29 Maja 2026
Aktualności
Wiosną, kiedy w Kortowie odbywa się m.in. Dzień Otwarty, Gamegrinder, a studenci przygotowują się do egzaminów, jeszcze łatwiej uświadomić sobie, że Biblioteka jest sercem Uniwersytetu. Aż chciałoby się zacytować klasyka i zapytać: jak do tego doszło (śmiech)?
To się stało w sposób naturalny. Budynek Biblioteki Uniwersyteckiej został otwarty w 2007 roku, kiedy Kortowo wyglądało inaczej. Od osób, które odwiedzały nas w tych pierwszych miesiącach, słyszeliśmy, że jesteśmy na peryferiach, że trudno do nas dojechać. Mogłoby to prowadzić do marginalizacji naszej jednostki, dlatego od początku bardzo zależało nam na tym, by różnymi działaniami promocyjnymi wzmacniać jej widoczność. Na szczęście budynek był zaprojektowany z wizją i w dużej mierze obronił się sam. Pani dr Danuta Konieczna, była dyrektorka Biblioteki Uniwersyteckiej współpracowała z architektami odpowiedzialnymi za projekt, a inspiracji szukała na całym świecie – m.in. w Waszyngtonie czy Japonii. Nasz budynek wyprzedzał swoje czasy i nadal pozostaje bardzo funkcjonalny. Przy współudziale pani dyrektor powstały przestrzenie, które uwzględniały naturalne światło (stąd pomysł na kopuły), a wyposażenie zaplanowano w jasnych barwach i materiałach. Chodziło o to, by komfort p
rzebywania w tej przestrzeni był jak najwyższy. Jeśli natomiast chodzi o zbiory, które znajdują się w posiadaniu Biblioteki Uniwersyteckiej, to scalają one te, które były w posiadaniu wydziałów szkół wyższych, które w 1999 roku połączyły się w Uniwersytet.
Zna pani to miejsce, naszą Bibliotekę Uniwersytecką, doskonale, bo pracuje tu pani od początku.
Tak. I pamiętam zdziwienie ludzi, którzy tu wchodzili po raz pierwszy i nie wierzyli, że to biblioteka.
Bo co to za biblioteka bez regałów od wejścia, bez pani bibliotekarki za ladą?
O, właśnie (śmiech). Pamiętam nawet, że pani dr Danuta Konieczna obawiała się trochę, czy użytkownicy naszej biblioteki odkryją przestrzeń, która jest na antresoli. Na szczęście szybko przekonała się, że to niepotrzebna obawa. Życie w bibliotece tętniło, chętnie korzystali z niej m.in. studenci zagraniczni, dla których jasne było, że biblioteka powinna funkcjonować do późna, a nasza była pierwszą w regionie, która otwarta jest od 8 do 20.
I było w niej miejsce i dla tych, którzy lubią uczyć się z innymi, jak i dla tych, którzy potrzebują ciszy.
Dzisiaj w wielu miejscach stawia się tzw. kabiny ciszy, a u nas ich nie potrzeba, bo biblioteka zaprojektowana została z podziałem na strefy głośne (część przestrzeni od wejścia) i strefy ciche (głębie czytelni i innych przestrzeni za antresolą). Od momentu otwarcia była więc przystosowana do tego, by mogli się w niej dobrze czuć zarówno ci, którzy spędzają czas gwarnie, w towarzystwie, jak i ci, którzy liczą na spokój. Przestrzenie indywidualnej nauki zostały jakiś czas temu wzbogacone o kabiny wyciszeń dla osób z niepełnosprawnościami, które uwzględniają różne potrzeby.
Dodajmy, że te potrzeby wszystkich osób korzystających z biblioteki, są stale monitorowane.
Tak, systematycznie badamy satysfakcję naszych użytkowników i słuchamy sugestii, wdrażając niemal wszystkie z nich. Musimy się nieustannie dostosowywać, czego przykładem jest fakt, że budynek otworzył się z piękną czytelnią internetową, a kiedy przestała być potrzebna, została zastąpiona salą kreatywną.
Biblioteka jest zaangażowana w realizację projektu przeciwdziałającego rezygnacjom osób studiujących z dalszego kształcenia. Jakie są państwa zadania w tym zakresie?
Chcemy wspólnie z uczelnią wspierać studentów, by nie przerywali studiów. Nasze zadania dotyczą szukania rozwiązań, dzięki którym łatwiej będzie pozyskiwać materiały na zajęcia i przygotowywać się do nich. Kupiliśmy specjalistyczny skaner, więc jeśli prowadzący zajęcia chciałby, żeby studenci dysponowali np. mapami w formie cyfrowej, to nie będzie z tym problemu. Dzięki projektowi pojawi się też u nas książkomat, więc zamówioną książkę będzie można odebrać o dowolnej porze. Od dłuższego czasu działa również wrzutnia, która pozwala na całodobowe zwroty wypożyczeń. Ważnym elementem jest także wdrożenie systemu Leganto, wspierającego zarządzanie materiałami dydaktycznymi oraz współpracę między biblioteką, wykładowcami i studentami. To system głębokiego linkowania zasobów, które posiadamy, a mamy ich ogromne ilości, między innymi dzięki dostępowi do ponad stu baz. Dzięki temu systemowi będziemy też wiedzieli, czego w naszych zbiorach brakuje – jeśli wykładowca uwzględni w programie zajęć publikację, której nie mamy, dostaniemy automatycznie taką informację i będziemy mogli ją zamówić. Z myślą o realizacji projektu przeciwdziałającemu drop-outowi trochę zmian będzie też w przestrzeni biblioteki.
Zapytam przewrotnie: czy wprowadzając kolejne rozwiązania wspierające korzystanie z biblioteki w sposób cyfrowy, nie boicie się, że budynek opustoszeje? Że przestanie być odwiedzany przez użytkowników?
Absolutnie nie. Zbiory cyfrowe są dziś naturalną formą kontaktu z nauką. Zmiana jest wpisana w rozwój, ale osób odwiedzających bibliotekę nie brakuje – to przestrzeń przyjazna nauce, ale też społecznym kontaktom, różnego rodzaju wydarzeniom i sztuce, bo przecież na antresoli regularnie odbywają się wystawy. To pokazuje też, jak wielozadaniowi muszą być dzisiaj pracownicy biblioteki. To prawda. Zakres naszych obowiązków bardzo się zmienia, dlatego muszą nas charakteryzować nie tylko kompetencje w zakresie bibliotekoznawstwa, ale też m.in. otwartość i elastyczność.
Pozostańmy więc przy tych obowiązkach. Nasi bibliotekarze pomogli m.in. zbudować bazę BazTech.
Tak, rejestruje ona artykuły z polskich czasopism z zakresu nauk technicznych, ścisłych i ochrony środowiska, rozwijając się w kierunku pełnotekstowej bazy cytowań. Współtworzyliśmy też wcześniej bazę SIGŻ, która dotyczy gospodarki żywnościowej. Dzisiaj osoby odpowiadające za katalogowanie mają wsparcie narzędzi AI oraz wpółkatalogujących z całej Polski, pracujących nad zasobem w czasie rzeczywistym, więc styl ich pracy się zmienia, ale przez lata były bardzo zaangażowane w tworzenie opisów na potrzeby różnych baz i katalogów. Jedną z pierwszych inicjatyw, której celem było utworzenie centralnej bazy, był NUKAT (Narodowy Uniwersalny KATalog), powstający metodą współkatalogowania i przy udziale naszego zespołu bibliotekarzy.
Mówimy o bazach, to warto przypomnieć o tej, która jest repozytorium UWM.
Baza Wiedzy to ważna dla nas funkcjonalność, ponieważ porządkuje informacje dotyczące badań prowadzonych przez pracowników naszego Uniwersytetu. Są tu informacje o patentach i publikacjach. Umożliwia ona także poszukiwanie partnerów do wspólnych projektów, ponieważ łatwo można znaleźć osoby, których zainteresowania badawcze dotyczą podobnych tematów.
A skoro o partnerstwie mowa – bibliotekarze już dawno zrozumieli potrzebę zrzeszania się, prawda?
Nasz zawód istnieje tak długo, jak długo istnieją biblioteki, ale pierwsze organizacje skupiające bibliotekarzy powstały w drugiej połowie XIX wieku. Choć zawód ten jest bardzo różnorodny, a jego specyfika zależy od miejsca, w którym się pracuje, to jako środowisko bibliotekarskie staramy się skupiać przede wszystkim na tym, co nas łączy. Od dawna działa np. Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, a od dwóch lat – Stowarzyszenie Bibliotek Szkół Wyższych, w szeregach którego jesteśmy od roku. Wspomagamy działalność stowarzyszenia i staramy się nobilitować nasz zawód, ciągle się szkoląc. Wspólnotę bibliotekarzy budują takie wydarzenia jak Forum Młodych Bibliotekarzy, którego olsztyńską odsłonę miałam przyjemność współorganizować razem z zespołem przedstawicieli olsztyńskich bibliotek, z którym nadal współpracujemy. Dbamy o różne typy odbiorców i w realizowanych przez nas zadaniach idealnie się uzupełniamy – mamy przecież w Olsztynie nie tylko naszą bibliotekę, ale i miejską, wojewódzką, pedagogiczną, biblioteki szkolne czy tę należącą do Instytutu Północnego. W 2017 roku razem z koleżanką z naszej biblioteki zostałyśmy wolontariuszkami podczas światowego kongresu Międzynarodowej Federacji Stowarzyszeń i Instytucji Bibliotekarskich IFLA we Wrocławiu. To było niesamowite doświadczenie, które także zbudowało fundamenty wielu relacji i inicjatyw zawodowych polskich i zagranicznych. Co ciekawe, jako środowisko zawodowe korzystamy z różnych możliwości wzajemnej nauki. W poprzednich latach gościliśmy bibliotekarzy akademickich w ramach programu Erasmus+ Job Shadowing czy chcących doskonalić swoje umiejętności w pracy w chmurowym systemie bibliotecznym ALMA.
W ostatnich kilkunastu latach zmieniły się przepisy mające wpływ na przedstawicieli zawodu. Najpierw była ustawa deregulacyjna, później zmiany w ustawie o szkolnictwie wyższym. Mówiąc w skrócie, zrezygnowano z egzaminu na bibliotekarza dyplomowanego, a w bibliotekach uczelnianych osoby na takich stanowiskach zostały wyłączone z grona nauczycieli akademickich.
A szkoda, bo status nauczyciela akademickiego nobilitował i motywował do stałego rozwoju i aktywności naukowej oraz umożliwiał kontakt ze studentami z innej perspektywy. Świetnie pamiętam swój egzamin na bibliotekarza dyplomowanego w Krakowie, podczas którego musiałam wykazać się wiedzą przed dwunastoma osobami, będącymi najwyższymi autorytetami w zakresie bibliotekoznawstwa. To było dla mnie duże wydarzenie. I chyba nawet bardziej stresujące niż obrona doktoratu poświęconego promocji bibliotek akademickich.
W czerwcu weźmie pani udział w III Kongresie Bibliotek Szkół Wyższych, gdzie wystąpi pani w roli ekspertki.
Panel, do którego zostałam zaproszona, dotyczy promocji wizerunku bibliotek i uczelni, więc bardzo się cieszę, że będę miała szansę dzielić się doświadczeniami i czerpać pomysły od innych osób.
Zakładam, że to zaproszenie jest nie tylko docenieniem pani dotychczasowej pracy w tym zakresie, ale i publikacji, która w minionym roku ukazała się nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Książka „Strategie promocji w bibliotekach akademickich. Zagadnienia teoretyczne i wyniki badań empirycznych” została też w maju uhonorowana Nagrodą Naukową Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich im. Adama Łysakowskiego. Jakie treści znajdzie w tej książce czytelnik?
Adresatami książki są zarówno specjaliści, jak i sympatycy szeroko pojętego marketingu czy bibliotekarze szukający inspiracji i narzędzi promocyjnych. Pomysł na tę książkę był taki, by od ogółu przejść do szczegółu. Zaczynam więc od marketingu, kontekstem dla niego czyniąc działalność non-profit, bo promowanie bez funduszy czegoś wartościowego, zwłaszcza pod względem naukowym, jest naprawdę ogromnym wyzwaniem. Następnie przechodzę do promocji w szerokim kontekście i tego, jaki wpływ na zarządzanie bibliotekami i ich funkcjonowanie miały zmiany społeczno-ekonomiczne wynikające z rewolucji technologiczno-komunikacyjnych przełomu wieków. W kolejnym rozdziale skupiam się na analizowaniu konkretnych działań. Kategoryzuję je pod względem strategii i tego, na co były one zorientowane. Przeanalizowałam działania bibliotek polskich uniwersytetów klasycznych oraz uczelni z całego świata, które zajmują najwyższe lokaty w Rankingu Szanghajskim. Skupiłam się na social mediach i stronach internetowych, a aby ocenić efektywność wykorzystywanych przez biblioteki narzędzi, wymyśliłam specjalny wzór. Co ciekawe, podczas obrony pytano mnie, dlaczego zdecydowałam się na taki krok, skoro są dostępne narzędzia analityczne. Owszem, są. Ale aby korzystać z większości z nich, należy dokonać opłaty, a tymczasem biblioteki raczej nie mogą sobie na to pozwolić. Środki przeznaczane na promocje są zwykle bardzo skromne i wiele działań realizowanych jest tak naprawdę dzięki entuzjazmowi i zaangażowaniu pracowników. Aby sprawdzić skuteczność działań promocyjnych, przeprowadziłam też ankiety. Były one skierowane zarówno do osób odpowiedzialnych za promocję, jak i tych, którzy są jej adresatami.
Czy dla pani, osoby, która od lat była zaangażowana w działania promocyjne, wyniki tych ankiet były zaskoczeniem?
W tej chwili przypominam sobie jedną taką kwestię, która przez nas, pracowników, była chyba marginalizowana, a okazała się ważna dla użytkowników bibliotek. Otóż dla osób, które odwiedzają nasze budynki, wielką wartość stanowią mapy i plany – pozwalają im się czuć pewniej i lepiej odnajdywać się w przestrzeni, sprawiając, że chętniej do niej wracają.
Wspomniałam o tym, że pani książka, będąca owocem badań prowadzonych na potrzeby doktoratu, została nagrodzona przez SBP, a wręczenie wyróżnień zaplanowano podczas Targów Książki w Warszawie [rozmowa odbyła się przed targami - przyp. red.]. To cieszy?
Oczywiście. A ponieważ wręczenie nagród odbędzie się na Stadionie Narodowym, to emocji będzie jeszcze więcej. Nominację zawdzięczam olsztyńskiemu oddziałowi Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich, a bycie docenioną przez swoje środowisko jest ogromną radością. Moja książka została poddana recenzji przez komisję i finalnie nagrodzona w kategorii publikacji naukowych praktyczno-wdrożeniowych, a więc dokładnie w tym obszarze, który jest mi też najbliższy.
Tym, z czego nasza Biblioteka Uniwersytecka jest znana nie tylko w Polsce, ale i poza jej granicami, są wyjątkowe choinki. Ostatnia z nich zbudowana była z elementów, które kiedyś oddzielały biurka. Dziś już nie są używane. Czy to znaczy, że dzisiaj chętniej jesteśmy bliżej siebie?
Myślę, że przede wszystkim osoby, które do nas zaglądają, są gotowe same kreować przestrzeń, w której przebywają. Codziennie wieczorem ustawiamy meble na ich stałe pozycje, ale wiemy, że kolejnego dnia będą znów przestawiane. Pufy, lampy, fotele – wszystkie te sprzęty wędrują tam, gdzie potrzebują ich użytkownicy naszej biblioteki, a my staramy się jak najlepiej odpowiadać na te potrzeby.
A jak wyglądają potrzeby dyrektorki?
Dla mnie bardzo ważne jest to, żeby zespół, z którym pracuję, czuł się tu jak najlepiej. I myślę tu zarówno o grupie, jak i każdej pojedynczej osobie. To, w jakich warunkach pracuje, jak się czuje, jaką rolę widzi w zespole jednostka, wpływa na to, jak przebiega praca w bibliotece, jakie są jej efekty. Dlatego ważna jest nobilitacja naszego zawodu, oparta na współpracy. Stąd m.in. udział w pracach Konferencji Dyrektorów: Bibliotek Akademickich Szkół Polskich, Uniwersytetów Medycznych, Uniwersytetów Polskich (klasycznych) czy ostatnio reaktywowanej Konferencji Dyrektorek i Dyrektorów Bibliotek Uczelni Rolniczych i Przyrodniczych. Jestem przekonana, że najwięcej dajemy z siebie, kiedy sami czujemy się dobrze w miejscu pracy. Jak już mówiłam, staramy się na bieżąco odpowiadać na podpowiedzi, które dają nam inni. Słuchamy studentów i doktorantów reprezentowanych przez ich samorządy. Kiedy pytamy o to, co zmienić, słyszymy: „Tego się pewnie nie da zrobić, ale…”.
To chyba motywuje, bo brzmi jak wyzwanie (śmiech).
To prawda. I dlatego z zapałem szukamy rozwiązań. Planując przyszłość, staramy się jak najlepiej odpowiadać na różne potrzeby, stąd też coraz większe środki przekazywane na zasoby cyfrowe, na rozwiązania związane z komunikacją w sieci i związane z poczuciem dobrostanu osób korzystających z naszego budynku. Staramy się pozyskiwać dodatkowe środki na doposażanie biblioteki i na zmianę funkcjonalności przestrzeni. Kiedyś funkcjonowały dwie wypożyczalnie, teraz jest jedna, wspólna. Jak już mówiłam, pożegnaliśmy czytelnię internetową, by zrobić miejsce na coś bardziej potrzebnego, a ostatnio w miejsce kolekcji (niebieskiej, zielonej i żółtej) pojawiły się czytelnie. Chodzi o to, żeby nazwa lepiej oddawała ich przeznaczenie. Staramy się zachować czujność i nie tracić z oczu potrzeb osób, które korzystają z naszych zbiorów.
Rozmawiała Daria Bruszewska-Przytuła

Artykuł ukazał się w majowym numerze „Wiadomości Uniwersyteckich”, w którym pod redakcyjną lupę trafiła biblioteka. W wydaniu znalazło się kilka rozmów z pracownikami Biblioteki Uniwersyteckiej, ale nie tylko. Są w nim też teksty, które nawiązują do tematu przewodniego w sposób nieco bardziej symboliczny. Jak zawsze w naszym czasopiśmie publikujemy też teksty poświęcone najważniejszym wydarzeniom odbywającym się na Uniwersytecie i sukcesom przedstawicieli naszej społeczności. Sporo uwagi poświęcamy też działalności sojuszu ChallengeEU i pierwszej corocznej konferencji aliansu, która odbyła się na UWM na początku maja.