- Ze sceny kulturalnej schodzi „Portret". Jakie czynniki o tym zadecydowały?
- Uznaliśmy, że to właściwy moment, by zamknąć pismo. Zdecydowaliśmy, że warto to zrobić w taki sposób, by czytelnik wiedział, że tytuł już się nie będzie ukazywał. Dlatego zdecydowaliśmy się na dość niekonwencjonalną formę opatrzenia 29 numeru pożegnalną sygnaturą „NUMER OSTATNI". Mówię o niekonwencjonalności, ponieważ zwykle pisma znikają niepostrzeżenie, czytelnik się tego nawet nie spodziewa, w końcu zaczynają do niego dochodzić plotki, aż w końcu dowiaduje się, że już nie będzie kolejnego numeru. Chcieliśmy takiej sytuacji uniknąć i być w porządku w stosunku do naszych odbiorców - stąd pożegnanie właśnie tym numerem. Oprócz poczucia, że to jest właściwy moment, by pismo zamknąć, na pewno miały na tę decyzję wpływ dwa inne czynniki. Pierwszy, że kultura jest coraz gorzej dotowana i coraz trudniej jest zdobywać pieniądze na literaturę. Drugi to świadomość, że nie ma osób, którym moglibyśmy pismo przekazać. Tak więc od początku 2010 roku pisma „Portret" zarówno w wersji drukowanej, jak i internetowej, nie ma. Działalność wydawnicza jest wstrzymana. Być może, coś jeszcze się ukaże, ale na dzisiaj nie rozpatrujemy żadnych nowych propozycji.
- Nie odnosi Pani czasem wrażenia, że tak naprawdę Wasza działalność była bardziej doceniana w Polsce niż w Olsztynie?
- Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju, tak? Coś w tym jest. Niewątpliwie zniknięcie „Portretu" będzie miało konkretne konsekwencje przede wszystkim dla młodych piszących z regionu Warmii i Mazur. W Olsztynie i w całym regionie nie ma w tej chwili pisma literackiego, nie ma więc przestrzeni, w której piszący mogliby szukać miejsca dla siebie.
- W piśmie i w wydawnictwie debiutowało wielu znakomitych twórców...
- To prawda. W piśmie zawsze kładliśmy duży nacisk na umożliwienie debiutu ludzi młodym. Często więc ich teksty pojawiały się na łamach „Portretu" - i wtedy, gdy redaktorem naczelnym był Mariusz Sieniewicz, i wtedy gdy ja kierowałam pismem. Również książki ukazujące się w „Portrecie" bardzo często były debiutami. Przypomnę, że w pierwszej serii debiutował powieścią „Prababka" Mariusz Sieniewicz oraz „Japońską wioską" Joanna Wilengowska, w drugiej serii wydaliśmy debiut prozatorski Tomasza Białkowskiego - zbiór opowiadań „Leze". W „Portrecie" debiutowała książką prozatorską Monika Mostowik - był to zbiór opowiadań „Taka ładna". W 2008 roku opublikowaliśmy powieść „Rdza" młodej autorki Ewy Berent - w „Przekroju" pisano o tej książce, że jest to debiut roku. W 2009 roku wydaliśmy powieść dziewiętnastoletniego Kamila Gołaszewskiego - niezwykle dojrzały debiut zatytułowany „Rozpad". Działalność wydawnicza „Portretu" to także tomiki poetyckie (np. bardzo dobrze przyjęty debiut poetycki Izy Smolarek „się lenienie", Marcina Włodarskiego „Sommy", Macieja Gierszewskiego „Profile" czy Jakobe Mansztajna „wiedeński high life"), felietony i wywiady (np. książki Roberta Ostaszewskiego), przekłady (wydawaliśmy słoweńską prozę Alesa Cara, czeską Radka Fridricha czy poezję izraelskiego twórcy Amira Ora). Wydaliśmy też zbiór opowiadań „Wariat" Huberta Klimko-Dobrzanieckiego - m.in. za sprawą tej książki autor znalazł się w finale Paszportów „Polityki". Nie wymienię tu, oczywiście, wszystkich autorów książek - w sumie opublikowaliśmy 47 pozycji. To twórczość autorów „Portretu" zainspirowała krytyków do stworzenia pojęcia „Proza Północy" i do pierwszych dyskusji na temat zaangażowania w młodej literaturze. Warto zaznaczyć, że poczynając od pierwszych książek z 1999 roku do dzisiaj nasze propozycje były omawiane w prasie wysokonakładowej (np. „Tygodnik Powszechny", „Przekrój", „Gazeta Wyborcza", „Newsweek", „Dziennik"), literacko-kulturalnej (np. warszawskie „Nowe Książki", „Twórczość" i „Lampa", krakowska „Dekada Literacka" i „Ha!art", , szczecińskie „Pogranicza", poznański „Czas Kultury", sopocki „Topos", czy katowickie „Opcje" i „FA-art."), o naszych książkach rozmawiano w programie Czytelnia w TVP Kultura i dyskutowano w murach akademii - na konferencjach naukowych.
- „Portret" kojarzy się nieodmiennie z działalnością wydawniczą. Ale to także wiele lat happeningów, imprez kulturalnych...
- To prawda. W sumie ukazało się 47 książek. W 1999 roku wyszła pierwsza seria, która odbiła się dużym echem w środowisku literackim w całej Polsce. 2002 i 2003 rok to seria druga, poczynając od roku 2004 zrezygnowaliśmy z porządkującej etykiety serii i postawiliśmy na systematyczną działalność wydawniczą - wydawaliśmy 6-7 książek rocznie. Od początku istnienia „Portret" organizował spotkania autorskie, wernisaże, panele dyskusyjne oraz festiwale literackie. Warto wspomnieć o dwukrotnej edycji - poetyckiej i prozatorskiej - Dzyndzołek Fulkontakt (2001 i 2002) oraz o największej (ponad 50 autorów) w Polsce odsłonie Pory Poezji organizowanej w ramach 4 Pór Książki (2006). „Portret" ma także na swoim koncie dwa happeningi - ZOO Artystów, kiedy to zamknięci w drewnianej klatce pod ratuszem przez 24 godziny czytaliśmy swoje teksty i malowaliśmy obrazy, oraz Old Parade - w wynajętych samochodach na otwartych platformach jeździliśmy po centrum Olsztyna upominając się o przywrócenie miejsca starości w kulturze zdominowanej przez młodość. „Portret" miał także dwie audycje radiowe - jedna w Radiu Olsztyn pt. „Ucho do słuchania Portretu", druga w Radiu UWM FM pod nazwą „Portret FM". Prowadziliśmy także przez trzy lata praktyki studenckie dla studentów dziennikarstwa. Część osób okazała się prawdziwym odkryciem i do dzisiaj publikują swoje teksty.
- „Portret" - po części - wyrósł w opozycji do środowiska „Borussii" i chęci nawiązania międzypokoleniowego dialogu. Czy nie jest trochę tak, że decyzja o zamknięciu pisma jest spowodowana tym, że nie macie z kim polemizować? Nie widać tego spięcia młodzi-starzy?
- Początki „Portretu" to nieco inny czas niż teraz. W połowie lat 90. w Olsztynie nie było pisma młodoliterackiego, nie było środowiska skupiającego młodych piszących, przypomnijmy, że seria literacka „Portretu" z 1999 roku była sygnowana hasłem, że jest to pierwsza seria młodoliteracka na Warmii i Mazurach od dwudziestu lat. Opozycja wobec średniego pokolenia twórców skupiającego się wokół „Borussii" była więc naturalną potrzebą opowiedzenia własnej historii i zaznaczenia swojego głosu na mapie literackiej regionu. Zresztą nie tylko - jak się szybko okazało. Debiuty Sieniewicza, Wilengowskiej czy Kowalewskiego spotkały się z bardzo pozytywnym odbiorem krytyki literackiej w kraju. „Portret" swoją nowoczesną szatą graficzną firmowaną przez Antka Grzybka inspirował np. takie pisma jak krakowski „ha!art". Dzisiejszy „Portret" nie odnosił się do środowisk olsztyńskich, lecz ciągle dyskutował na polu literatury i szeroko rozumianej kultury. Stał się pismem mocno zakorzenionym w miejscu Olsztyn, ale jednocześnie pismem ogólnopolskim, gdyż nasi autorzy reprezentowali właściwie wszystkie regiony kraju. Co do zderzenia młodzi-starzy - ono jest zwykle wtedy, gdy się zaczyna, gdy pismo powstaje. Potem zostaje przede wszystkim wierność młodej nowej literaturze i otwartość na debiutantów. „Portret" jest jednym z nielicznych czasopism, które konsekwentnie od początku do końca chętnie drukowało debiutujących poetów, prozaików, krytyków.
- Zgłosili się do Was członkowie grupy „Olsztyn Wschodni". Chcieli kontynuować Wasze dzieło. Propozycję odrzuciliście.
- Muszę w tym miejscu powiedzieć, że przywoływanie Olsztyna Wschodniego jako ewentualnych naszych kontynuatorów przede wszystkim mnie bawi i nieco uderza swoją absurdalnością. Propozycja wyszła od osób, które jakiś czas temu założyły bloga pod taką właśnie nazwą, tyle że od prawie roku ich aktywność na blogu ogranicza się do jednego wpisu miesięcznie (sic!), co trudno traktować jako działalność kulturalną. Zwrócenie się z propozycją przejęcia tytułu, nie potraktowaliśmy poważnie. Oddawać tytuł można takim następcom, którzy angażowaliby się wcześniej w „Portret", interesowaliby się nim, a ich wizja literatury choć częściowo pokrywałaby się z naszą wizją. Tymczasem na spotkaniach organizowanych przez „Portret" reprezentantów Olsztyna Wschodniego próżno było szukać. Kiedy ja w 2002 roku zostawałam naczelną, od dwóch lat byłam w ścisłej redakcji i pismo stanowiło ważną część mojego życia. Podobnie inni redaktorzy. Tymczasem propozycja Olsztyna Wschodniego to propozycja przypadkowych ludzi. Nie utożsamiamy się z tym, co udało im się wyartykułować na łamach bloga - ani literacko, ani ideowo, ani językowo. Tytułem nie można kupczyć. Szanujemy naszych czytelników, autorów i współpracowników, tak więc byłoby nie w porządku przekazywać pismo komuś, kto nie ma z „Portretem" nic wspólnego i kogo późniejsze działania być może napawałaby nas wstydem. Podsumowując - to tak samo poważna propozycja, jak gdyby np. grupa hokeistów zgłosiła się do nas i zaproponowała, że przejmie pismo.
- Może po prostu nie ma w Olsztynie przestrzeni dla papierowego pisma? Może zamknięcie „Portretu" jest po prostu symboliczną zgodą na to, że życie krytyczno-literackie trafia do Internetu?
- W naszym przypadku ta kwestia nie ma akurat znaczenia. Od 1995 roku ukazało się 29 numerów papierowych, natomiast od 2005 roku 55 wydań internetowych. Pismo w wersji papierowej ukazywało się w cyklu półrocznym, natomiast w wersji on Line w systemie miesięcznym. Tak więc nie uciekaliśmy od Internetu. Wręcz przeciwnie - mamy świadomość, że obecnie jest to bardzo ważne medium. Działa strona „Portretu", gdzie wrzucamy informacje o nowościach, odnotowujemy sukcesy naszych autorów, prezentujemy fotorelacje ze spotkań autorskich. Nie zamykamy pisma, z tego powodu, że papier odchodzi do lamusa. Myślę, że tak źle jeszcze nie jest. Internet to medium niewątpliwie ekspansywne i dominujące, ale raczej towarzyszące literaturze niż ją eliminujące. Natomiast jeśli mówimy o Internecie i o obecności literatury i krytyki literackiej w sieci co innego jest według mnie istotniejsze i bardziej niepokojące. Mamy obecnie do czynienia z zalewem amatorszczyzny stawianej na równi z działaniem profesjonalnym. Dobrym przykładem może być łatwość, z jaką młodzi ludzie nazywają siebie pisarzami, malarzami, reżyserami czy krytykami literackimi, mając np. na koncie jedno czy dwa wydrukowane opowiadania, jedną wystawę w lokalnym domu kultury, jeden amatorski kilkuminutowy film czy jedną recenzję. W konsekwencji takich poczynań odbiorca bywa często oszukiwany. Ale to już temat na inną rozmowę...
Doktor Bernadetta Darska pracuje w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Wydziale Humanistycznym. Redaktor naczelna pisma literacko-kulturalnego „Portret", prezes Stowarzyszenia Portret oraz krytyk literacki. Uniwersytet, co podkreśla w przedmowie do ostatniego numeru doktor Darska, przez wiele lat wspierał finansowo działalność pisma.
Karol Fryta
fot. Janusz Pająk

