Mimo tego, że medycyna bardzo szybko się rozwija, mamy coraz lepszy dostęp do lekarzy i nowoczesnych metod leczenia, to rosnącym problemem są choroby cywilizacyjne, wynikające głównie ze stylu życia. Jakie wyzwania czekają na ochronę zdrowia?
Niestety, zmiany trybu życia ludzi idą w bardzo złym kierunku. W tej chwili statystyki pokazują, że ok. 60 proc. nastolatków ma nadwagę bądź chorobę otyłościową. Chcę w tym miejscu zwrócić uwagę na nazewnictwo. Nie mówimy już o otyłości, tylko o chorobie otyłościowej, ponieważ nie ma czegoś takiego jak zdrowa otyłość. Zatrważające w tym kontekście jest to, że spotykamy się ze sprzeciwem natury politycznej, dotyczącym prowadzenia edukacji zdrowotnej w szkole, a tymczasem dzieci od najmłodszych lat zajmują się mediami społecznościowymi, a nie rekreacją. Uważam zatem, że największym wyzwaniem obecnie w medycynie są metaboliczne choroby cywilizacyjne. To prawdziwe epidemie krajów wysoko rozwiniętych i bogatych. Jeśli chodzi o Polskę, największym paradoksem jest to, że stosujemy wszystkie najbardziej zaawansowane procedury dostępne we Francji, Anglii czy w Stanach Zjednoczonych na poziomie specjalistycznym, natomiast ciągle przegrywamy na poziomie prewencji.
W leczeniu cukrzycy typu 2 oraz choroby otyłościowej od jakiegoś czasu stosuje się analogi GLP-1, np. semaglutyd. Jest pan autorem artykułu dotyczącego skuteczności i bezpieczeństwa stosowania tej substancji u chorych na cukrzycę typu 2 i przewlekłą chorobę nerek. Co możemy powiedzieć o takiej terapii?
Semaglutyd oraz tirzepatyd są to leki formalnie zarejestrowane do leczenia otyłości. Interesujące jest to, że kiedy powstały, wszyscy się nimi zachwycili, a obecnie spada na nie fala krytyki. Zasadniczym problemem podnoszonym w związku z zastosowaniem tych leków jest to, że dostępne są już badania prowadzone na dużych populacjach, wskazujące, że po ich odstawieniu choroba otyłościowa nawraca, a masa ciała ponownie się zwiększa. To ogromne wyzwanie, ale mimo wszystko jestem zwolennikiem tezy, że stosowanie leków inkretynowych, bo tak się one ogólnie nazywają, pozwala na zmianę nawyków żywieniowych i stylu życia. Np. dzięki utracie 20 proc. masy ciała taka osoba może wprowadzić ruch i ćwiczenia do planu dnia, których przy wyższej masie ciała nie mogła wykonywać. Wydaje mi się, że przy stosowaniu najmniejszej skutecznej dawki podtrzymującej część pacjentów na tyle zmieni swoje nawyki, że będzie w stanie utrzymać mniejszą masę ciała. Nie jest to łatwe, dlatego też leki posiadające w składzie semaglutyd oprócz tego, że działają na przemiany metaboliczne w organizmie, dodatkowo intensywnie oddziałują na ośrodkowy układ nerwowy i kontrolują uczucie głodu i sytości. Ostateczną bronią w leczeniu choroby otyłościowej są oczywiście zabiegi bariatryczne, które jednak też nie gwarantują stałej utraty masy ciała. Olsztyn jest jednym z wiodących ośrodków w Polsce w tej dziedzinie leczenia. Samo jednak wprowadzenie farmakoterapii czy chirurgii bariatrycznej nie jest rozwiązaniem choroby otyłościowej. Potrzebna jest ogromna praca, edukacja, aby m.in. utrudnić dostęp do żywności wysoko przetworzonej. Proszę zwrócić uwagę, z jakimi sprzecznościami mamy do czynienia. Z jednej strony alarmujemy o rosnącej w zatrważającym tempie masie ciała Polaków, a z drugiej np. gwiazdy sportu promują słodzone napoje gazowane, które są niezdrowe. Jesteśmy wręcz zalewani reklamami gotowych produktów, które zagrażają naszemu zdrowiu, a sieci sklepów obecnych na każdym osiedlu czy ulicy sprzedają je na wielką skalę.
Później musimy się leczyć, a nie każdego stać na podjęcie terapii semaglutydem.
To prawda, refundację otrzymuje niewielki odsetek pacjentów.
Spotkałam się też z informacjami, że leki te mogą być bardzo szkodliwe i prowadzić m.in. do ostrego zapalenia trzustki czy pogorszenia funkcjonowania nerek. Co pan profesor, jako lekarz i naukowiec, sądzi na ten temat?
Akurat semaglutyd jest jedynym lekiem z tej grupy, wobec którego mamy mocne dowody na to, że nie tylko chroni nerki, ale powoduje także wycofanie zmian w nich u pacjentów z cukrzycą typu 2. Badania na ten temat będą opublikowane w tym roku. Z kolei ostre zapalenie trzustki, czy szerzej mówiąc powikłania żółciowe, to uniwersalny objaw uboczny szybkiej redukcji masy ciała. Każdej, nie tylko polekowej. Jesteśmy w stanie temu zaradzić. Po pierwsze, zanim zaczniemy przyjmować leki, warto zrobić USG i sprawdzić, czy kamica żółciowa już nie występuje. Po drugie, można uwrażliwić pacjenta na objawy sugerujące, że choroba się rozwija. I po trzecie, mamy również dostępne leki, które upłynniają żółć i obniżają ryzyko kamicy.
Zatem nie taki diabeł straszny, jak go malują. A co z analogami GLP-1? Czy rzeczywiście tak wiele osób poddaje się terapii nimi, jak może się to wydawać?
Okazuje się, że tylko 2–3 proc. osób, które powinny być leczone w ten sposób, korzysta z tej formy terapii, nawet w najbogatszych krajach. Zatem praca, która jest do zrobienia, wydaje się ogromna. Leki te faktycznie zmieniają rzeczywistość pacjenta, natomiast nie rozwiązują w żaden sposób problemów metabolicznych w wymiarze populacyjnym. Ten problem może rozwiązać wyłącznie edukacja, zmiany stylu życia i sposobu żywienia. A to nie jest takie proste. To jak z paleniem. Patrząc na to, jak było kiedyś, a jak jest dzisiaj, mogłoby się wydawać, że papierosy nie są już wyzwaniem. Natomiast z perspektywy lekarza pracującego na oddziale internistycznym mogę powiedzieć, że w zasadzie trafiają tu niemal wyłącznie wieloletni palacze. Zatem edukacja i tworzenie nowych wzorców w grupie rówieśniczej są najważniejsze. Wyznacznikiem prestiżu nie powinien być kolejny poziom zdobyty w grze komputerowej, a np. dobry czas w biegu na 5 km.
Rozmawiamy o wyzwaniach, które stoją przed medycyną, a jest pan także specjalistą w transplantologii. Czy możemy powiedzieć, jak będzie wyglądała transplantologia jutra?
Na chwilę obecną nie widzę w niedalekiej przyszłości wielkich przełomów typu przeszczepianie międzygatunkowe (ksenotransplantacje). Przeszczepianie wysp trzustkowych raczej też nie będzie znaczącym elementem terapii cukrzycy typu 1. Mam również wrażenie, że nie dokonają się żadne przełomy dotyczące rozwoju leków immunosupresyjnych, czyli takich, które hamują procesy odrzucania. Ale to nic złego. Transplantologia w Polsce rozwija się w tej chwili naprawdę bardzo dobrze. Mamy dużo przeszczepień, powiedziałbym nawet, że jest ich tyle, ile byśmy oczekiwali. Coraz mniejszy jest także problem z pozyskiwaniem narządów do transplantacji. Większość przeszczepień nerek odbywa się od dawców zmarłych i u nas w województwie wygląda to naprawdę dobrze. Coraz większym problemem staje się powoli to, komu przeszczepić nerkę. Wielu naszych pacjentów poddawanych dializie jest tak ciężko schorowana, że po prostu nie przeżyliby samego zabiegu transplantacji. Niestety, rośnie nam liczba pacjentów ciężko chorych, a trzeba sobie zdawać sprawę, że najczęstszą przyczyną niewydolności nerek w Polsce jest właśnie wcześniej wspominana cukrzyca oraz choroby sercowo--naczyniowe. Problemem jest także starzenie się społeczeństwa. Z jednej strony żyjemy dłużej, ale nie zawsze w dobrym zdrowiu. Zatem jak zgłosić chorego na serce 80-latka do przeszczepienia nerki? Nie jest to dobry kandydat, bo mógłby nie przeżyć zabiegu, a nawet jeśli, to pojawiłby się problem z utrzymaniem nowej nerki bez powikłań. Jeszcze jeden problem, który dostrzegam, to dawstwo rodzinne – ono w Polsce niemal nie istnieje. I to jest smutne. Członkowie rodzin bardzo rzadko decydują się na to, żeby oddać nerkę swojemu bliskiemu. To jest 3–4 proc., podczas gdy na przykład w krajach skandynawskich jedna na trzy nerki pochodzi od dawców żywych. W Polsce ta zasada obowiązuje tylko w stosunku do dzieci – jeden z rodziców natychmiast decyduje się na dawstwo, gdy przed jego synem czy córką pojawia się perspektywa dializowania.
Rozmawiała Sylwia Zalewska
fot. Janusz Pająk
Prof. dr hab. med. Tomasz Stompór jest kierownikiem Kliniki Nefrologii, Hipertensjologii i Chorób Wewnętrznych oraz Katedry Chorób Wewnętrznych Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum UWM. Wspólnie z prof. Wojciechem Rowińskim organizował ośrodek transplantacji nerek w Olsztynie. Jego główne zainteresowania naukowe to: kardionefrologia, kłębuszkowe choroby nerek, immunologia w nefrologii, mechanizmy rozwoju zwapnień patologicznych w mocznicy.

Tekst ukazał się w styczniowym numerze „Wiadomości Uniwersyteckich", którego tematem przewodnim jest „Jutro". Naukowcy z UWM śmiało spoglądają w przyszłość i pracują nad tym, by czynić ją lepszą. Wspólnie z naszymi rozmówcami przypominamy więc, że na jutro nie należy odkładać troski o zdrowie... i emeryturę, a także zastanawiamy się, czy czeka nas kwantowa przyszłość.
Piszemy też o sukcesach naszej społeczności oraz wydarzeniach, którymi żył Uniwersytet. Wszystkie wydania „Wiadomości Uniwersyteckich" znajdują się >>> na stronie UWM.