09 Stycznia 2026
Aktualności
Wydaje się, że dla pedagoga z powołania i harcerza zarazem, temat pracy magisterskiej pt. „Wartości w procesie wychowania skautowego w doświadczeniach liderów skautowych wybranych krajów europejskich” był oczywistym wyborem.
To prawda! Gdy tylko rozpocząłem studia, wiedziałem, że temat mojej pracy magisterskiej będzie związany z harcerstwem i kiedy na seminarium dowiedziałem się, że jest taka możliwość, to bardzo się ucieszyłem się, bo harcerstwo jest nieodłączną częścią pedagogiki. Później okazało się, że moja pani promotor, dr hab. Marzenna Nowicka, prof. UWM, uwielbia prowadzić tematy, w których nie jest specjalistką, bo te wzbogacają jej wiedzę. W związku z tym prof. Nowicka wspierała mnie w wyborze tego tematu, bo z jednej strony wiedziała, że jest to związane z moją pasją, a z drugiej, było to dla niej czymś nowym. Pisanie nie jest moją mocną stroną, więc wykładowcy namawiali mnie, żebym wybrał łatwy temat pracy, ale ja tak nie chciałem – wolałem, żeby ta praca mnie rozwinęła i była dla mnie nowym wyzwaniem. Między innymi dlatego pojawił się w niej skauting i wywiady z liderami skautowymi z różnych krajów, bo było to coś nowatorskiego. Pisząc tę pracę, udało mi się zrealizować dwa cele: z jednej strony wyjść poza schemat, a z drugiej, poszerzyć swoją wiedzę o skautingu i harcerstwie.
Proszę powiedzieć coś więcej o wywiadach, które przeprowadził pan do tej pracy.
Założyłem sobie, że moją grupę badawczą będą stanowili liderzy skautek i skautów w wieku 10-16 lat ze środowisk miejskich. W sumie przeprowadziłem osiem wywiadów – dwa z Polakami, dwa ze skautami ze środowisk polonijnych, dwa z Włochami i dwa z Niemcami. Celem było sprawdzenie, czym różni się różni skauting od jego polskiego odpowiednika, czyli harcerstwa. Moje badania wykazały, że ma wiele cech wspólnych i to jest piękne, bo wszyscy dążymy do tego samego, czyli do wychowania młodych pokoleń na dobrych obywateli.
Skoro w pana pracy magisterskiej skauting stał się przedmiotem badań, to musi mieć jakąś wartość naukowo-dydaktyczną. Proszę powiedzieć, jaką?
Ruch skautowy działa od 1907 roku i od ponad stu lat opiera się na tych samych wartościach – zmieniają się tylko formy pracy lub narzędzia. Skauting nieustannie się rozwija, skautek i skautów jest coraz więcej i mimo że zmienia się świat, to harcerstwo i skauting nie tracą na wartości. Chyba najważniejsze w tym wszystkim jest to, że istnieje wspólnota skautowa, która się nie zmienia. Wszyscy liderzy, z którymi przeprowadziłem wywiady, wierzą, że to, w jaki sposób żyją, przekłada się na to, jacy są harcerki i harcerze. I ja również się pod tym podpisuję! Wychowanie jest ciągłym procesem, a harcerstwo i skauting mają w tym wspierać rodziców. My jako liderzy mamy dawać osobiste świadectwo, co to znaczy być dobrym człowiekiem. Istotne jest też to, aby wartości, które przekazujemy, były spójne i pochodziły od tej metody, która przyświecała Robertowi Baden-Powellowi, gdy powoływał ruch skautowy do życia. Moje badania pokazały, że w poszczególnych krajach różnią się narzędzia, które wykorzystuje się, aby dotrzeć do młodych ludzi, ale idee pozostają te same.
Był pan bardzo aktywnym studentem, angażował się pan między innymi w działania wydziałowego samorządu studenckiego czy wyjeżdżał pan na wymiany studenckie za granicę. Jak wspomina pan studia na Wydziale Nauk Społecznych UWM?
Od początku studiów, czyli od 2019 roku, byłem członkiem Rady Wydziałowej Samorządu Studenckiego, a później jej wiceprzewodniczącym. Dzięki temu mogłem poczuć się częścią wydziału, a nie tylko być studentem, który przychodzi i wychodzi, żeby zaliczyć obecność na zajęciach. Pozwoliło mi to również zbudować relacje ze studentami i wykładowcami oraz podejmować różne aktywności. Byłem też członkiem Koła Naukowego Wczesnej Edukacji, którego tematyka łączyła się z moim kierunkiem studiów, więc mogłem rozwijać się w sferze edukacyjnej. Jeśli zaś chodzi o wymiany studenckie, to w sumie studiowałem za granicą przez trzy semestry – dwa razy byłem w Hiszpanii i raz w Portugalii. W tej kwestii otrzymałem wielkie wsparcie od dr Moniki Ryndzionek. Podczas tych wyjazdów miałem okazję działać w środowiskach skautowych, na przykład w Hiszpanii regularnie uczestniczyłem w zbiórkach, a nawet byłem na biwaku. Jedyny minus był taki, że jeszcze wtedy nie mówiłem tak dobrze po hiszpańsku jak teraz, choć okazało się, że język nie był barierą w budowaniu relacji i bliższym poznaniu. Jestem sam sobie wdzięczny, że odważyłem się wyjeżdżać na te wymiany. Później, razem z dr Ryndzionek organizowaliśmy spotkania, aby promować program Erasmus+. Chciałem wykorzystać zdobyte doświadczenie, zachęcając kolegów do podążania moimi śladami i bardzo się cieszę, że udało się namówić wiele osób. Wymiany studenckie nie są czymś łatwym, bo trzeba studiować za granicą, w innym języku, dobrać przedmioty, które są spójne z siatką programu, ale bez wątpienia warto podjąć to wyzwanie. Nie mogę się całkowicie rozstać z Wydziałem Nauk Społecznych i już jestem umówiony z wykładowcami, że wiosną przyjadę na Uniwersytet ze swoimi uczniami. Zależy mi na tym, żeby podtrzymywać moją relację z wydziałem, dając świadectwo, że wiedza i doświadczenia zdobyte na studiach procentują w przyszłości.
Kiedy odkrył pan w sobie zacięcie pedagogiczne?
Już w liceum byłem pewien, że chcę ukończyć dwa kierunki studiów: pedagogikę i psychologię, ale, jak zaczynałem studia, na UWM nie było jeszcze psychologii, więc oczywistym wyborem była pedagogika. Nawet pewnego razu na zajęciach zrobiło mi się bardzo miło, bo jedna z wykładowczyń powiedziała, że „pan Dominik czuje dydaktykę”, i to jest prawda. Bo może nie zawsze potrafię wszystko wytłumaczyć, ale myślę, że potrafię dotrzeć do dzieci. Kocham pracę z nimi, a zwłaszcza z tymi w wieku od 6 do 10 lat, więc ukończenie pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej nie było przypadkowe. Obecnie pracuję w szkole podstawowej nr 3 w Morągu i jestem wychowawcą pierwszej klasy. Chodząc do pracy, jestem szczęśliwy.
Skoro o Morągu mowa, to warto wspomnieć, że rozmawiamy w Miejskiej Bibliotece Publicznej w tym mieście, gdzie odbywał pan staż, a teraz jest pan wolontariuszem i przyjacielem tej placówki.
Tak, to prawda, odbywałem w morąskiej bibliotece staż podczas mojego gap year, czyli jeszcze przed rozpoczęciem studiów. Założyłem tutaj gromadę zuchową, regularnie wspieram bibliotekę przy różnych wydarzeniach, ponieważ jest to wspaniała instytucja, z której Morąg powinien być dumny. A mnie raduje z kolei fakt, że harcerze są tutaj mile widziani.
Można powiedzieć, że żyje pan dla innych.
Trochę tak jest i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie, żeby nie pracować dla ludzi, nie działać dla ludzi i nie docierać z pomocą tam, gdzie ona jest potrzebna.
Jak pan myśli, w jakim miejscu byłby pan dzisiaj, gdyby ukończył pan studia bez podejmowania tych wszystkich dodatkowych aktywności?
Zadała mi pani świetne pytanie, bo właśnie ostatnio się nad tym zastanawiałem! Rozmawiałem też z moimi harcerzami, którzy zapytali mnie: co by druh robił, gdyby nie był harcerzem? A ja to pytanie rozszerzyłem: co bym robił, gdybym nie był aktywnym człowiekiem? Myślę, że moje życie byłoby po prostu nudne. Namawiam wszystkich, żeby nie stali w miejscu i stawiali sobie wyzwania, bo życie jest od tego, żeby zbierać doświadczenia i kolekcjonować wspomnienia, a jedynym, co może nas ograniczać, jesteśmy my sami.
Rozmawiamy na progu nowego roku, a zatem czego panu życzyć na najbliższe miesiące?
To ja może odpowiem trochę przewrotnie. Czasami może się wydawać, że mnie zawsze się chce i że zawsze mam siłę, ale to nieprawda. Życzyłbym więc sobie niegasnącej pasji, żebym zawsze mógł czerpać radość z tego, co robię – zarówno w życiu zawodowym, jak i społecznym. I niech mnie nie opuszcza wdzięczność za to wszystko, co mnie spotyka.
Rozmawiała Marta Wiśniewska
Zdj. główne: dr Milena Kaczmarczyk
