01 Maja 2026
Aktualności
Zmiany ustrojowe wprowadzone po obradach Okrągłego Stołu wymusiły potrzebę uchwalenia nowej konstytucji, ale na tę pełną i obowiązującą do dziś musieliśmy czekać aż do 1997 roku.
Prace nad nową konstytucją, która miała zastąpić uchwaloną na początku lat 50. XX wieku Konstytucję Rzeczypospolitej Ludowej, ruszyły jesienią 1989 roku, po pierwszych częściowo wolnych wyborach parlamentarnych. Po wyborach w październiku 1991 roku do Sejmu dostały się aż 24 partie, co uniemożliwiło osiągnięcie porozumienia w zakresie kształtu przyszłej konstytucji i zdecydowano się na uchwalenie aktu normatywnego nazywanego popularnie „Małą Konstytucją”, która weszła w życie 17 października 1992 roku. Określała ona wzajemne relacje między władzą ustawodawczą, wykonawczą oraz funkcjonowanie samorządu terytorialnego. Wówczas fragmentarycznie obowiązywała jeszcze Konstytucja z 1952 roku oraz ustawa konstytucyjna z 1989 roku, która wprowadzała zasadę demokratycznego państwa prawa, a taki stan rzeczy nie mógł trwać zbyt długo. W kwietniu 1992 roku Sejm uchwalił ustawę o trybie przygotowania Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, która zakładała m.in., że nową konstytucję uchwali Zgromadzenie Narodowe (połączone izby Sejmu i Senatu), a do jej wejścia w życie niezbędne będzie referendum ogólnokrajowe. W porównaniu do innych państw, które uwolniły się spod jarzma Związku Radzieckiego, Polska późno uchwaliła swoją konstytucję – tamte kraje zrobiły to na początku lat dziewięćdziesiątych.
My uchwalenie nowej ustawy zasadniczej mogliśmy świętować 2 kwietnia 1997 roku.
Tak, prace nad ostatecznym kształtem konstytucji rozpoczęły się po przedterminowych wyborach z września 1993 roku. Największą rolę w tym procesie odgrywał Sojusz Lewicy Demokratycznej i jej lider, Aleksander Kwaśniewski, który stał na czele komisji konstytucyjnej. Prace przyspieszyły w latach 1996-1997, po wyborach prezydenckich, i zakończyły się na początku 1997 roku. 2 kwietnia 1997 roku Zgromadzenie Narodowe (451 głosów za, 40 przeciw, 6 wstrzymujących się) przyjęło Konstytucję RP. Zgodnie z założeniami wspomnianej ustawy o trybie przygotowania nowej konstytucji, 25 maja 1997 roku odbyło się w tej sprawie referendum. Pytanie brzmiało: „Czy jesteś za przyjęciem Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej uchwalonej przez Zgromadzenie Narodowe w dniu 2 kwietnia 1997 roku?” Frekwencja wyniosła 42,86 proc. Na „tak” było 53,45 proc., a „nie” odpowiedziało 46,55 proc. 16 lipca 1997 roku prezydent Aleksander Kwaśniewski podpisał tekst Konstytucji RP i zarządził jej opublikowanie w Dzienniku Ustaw. 17 października 1997 roku Konstytucja RP weszła w życie.
W referendum konstytucyjnym z 25 maja 1997 roku zagłosowała mniej niż połowa, co dla niektórych do dziś stanowi argument do podważania tej konstytucji.
To, że nie ustalono progu frekwencyjnego, świadczy o tym, że twórcy Konstytucji RP z 1997 roku chcieli się w ten sposób zabezpieczyć – tak, aby ich prace nad ustawą zasadniczą nie poszły na marne. Tym bardziej że nie było łatwą rzeczą osiągnąć kompromis w tej sprawie, a potrzeba uchwalenia nowej konstytucji była pilna. Z drugiej strony możemy powiedzieć, że nie pomyśleli dalekosiężnie, bo – tak, jak pani wspomniała – prawie 30 lat od jej uchwalenia wciąż słychać głosy, że skoro Konstytucji RP nie zaakceptowała większość narodu, to można ją podważać, a coś takiego w przypadku najważniejszego aktu prawnego w państwie nie powinno mieć miejsca.
Nie brakowało również innych kontrowersji i sporów wokół jej zapisów. Przedmiotem jednego z nich był art. 90., który stanowi o tym, że „RP może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach”. Przeciwnicy tego zapisu uważali, że podważa on suwerenność Polski, a zwolennicy podkreślali, że zapis „przygotowuje” Polskę do zostania członkiem NATO i Unii Europejskiej.
Na podstawie tego artykułu Polska stała się członkiem Unii Europejskiej. Pamiętajmy, że prezydent Aleksander Kwaśniewski był zwolennikiem integracji z NATO i UE, stąd też z pewnością zależało mu na tym, by takie regulacje znalazły się w nowo uchwalonej konstytucji. Przy okazji wspomnijmy, że jeśli Polska chciałaby przekazać kompetencje organów władzy państwowej na rzecz organizacji międzynarodowej lub organu międzynarodowego, to taka umowa może zostać ratyfikowana dwiema drogami: za pomocą ustawy lub referendum. Ale nie jest to zwykła ustawa, tylko przyjmowana w trybie szczególnym, czyli większością kwalifikowaną dwóch trzecich głosów zarówno w Sejmie, jak i w Senacie, przy kworum wynoszącym przynajmniej połowę członków każdej z izb. A o tym, czy będzie to ustawa czy referendum, decyduje Sejm bezwzględną większością głosów. Jak wiemy, w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej odbyło się referendum, ale w sprawie dalszego zacieśniania europejskiej integracji (np. podpisania przez Polskę Traktatu Lizbońskiego) już nie, bo tak zdecydował Sejm. Rządzący stwierdzili, że łatwiej będzie osiągnąć porozumienie w tej sprawie w parlamencie, niż liczyć na akceptację suwerena.
Głównie partie prawicowe, m.in. Akcja Wyborcza Solidarność czy Porozumienie Centrum, krytykowały również brak odniesień do Boga czy niewystarczająco precyzyjne zapisy dotyczące ochrony życia poczętego.
Przedstawiciele różnych opcji politycznych w takich przypadkach zawsze będą mieli jakieś zastrzeżenia, bo tak wygląda polityka. Osobiście pochwaliłabym twórców Konstytucji RP z 1997 roku, ponieważ uwzględniała ona poglądy i potrzeby wszystkich. Pamiętajmy, że polityczne okoliczności, w jakich znaleźli się jej twórcy, nie były łatwe. Komuniści oddali co prawda władzę, ale lewa strona sceny politycznej wciąż miała dużo do powiedzenia, a w dodatku – jak już zostało wspomniane – jej przedstawiciele przejęli stery w pracach nad nową konstytucją. Jednocześnie w siłę rosła prawa strona sceny politycznej – powstawały nowe partie, które chciały jasno podkreślić swój sprzeciw wobec dotychczasowego porządku politycznego. Dużo łatwiejszym rozwiązaniem byłoby narzucenie pewnej wizji państwa, a tymczasem uważam, że w tamtym momencie znaleziono kompromis, który mógł satysfakcjonować wszystkich.
Dodałyśmy łyżkę dziegciu do beczki miodu, ale nie ulega wątpliwości, że Konstytucja z 1997 roku, jest dla nas powodem do dumy oraz symbolem demokratycznego i wolnego państwa.
Oczywiście. Wystarczy zajrzeć do pierwszego rozdziału zatytułowanego „Rzeczpospolita”, w którym znajdują się reguły, na których opiera się funkcjonowanie naszego państwa. Już w pierwszych dwóch artykułach czytamy, że „Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli” (art. 1.) oraz że „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej” (art. 2.). Kluczowe różnice w stosunku do poprzedniego ustroju znajdziemy w art. 10., gdzie mowa jest o trójpodziale i równowadze władzy (ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej) czy w art. 20., który mówi, że podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej stanowi społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej i solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych.
Jakie warunki muszą zostać spełnione, aby dany dokument można było określić mianem ustawy zasadniczej?
Muszą w nim zostać zawarte cztery elementy: zasady ustroju, struktura kompetencji organów państwa, prawa i wolności jednostki oraz zasady zmian konstytucji. Istnieje jeszcze piąty element, ale dotyczy wyłącznie państw o strukturze złożonej, a Polska takim państwem nie jest. Wówczas na poziomie konstytucji powinno zostać określone domniemanie kompetencji – na rzecz części składowej lub federacji, a także wzajemne relacje między poszczególnymi podmiotami.
Kto i w jaki sposób może dokonać zmian w konstytucji?
Określa to art. 235. znajdujący się w rozdziale XII zatytułowanym „Zmiana Konstytucji”. Do dokonania zmian w konstytucji (czyli złożenia projektu o zmianie konstytucji) uprawnione są trzy podmioty: 1/5 ustawowej liczby posłów, Senat i prezydent. Proszę zauważyć, że po pierwsze, w zwykłym trybie ustawodawczym tych podmiotów jest znacznie więcej, a po drugie, prawa do zainicjowania zmian w konstytucji zostali pozbawieni obywatele, co uważam za jej ułomność. Art. 4. mówi przecież o tym, że władza zwierzchnia w państwie należy do narodu. Tryb zmiany konstytucji jest szczególny, co oznacza, że polska konstytucja jest sztywna, bo z elastyczną mielibyśmy do czynienia wtedy, kiedy zmiany można byłoby wprowadzać w trybie zwykłej ustawy. Warto jeszcze powiedzieć, że jeśli uprawniony podmiot chce dokonać zmian w rozdziałach: pierwszym, drugim i dwunastym Konstytucji RP, to może zostać przeprowadzone referendum, ale nie musi. Te same podmioty, które mają prawo złożenia projektu ustawy o zmianie konstytucji, mogą wystąpić z wnioskiem do marszałka Sejmu o to, aby zostało zarządzone referendum zatwierdzające. Mają na to 45 dni od momentu, kiedy ustawa opuści Senat. Podkreślam raz jeszcze: to referendum nie jest obligatoryjne, ale fakultatywne. W praktyce oznacza to, że jeśli ktoś chce dokonać zmian w strukturze ustroju państwa, to obywatele wcale nie mają obowiązku wypowiedzenia się na ten temat.
Do tej pory wprowadzono dwie nowelizacje do Konstytucji z 1997 roku: w 2006 roku, kiedy to nowe przepisy pozwoliły m.in. na stosowanie europejskiego nakazu aresztowania oraz w 2009 roku, kiedy to poszerzono katalog przypadków pozbawienia biernego prawa wyborczego. Pani zdaniem to mało czy dużo?
Można powiedzieć, że jest to niewiele zmian, co mogłoby wskazywać na to, że Konstytucja RP z 1997 roku jest adekwatna i odpowiada na bieżące potrzeby. Jest jednak pewne „ale”. Znajdują się w niej regulacje, co do których należałoby rozważyć potrzebę zmian. Np. art. 62. mówi, że obywatel Polski, który najpóźniej w dniu głosowania kończy 18 lat, ma prawo wybierać przedstawicieli organów samorządu terytorialnego. Jednak, odkąd Polska należy do Unii Europejskiej prawo obywatelstwa jest rozszerzone, więc jeśli mamy wybory np. do rady gminy, to osoby będące obywatelami UE i zamieszkujące na jej terenie minimum pięć lat, mają czynne prawo wyborcze w takich wyborach i co więcej, mogą w nich kandydować. Prawnicy przyjmują interpretację, że jest to zgodne z prawem unijnym, ale nie ulega wątpliwości, że ten przepis powinien zostać zmieniony i stanowić, że w przypadku wyborów do samorządu terytorialnego czynne oraz bierne prawo wyborcze ma również obywatel Unii Europejskiej minimum pięć lat mieszkający w Polsce. Dwie wspomniane przez panią nowelizacje odpowiadały potrzebie chwili i były jak najbardziej słuszne.
Co jakiś czas przedstawiciele różnych opcji politycznych wspominają o potrzebie dokonania zmian w Konstytucji – czasami są to poważniejsze zmiany, dotyczące np. ustroju, a w innych przypadkach nieco mniejsze korekty. Sondaże pokazują, że Polacy są raczej niechętni zmianom w ustawie zasadniczej. A co na to konstytucjonaliści? Czy w środowiskach prawniczych jest więcej zwolenników czy przeciwników nowelizowania Konstytucji z 1997 roku?
Konstytucjonaliści właściwie od zawsze wychodzą z jakimiś postulatami dotyczącymi zmian w konstytucji. Swego czasu została przeprowadzona nawet ankieta, w której każdy mógł się wypowiedzieć i dać propozycje zmian, które uważał za słuszne. Politycy natomiast zawsze mają pokusę, żeby wprowadzić zmiany, które będą dla nich w jakikolwiek sposób korzystne, bo np. zwiększą swoje kompetencje czy przypodobają się swojemu elektoratowi. Jednak o konstytucji nie można myśleć w perspektywie jednej czy dwóch kadencji parlamentarnych – trzeba zastanowić się, co będzie lepsze dla kraju w dłuższej perspektywie. Jako społeczeństwo powinniśmy dojrzeć do myślenia o państwie jako całości, a nie chwilowej zdobyczy politycznej. Musimy spoglądać na nie z perspektywy przyszłych pokoleń i tego, co będzie dla nich lepsze.
Odnoszę wrażenie, że w ostatnich latach, m.in. za sprawą różnych politycznych sporów, konstytucja stała się bardziej obecna w debacie publicznej, a przez to także bliższa nam wszystkim. Ta niewielkiego formatu książeczka stała się symbolem praworządności, demokracji i patriotyzmu. Do jakiego myślenia o ustawie zasadniczej może być pretekstem święto Konstytucji 3 Maja?
Rozmaite manifestacje polityczne, które odbywały się w Polsce w ostatnich latach i na których była obecna konstytucja, jednych dzielą, a innych łączą – to nie ulega wątpliwości i nie jest niestety dobre. Ale jeśli możemy znaleźć jakiś pozytywny tego skutek, to jest nim rzeczywiście to, że ludzie zaczęli o konstytucji mówić i że przestała być trochę abstrakcyjnym pojęciem. Uważam, że na konstytucję powinien być kładziony większy nacisk na różnych szczeblach edukacji, bo można o niej rozmawiać zarówno z przedszkolakiem, uczniem szkoły podstawowej, średniej czy studentem – tylko do każdej grupy wiekowej trzeba mówić innym, zrozumiałym dla niej językiem. Jeśli konstytucja jest najważniejszym aktem prawnym w Polsce, to powinno o niej wiedzieć już kilkuletnie dziecko. Do popularyzacji konstytucji przyczyniają się również takie akcje jak Tour de Konstytucja, na które warto zwracać uwagę i w które warto się angażować.
To, że Konstytucja 3 Maja była pierwszą w Europie i drugą na świecie zobowiązuje nas do tego, by ją znać i się nią interesować.
W pełni się z tym zgadzam, tym bardziej że jak na tamte czasy była ona bardzo nowoczesna. W ogóle, według mnie, powinniśmy prowadzić publiczną, wielowymiarową dyskusję, dotyczącą tego, czym jest i jak funkcjonuje państwo – tak, żeby wszyscy Polacy mieli świadomość, że to wynika z konstytucji, która jest naszym „bezpiecznikiem”, jeśli chodzi o państwowość.
A gdybyśmy tak zadały naszym Czytelnikom pracę domową na święto Konstytucji 3 Maja i poleciły przeczytać tego dnia chociaż jeden rozdział Konstytucji Rzeczypospolitej z 1997 roku, to jaki by to był?
Przede wszystkim zaczęłabym od preambuły. Na pierwszy zajęciach z prawa konstytucyjnego zawsze proszę jakąś studentkę lub studenta, by odczytali ten tekst na głos i muszę przyznać, że za każdym razem wszystkich ogarnia wręcz wzruszenie. A jeśli miałabym polecić jeden rozdział, to byłby to rozdział drugi pt. „Wolności, prawa i obowiązki człowieka i obywatela”, bo każdy powinien go znać i rozumieć, a w szczególności art. 30., który brzmi: „Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych”. Myślę, że ten artykuł może stanowić podstawę do wszelkich innych działań nas wobec siebie i organów państwa wobec nas. Zawsze pamiętać o godności drugiego człowieka.
Rozmawiała Marta Wiśniewska

Dr Monika Giżyńska pracuje w Katedrze Prawa Konstytucyjnego i Nauki o Państwie na Wydziale Prawa i Administracji UWM. W pracy naukowej zajmuje się polskim i porównawczym prawem konstytucyjnym. Prowadzone przez nią badania w głównej mierze dotyczą pozycji ustrojowej organów władzy publicznej w strukturze państwa oraz prawa wyborczego w krajach Europy Środkowej i Wschodniej. W szczególności interesuje się ustrojami politycznymi państw nadbałtyckich.