10 Kwietnia 2026
Aktualności
W przedostatnim meczu fazy zasadniczej PlusLigi przegraliście na wyjeździe z Asseco Resovią Rzeszów 2:3. Jak podsumuje pan to spotkanie?
W pierwszych trzech setach graliśmy na dobrym poziomie i była nawet szansa, żeby wygrać ten mecz 3:0. Resovia to bardzo dobry przeciwnik – o jego klasie świadczy chociażby to, że znajduje się w pierwszej ósemce Ligi Mistrzów. Z porażki nigdy nie można być zadowolonym, ale jestem przynajmniej usatysfakcjonowany z gry i zaangażowania moich zawodników. Chciałbym też podkreślić, że przegraliśmy z przeciwnikiem, który grał tego dnia bardzo dobrą siatkówkę, co trochę łagodzi nasz smutek, bo gdyby Resovia grała tego dnia słabo, porażka bolałaby jeszcze bardziej. To był bardzo wyrównany mecz.
Rozmawiamy w czwartek 19 marca w Hali Urania, tuż przed treningiem. W niedzielę 22 marca zmierzycie się z Jastrzębskim Węglem, później rozpocznie się faza play-off. Zdradzi nam pan, co w tak intensywnym czasie dzieje się za kulisami?
Może odpowiedź na to pytanie zacznę od opowiedzenia, jak to u nas wygląda. W poniedziałek rozpoczynaliśmy mecz o godzinie 17:30. Wyjechaliśmy z Rzeszowa o 21:30 i po 4:00 dotarliśmy do Olsztyna. We wtorek zawodnicy mieli dzień wolny, ale już w środę o 14:30 spotkaliśmy się, żeby omówić mecz, a później był trening na siłowni. Dzisiaj mamy drugi trening po meczu w Rzeszowie. Teoretycznie zaczyna się w samo południe, ale już o tej godzinie dwaj przyjmujący i dwaj libero muszą być gotowi, żeby w trakcie rozgrzewki przyjmować zagrywkę i flota, co oznacza, że muszą rozgrzać się wcześniej. Jutro, czyli w piątek, mamy dwa treningi i w sobotę wyjeżdżamy do Jastrzębia na mecz. A więc podsumowując: dużo trenujemy, dużo czasu spędzamy w hali i sporo podróżujemy, i te podróże są chyba najbardziej męczące.
To jest obiektywnie dobry sezon dla Indykpolu AZS Olsztyn, czego dowodem jest zagwarantowane miejsce w „top 5” PlusLigi. Drużyna dostarcza nam wielu wspaniałych emocji, ciekawych i zaciętych pojedynków i nawet, jeśli są przegrane – jak ostatnio w Rzeszowie – to i tak nie brakuje radości z oglądania. Co pana zdaniem o tym decyduje?
Przede wszystkim to, że solidnie pracujemy, mamy w sobie pokorę i jesteśmy zgrani. Nigdy nie przegraliśmy meczu w szatni. Jeśli zdarza nam się porażka, to z czysto sportowych powodów – gdy przeciwnik danego dnia jest od nas po prostu lepszy. Poza tym możemy opierać naszą grę na różnych liderach. Są to: Moritz Karlitzek, Paweł Halaba czy Johannes Tille. Oczywiście, naszym głównym liderem jest Moritz, który bez dwóch zdań rozgrywa swój najlepszy sezon w karierze, ale warto zauważyć, że byliśmy w stanie wygrać bez niego w Gdańsku czy w Kędzierzynie-Koźlu, kiedy to musiał zejść z boiska w drugim secie. Eksperci obstawiali przed sezonem, że zajmiemy dwunaste-trzynaste miejsce w tabeli. Dzisiaj możemy być pewni, że nie spadniemy poniżej piątego miejsca. Ma pani rację, że to jest dobry sezon w naszym wykonaniu, ale może być jeszcze piękniejszy. Wszystko jest w naszych rękach.
Jaka jest rola trenera w takim decydującym momencie?
Myślę, że najważniejsza jest atmosfera w drużynie, która jest jak rodzina, a – jak wiadomo – nawet w najlepszej rodzinie zdarzają się tarcia. Jednak najważniejsze jest to, żeby kolejnego dnia przyjść na trening z uśmiechem na ustach, zapominając o wszystkim, i pracować dalej. Zawsze powtarzam, że jak widzę moich zawodników przed treningiem uśmiechniętych, to wiem, że nie przychodzą tu za karę i że czerpią radość z tego, co robimy. Bardzo istotne jest również zdrowie zawodników i motywacja – tak, aby przed każdym meczem byli głodni gry, żeby starali się wygrać każdą akcję. Natomiast co do aspektów dotyczących bezpośrednio gry, to w tych dniach na treningach koncentrujemy się nad poprawą piłek sytuacyjnych. To nie oznacza, że nie ćwiczyliśmy tego wcześniej, ale teraz musimy położyć na to większy nacisk.
Czuje pan satysfakcję, że udało się panu doprowadzić drużynę do takiego miejsca?
Oczywiście, że tak! Jestem bardzo szczęśliwy, ale też muszę powtórzyć słowa, które kiedyś usłyszałem: mądry szef otacza się ludźmi mądrzejszymi od siebie. Mam szczęście mieć genialny sztab, który tworzą Marcin Mierzejewski, Grzegorz Krzan, Kacper Goździkiewicz i Maciej Mata. Świetnie się rozumiemy i wiele się od nich w tym sezonie nauczyłem. Jestem wdzięczny, że mogę tą grupą zarządzać, ale jednocześnie otrzymuję od nich duże wsparcie i warto to docenić.
Grał pan w olsztyńskim zespole w latach 2016–2018. Czy to, że znał pan klub „Akademików” od strony zawodnika miało znaczenie w podjęciu decyzji, aby objąć funkcję trenera?
Bez wątpienia, bo to były bardzo dobre lata. Za moich czasów zajęliśmy czwarte i piąte miejsce w lidze. W Olsztynie bardzo dobrze mi się grało i żyło. Wiedziałem, czego się spodziewać. Prezes Tomasz Jankowski prowadzi klub od wielu lat, mądrze nim zarządza, dzięki czemu ma on zapewnioną stabilność finansową i wszystko jest na swoim miejscu. Na to, gdzie dzisiaj jesteśmy, pracuje sztab ludzi i warto to podkreślić.
Jeśli pojawi się taka możliwość, będzie pan chciał kontynuować trenerską przygodę w stolicy Warmii i Mazur?
Zdecydowanie tak. Jak już wspomniałem, w Olsztynie bardzo dobrze mi się pracuje, mam dobre relacje z prezesem, więc jest duże prawdopodobieństwo, że będę kontynuował pracę z Indykpolem AZS Olsztyn. Poza tym uważam, że Olsztyn jest świetnym miastem do życia. Chyba nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że lasy i jeziora sprawiają, że atmosfera tu jest bardzo przyjemna. Pochodzę z Pucka i to Puck jest moją „małą ojczyzną”, ale w Olsztynie też czuję się bardzo dobrze.
Jeszcze jako zawodnik marzył pan o tym, żeby zostać trenerem. Jak z dzisiejszej perspektywy patrzy pan na ten fach?
Siatkówka jest całym moim życiem. Uprawiałem ten sport ponad 30 lat, więc zdobyłem całkiem duże doświadczenie, spotkałem na swojej drodze wielu trenerów, od każdego czegoś się nauczyłem, ale nie ukrywam, że chcę być Danielem Plińskim. Na pewno jest to inna praca niż bycie zawodnikiem, bo trenerem jest się całą dobę. Trzeba myśleć o wielu rzeczach, m.in. o zdrowiu zawodników, o tym, czy u nich wszystko w porządku, planować treningi czy dbać o dobrą atmosferę. Jest mnóstwo rzeczy, do których trzeba przykładać wagę, aby drużyna odpowiednio funkcjonowała. Chciałbym podkreślić, że trenuję zespół Indykpolu AZS Olsztyn i jestem z niego bardzo dumny, ale przede wszystkim jestem jego najwierniejszym kibicem.
Po zakończeniu siatkarskiej kariery grał pan w piłkę nożną w A-klasowym zespole KS Zatoka Puck i wiem, że lubi pan uprawiać także inne dyscypliny, jak np. tenis. Znajduje pan czas na aktywność fizyczną?
W sezonie nie mam na to zbyt wiele czasu, chociaż ostatnio trochę więcej czasu poświęcam na siłownię, by wypracować formę, która po sezonie pozwoli mi grać w siatkówkę plażową i tenisa. W przerwie pomiędzy rozgrywkami PlusLigi chodziłem na tenis stołowy, czasami biegam czy jeżdżę na rowerze, ale na co dzień nie jestem w stanie regularnie uprawiać tych aktywności.
Czego nauczyła pana siatkówka?
Siatkówka nauczyła mnie współpracy w grupie, tolerancji wobec ludzi, którzy mają poglądy odmienne od moich, ale także szacunku do pracy i pokory. Bo myślę, że każdy profesjonalny sportowiec powie, że więcej w życiu przegrał, niż wygrał. Poza tym dzięki siatkówce poznałem wielu fantastycznych ludzi, nie tylko związanych ze sportem. Moim marzeniem było zostać sportowcem i to marzenie się spełniło, dlatego wszystkim młodym ludziom chciałbym powiedzieć, żeby mieli marzenia, bo one naprawdę się spełniają, tylko trzeba do nich dążyć. Droga jest bardzo ważna, ale na jej końcu musi znajdować się cel.
Czego życzyć panu i drużynie na te najbliższe treningi i mecze? Podkreślam, że pytam również o przygotowania.
I bardzo słusznie, bo mecz to tylko deser. Życzyłbym nam zdrowia, cierpliwości i uśmiechu na każdym treningu. Przede wszystkim mamy czerpać radość z tego, co robimy i mam nadzieję, że w tej końcówce sezonu każdy z nas będzie dobrze bawił się na boisku.
Rozmawiała Marta Wiśniewska
Indykpol AZS Olsztyn przegrał dwumecz z Asseco Resovią Rzeszów i nie awansował do półfinału PlusLigi. „Akademikom” pozostaje walka o piąte miejsce – pierwszy mecz w Hali Urania odbędzie się we wtorek 14 kwietnia. Podopieczni Daniela Plińskiego zmierzą się z PGE GiEK Skrą Bełchatów (gra do dwóch zwycięstw).

Tekst ukazał się w marcowym wydaniu „Wiadomości Uniwersyteckich", którego tematem przewodnim jest błąd. Zachęcamy w nim, by nie zamiatać błędów po dywan, ale przyjrzeć im się z różnych perspektyw. Swoją wiedzą dzielą się z nami przedstawiciele różnych dyscyplin naukowych: językoznawstwa, prawa, politologii, ekonomii czy medycyny. Jak zwykle piszemy też o najważniejszych wydarzeniach z życia Uniwersytetu oraz sukcesów naszej społeczności akademickiej. Wszystkie wydania naszego uniwersyteckiego pisma dostępne są na stronie internetowej.