03 Sierpnia 2026
Aktualności
Z ratownictwem medycznym związany jest pan nie tylko jako dydaktyk, ale także praktyk. Jak ważny jest czas w ratowaniu ludzkiego życia?
Czas w ratownictwie jest chyba najważniejszy. Stany nagłe mają to do siebie, że musimy działać bardzo szybko. W sytuacji zatrzymania krążenia mózg radzi sobie maksymalnie do czterech minut. Po tym czasie z powodu niedotlenienia robią się już w nim nieodwracalne zmiany, mimo że uda nam się przywrócić pacjentowi krążenie i oddech. Przy udarach jest podobnie: mamy okienka czasowe na działanie. Szybko reagujemy także przy wstrząsach anafilaktycznych, wypadkach czy krwotokach. Ważna jest nie tylko nasza natychmiastowa reakcja i udrożnienie dróg oddechowych czy zatamowanie krwawienia, ale także reakcja służb, które są przed nami: policji, straży pożarnej. Policjanci ruchu drogowego bardzo często są pierwsi na miejscu zdarzenia, dlatego są szkoleni z ratownictwa medycznego. Większość naszej pracy jako ratowników sprowadza się do szybkiego działania w krótkim czasie, chociaż nie jeździmy tylko do stanów nagłych.
Presja czasu jest czymś, z czym oswajają państwo także studentów ratownictwa medycznego.
Podczas egzaminu oceniana jest decyzyjność studentów w odpowiednim czasie. Mamy też taki przedmiot, jak medycyna pola walki, gdzie uczymy reagowania przy dystraktorach (rozpraszaczach), np. wystrzałach z broni hukowej, czyli poddajemy studentów działaniu stresorów, z którymi mogą się spotkać w pracy. Widzimy, że mimo trudów zawodu, jest coraz większe zainteresowanie kierunkiem. Przyjeżdżają do nas kandydaci z całej Polski.
Jakie projekty naukowe realizowane są w Katedrze Ratownictwa Medycznego UWM?
Zakończyliśmy nie tak dawno projekt dotyczący opatrunków hemostatycznych, który był realizowany w konsorcjum z Polską Grupą Zbrojeniową, Instytutem Łukasiewicza, Instytutem Technologii Bezpieczeństwa MORATEX z Łodzi, Akademią Sztuki Wojennej, Wojskowym Instytutem Medycznym i Wydziałem Medycyny Weterynaryjnej. Pomysł i potrzebę takiego produktu zgłosiła nam policja. Opracowaliśmy opatrunki, które wchodzą w reakcję z krwią i potrafią szybko zatamować krwawienie. Później przygotowaliśmy też specjalną gąbkę hemostatyczną, którą można wykorzystać do ran silnie krwawiących, szczególnie na polu walki, gdy mamy do czynienia z ranami postrzałowymi. W tej chwili docierają do nas sygnały, że temat byłoby warto kontynuować pod kątem produkcji w Polsce, dlatego że nie mamy dobrych, rodzimych, podobnych produktów i na razie zaopatrzenie w nie opiera się na produkcjach amerykańskich i izraelskich. Jest to projekt z potencjałem. Powstała nawet dokumentacja z myślą o linii produkcyjnej w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Chciałbym, by projekt został kiedyś wdrożony.
Czym jeszcze interesują się pracownicy katedry?
Badamy wyjazdy karetek. Przeanalizowaliśmy okres pandemii COVID-19 i po niej. Powstał cykl artykułów dotyczących różnych zdarzeń, np. wyjazdów do kobiet w ciąży, urazów, zaburzeń oddychania. Zakończyliśmy także projekt o wykorzystaniu ultrasonografii w ratownictwie. Wypracowaliśmy cztery patenty, a do Urzędu Patentowego Rzeczpospolitej zgłoszony został piąty. Pracujemy teraz głównie nad naszym „gamechangerem”, tzn. opracowujemy urządzenie do zabezpieczenia osób, które wpadają w hipotermię pourazową. Gdy pacjentowi jest bardzo zimno, to jego stan nagle się pogarsza, spadają wszystkie czynniki krzepnięcia i pojawiają się koagulopatia, hipokalcemia, kwasica. Urządzenie, które ma temu przeciwdziałać, przypomina śpiwór. Mamy na swoim koncie opatentowany także śpiwór dla psów służbowych, w którym można zamknąć całego, śpiącego zwierzaka. To był projekt realizowany z Wydziałem Medycyny Weterynaryjnej. Opatentowaliśmy też stazę, czyli urządzenie do tamowania masywnych krwotoków, które można założyć na kończynę. Najnowszym pomysłem jest maska, którą zakłada się pacjentowi w ciężkim stanie na twarz i suplementuje podgrzany tlen. Okazuje się, że chociaż wszyscy pourazowo dają tlen, nie wszyscy zwracają uwagę na jego temperaturę, a ona jest kluczowa. Nasze urządzenie będzie pozwalało na ogrzanie tlenu, żeby podłączyć pacjenta do respiratora i móc podać leki wziewne. Wszystkie nasze pomysły związane są z czasem reakcji, by pomóc jak najszybciej. Realizujemy teraz projekt z Uniwersytetem Medycznym w Białymstoku. Badamy stres oksydacyjny w migotaniu przedsionków. To jest najczęstsza arytmia na świecie. Chcemy zbadać, jak można zapobiec stresowi oksydacyjnemu, czyli starzeniu się komórki w tej konkretnej arytmii. W międzyczasie, także wspólnie z UMB, badamy spożycie napojów energetycznych wśród młodzieży. Rozwijamy również współpracę naukową z Uniwersytetem Jagiellońskim i Uniwersytetem Gdańskim.
W szkoleniu studentów poruszają państwo temat nie tylko medycyny pola walki, ale także np. medycyny katastrof.
Prowadzimy w naszym województwie szkolenia ukierunkowane na zdarzenia masowe i napływ dużej liczby ludzi. Miesiąc temu prowadziliśmy taką symulację w Szpitalu MSWiA, tydzień temu w jednym z akademików [rozmawiamy w połowie czerwca – przyp. red.]. Prowadziliśmy takie akcje w szpitalach powiatowych, m.in. w Szczytnie i Bartoszycach. Ich celem jest sprawdzenie reakcji, czasu na udzielenie pomocy, procedur. Jedni studenci wchodzą w rolę poszkodowanych, inni w rolę ratowników. Nasz zespół katedralny we współpracy ze służbami ocenia, jak studenci zachowują się w danym momencie, czy są odpowiednio wdrożeni. W grudniu robiliśmy takie ćwiczenia ze strażą pożarną w Szczytnie. Uczestniczyło w nich blisko 100 osób. Każdy student dostał rolę. Na koniec takich ćwiczeń wspólnie ze strażakiem czy z policjantem, podsumowujemy, czyli robimy debriefing, który jest bardzo ważny w nauczaniu. Nie używamy wobec studentów określeń: zabiłeś pacjenta. Student nie może wyjść z takich ćwiczeń podeptany, tylko zachęcony do tego, by pomagać efektywniej.
Jakie jeszcze nowe metody dydaktyczne, poza ćwiczeniami zdarzeń masowych czy warsztatami, wykorzystują państwo w nauczaniu przyszłych ratowników?
Prawie wszyscy w katedrze są certyfikowanymi instruktorami Europejskiej Rady Resuscytacji i American Heart Association. Pozostali ukończyli odpowiednie kursy. Jestem dumny, że mam taką kadrę i studenci mogą się od niej uczyć. W nauczaniu nadal bardzo dużą rolę odgrywają fantomy. Ich jakość jest co kilka lat udoskonalana i są coraz bardziej zaawansowane. Chciałbym w dydaktyce wykorzystywać także wirtualną rzeczywistość. Tadeusz Miłowski, jeden z moich kolegów z katedry, bierze udział w dotyczącym tego startupie. Tworzą gogle VR do zaawansowanego nauczania pierwszej pomocy. Mieliśmy okazję z nich korzystać. Mam nadzieję, że kiedyś je wdrożymy na UWM, bo jest w tym ogromny potencjał dydaktyczny.
Jest pan aktywnym zawodowo ratownikiem medycznym, pracującym na stałych dyżurach. Czy zdarzyło się panu nie zdążyć na czas albo że tego czasu zabrakło?
Oczywiście. Pracuję w SOR-ze, ale w sezonie pływam także w karetkach wodnych. Wcześniej pracowałem w zespołach ratownictwa w karetce. Doświadczenia mam różne. Gdy otrzymujemy zgłoszenie o wypadku, to czas zajmuje sam dojazd, a bywa, że do tego dochodzą niesprzyjające warunki pogodowe. Czasami zabrakło czasu, przyjeżdżaliśmy za późno i medycyna była już bezsilna. Przypadek sprzed dwóch tygodni: trafił do nas na SOR 24-latek po wypadku. Nie zapiął pasów i odniósł obrażenia wielonarządowe. Walczyliśmy, ale czynności życiowe wróciły na chwilę, później stan się strasznie pogarszał. Ważny jest czas reakcji, ale czasami obrażenia są zbyt rozległe. Analizowałem ten przypadek jeszcze przez wiele dni i zadawałem sobie pytanie, co mogłem zrobić lepiej. Najtrudniejsze są zdarzenia z małymi dziećmi. W tym zawodzie musimy cały czas się szkolić i mieć wiedzę z różnych dziedzin medycyny w pigułce. Możemy komuś pomóc, ale także zaszkodzić, np. podając niewłaściwe leki albo ich dawki. Mierzymy się z czasem, by ratować życie, ale także, by stawiać granicę między pracą i odpoczynkiem. Musimy mieć siłę do niesienia pomocy, aby się nie wypalić.
Rozmawiała Anna Wysocka

Dr Paweł Jastrzębski jest kierownikiem Katedry Ratownictwa Medycznego UWM oraz pracownikiem Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Szczytnie. Podczas pracy doktorskiej badał przygotowanie policjantów do udzielania pierwszej pomocy. Organizator warsztatów Fot. J. Pająk z medycyny katastrof i pola walki.

Tekst ukazał się w czerwcowo-lipcowym numerze „Wiadomości Uniwersyteckich", którego tematem przewodnim jest czas. Wspólnie z naukowcami UWM przyglądamy się przestrzeniom, w których albo rzuca się mu wyzwanie (medycyna z ratownictwem na czele), albo próbuje się przewidzieć skutki jego upływu (ekonomia, polityka społeczna). Sprawdzamy, jak nauka, a wraz z nią technika, próbują czas... oszukać. Nie zapominamy też o sukcesach naszej społeczności i najważniejszych wydarzeniach z życia uczelni. Wszystkie wydania naszego uniwersyteckiego pisma dostępne są na >>> stronie internetowej.