10 Lipca 2026

Aktualności


Tym, co od co najmniej dwóch stuleci napędza europejską politykę, jest spór konserwatystów z liberałami. Nierzadko decyduje on o losach zarówno kontynentu, jak i poszczególnych państw, co znakomicie obrazują polityczne dzieje Wielkiej Brytanii. Rozmawiamy o tym z dr. hab. Przemysławem Piotrowskim z Wydziału Nauk Społecznych.

Wśród pana zainteresowań naukowych znajduje się historia myśli politycznej Wielkiej Brytanii. Chciałabym więc zapytać o drogę tego państwa do europejskiej integracji. 

Pierwszy oficjalny wniosek o przystąpienie do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (poprzedniczki Unii Europejskiej) Wielka Brytania złożyła w 1961 roku, ale brytyjski akces został dwukrotnie zawetowany przez prezydenta Francji, Charlesa de Gaulle’a. Dopiero po jego odejściu starania Londynu zostały, w 1973 roku, zakończone sukcesem.

 

I ta europejska integracja Wielkiej Brytanii trwała 47 lat – do 31 stycznia 2020 roku, kiedy to kraj ten opuścił UE po referendum zarządzonym przez Davida Camerona. Brytyjskim konserwatystom poświęcił pan artykuł: „Wielka Brytania a Europa. Torysi wobec integracji europejskiej”. Jak to w końcu jest z ich stanowiskiem wobec wspólnej Europy? 

Z perspektywy politycznego dziedzictwa Margaret Thatcher, torysi uchodzą za eurosceptyków. Kiedy Londyn nie przystąpił w 1957 roku do EWG, u steru rządu znajdowali się konserwatyści. Jednak torysowscy przywódcy, tacy jak Harold Macmillan czy Edward Heath, zabiegali o akces Wielkiej Brytanii do EWG. Owszem, Davida Camerona można uznać za głównego sprawcę brexitowego referendum, ale trzeba pamiętać, że liczył on na zupełnie inny wynik.

 

Myśli pan, że echa polityki Margaret Thatcher mogły pobrzmiewać w brexitowym referendum?

Na początku Żelazna Dama popierała członkostwo swego kraju w EWG, bo widziała w niej korzyści handlowe. Później uznała, że kraj płaci za dużo do wspólnego budżetu i w 1984 roku wywalczyła tzw. brytyjski rabat (słynne hasło „I want my money back”). Z czasem zaczęła sprzeciwiać się pogłębianiu integracji, która w rosnącym stopniu okazywała się być emanacją myśli liberalnej, a istotną cechą rządów Thatcher była kontestacja mentalności liberalnego establishmentu. Można zatem powiedzieć, że od lat osiemdziesiątych stała się konsekwentną eurosceptyczką.

 

Opisywał pan ideę miejsca Wielkiej Brytanii pomiędzy USA i Europą w refleksji Jonathana C.D. Clarka, więc pomówmy jeszcze o relacjach Wielkiej Brytanii i USA. 

Doktryna Monroe’a z 1823 roku zakładała, że Europa nie powinna ingerować w sprawy obu Ameryk, a Stany Zjednoczone w sprawy europejskie. Klimat sprzyjający zacieśnieniu związków amerykańsko-brytyjskich pojawił się w ostatniej dekadzie XIX wieku. Widać było wówczas, że Niemcy w sposób niebezpieczny dla europejskiej równowagi rosną w siłę. I ostatecznie, w obu wojnach światowych USA i Wielka Brytania wspólnie walczyły przeciw Niemcom. Potem Harold Macmillan odwoływał się do tzw. specjalnych stosunków Londynu i Waszyngtonu. Ta sama tradycja przejawiała się też w sojuszniczych i – po ludzku – ciepłych relacjach Margaret Thatcher oraz Ronalda Reagana.

 

Czy współczesna Europa odchodzi od swoich chrześcijańskich korzeni?

Z punktu widzenia klimatu dominującego w debacie czy praktyce politycznej Unii Europejskiej oraz jej krajów członkowskich, tego rodzaju chrześcijański akcent sprawia wrażenie anachronicznego wyjątku. Potwierdzeniem tego jest choćby znana sprawa włoskiego polityka, Rocco Butiglione, który kandydował w 2004 roku na stanowisko członka Komisji Europejskiej. Jego kandydatura upadła dokładnie z tego powodu, iż nie krył on swoich chrześcijańskich przekonań obyczajowych, które w oczach liberalnej oraz postępowej opinii, były reakcyjne, skrajne i niedopuszczalne. Analogiczną wymowę ma sposób, w jaki prezydent Francji, Emmanuel Macron, definiuje polityczną i kulturową tożsamość UE oraz źródłową dla niej tradycję historyczną: eksponuje znaczenie dziedzictwa oświeceniowego, przemilczając o wiele ważniejszą – nie tylko w duchowym, ale i w szerszym, cywilizacyjnym, tego słowa znaczeniu – rolę tradycji chrześcijańskiej. Oczywiście, najwyższy przedstawiciel „świeckiej republiki” posiada dostateczny mandat polityczny i konstytucyjny, by w tak kontrowersyjny sposób interpretować historię Francji i Europy. Nie zmienia to jednak faktu, iż we współczesnej debacie europejskiej skłonność do traktowania chrześcijaństwa jako czegoś obcego i wrogiego, lub choćby tylko wstydliwego, wydaje się przemożna.

 

A może w ogóle stawianie znaku równości pomiędzy Europą a Unią Europejską jest błędne. 

Istotnie – jest problematyczne. Europa, która odcina się od swoich chrześcijańskich, rzymskich, greckich czy średniowiecznych korzeni, ale i od tych konserwatywnych tradycji nowożytnych, które kwestionują czy dyskredytują dziedzictwo przednowoczesne, chyba nie może mienić się Europą w pełnym tego słowa znaczeniu. 

 

Kiedy nastąpiła cezura początkowa tego odwrotu od chrześcijaństwa?

Z pewnością takim wydarzeniem było oświecenie i wyrastająca z niego Rewolucja Francuska. „Kropkę nad i” procesu zasadniczej dechrystianizacji Europy postawiła zdumiewająca autorytatywność pewnej liberalnej i zarazem sowieckiej interpretacji ideowych źródeł nazistowskiego rasizmu i totalitaryzmu, która – zgodnie z duchem propagandy oświecenia, ale wbrew prawdzie historycznej – utożsamiła je z doktrynalną i społeczną spuścizną chrześcijaństwa, zwłaszcza jego katolickiego nurtu.

 

Dziś Europa stoi w obliczu wielu różnych wyzwań, do których należą między innymi bezpieczeństwo, wzmocnienie gospodarki czy utrzymanie europejskiej integracji. Myśli pan, że aby stawić temu wszystkiemu czoła, wystarczy oświeceniowy optymizm? 

Optymizm oświeceniowego projektu nowoczesnej wolności spotykał się z aprobatą różnych myślicieli, do których należeli m.in. socjaliści, jak Klaudiusz Saint-Simon czy Karol Marks, lub liberałowie tacy jak John Stuart Mill, Herbert Spencer, Isaak Berlin i Karl Popper. Ale nie brakowało również krytyków tego nurtu, z którymi utożsamia się przede wszystkim konserwatystów, co nie jest do końca prawdą. Oświeceniowy optymizm za zwodniczy uznawało wiele znakomitości intelektualnej lewicy – od Jana Jakuba Rousseau począwszy, a na koryfeuszach szkoły frankfurckiej skończywszy. Wbrew frankfurtczykom, z godną uznania zawziętością, bronił go Jürgen Habermas.

Osobiście zgadzam się z opinią współczesnego francuskiego filozofa, Rémiego Brague’a, który uznaje oświeceniowy optymizm za kiepską i od początku skazaną na porażkę namiastkę chrześcijańskiej nadziei. Mikołaj Kopernik przekonywał, że gorszy pieniądz wypiera lepszy. Prawidłowość ta wydaje się obowiązywać też w sferze idei. Wobec tego powstaje zasadnicze pytanie, czy proces tego zastąpienia/wyparcia jest odwracalny? Na przeszkodzie tego odwrócenia (czyli renesansu chrześcijańskiej nadziei) wydaje się przecież stać nie tylko konsekwentna pogarda nowoczesnego umysłu, lecz również pesymizm konserwatystów, którzy wydają się być przekonani, że – mówiąc nieco kolokwialnie – świat schodzi na psy. Czy możliwy jest zatem powrót do chrześcijańskiej nadziei w świecie spustoszonym przez oświeceniowy optymizm? Wśród myślicieli zdania są podzielone. Jeden z torysowskich tradycjonalistów, Roger Scruton, twierdził, że jest to niemożliwe, a wręcz bezcelowe ze względu na duchowy anachronizm chrześcijaństwa. Inny myśliciel z tego kręgu, Maurice Cowling, przekonywał, że chrześcijańska dobra nowina nie utraciła nic ze swej aktualności. Trzeba tu również wspomnieć Karola Wojtyłę, który w książce pt. „Pamięć i tożsamość” zapewniał, że chrześcijański Bóg w sobie tylko wiadomy sposób potrafi skutecznie „wyprowadzać dobro ze zła”.

Rozmawiała Marta Wiśniewska

 

 

 

Dr hab. Przemysław Piotrowski pracuje w Instytucie Nauk Politycznych na Wydziale Nauk Społecznych UWM. Przedmiotem swoich politologicznych, historycznych i filozoficznych zainteresowań uczynił zwłaszcza Polskę, Anglię i Europę

 

 

 

 

 

grafika WU Europa

 

Tekst został opublikowany w kwietniowym wydaniu „Wiadomości Uniwersyteckich”, którego tematem przewodnim jest „Europa”. Numer ukazał się przed kolejną rocznicą przystąpienia Polski do Unii Europejskiej i przed pierwszą coroczną konferencją sojuszu ChallengeEU (którego UWM jest częścią). W wydaniu można przeczytać o europejskiej współpracy i myśli politycznej, samorządzie terytorialnym w krajach UE czy edukacji dzieci Polonii. Oprócz tego, jak zawsze, dawka inspiracji i informacji z życia Uniwersytetu. 

Wszystkie wydania „Wiadomości Uniwersyteckich" znajdują się >>> na stronie UWM.

Rodzaj artykułu