa Puchalska, studentka DziKS
fot. Michał Ciucias, Studenckie Naukowe Koło Fotograficzne "Myszki"
Więcej zdjęć Ewy TUTAJ

