09 Kwietnia 2026

Aktualności


Rządzący popełniają błędy jak my wszyscy, ale te, które wyrządzają szkodę państwu, muszą znajdować się pod specjalnym nadzorem Konstytucji. O tym, w jaki sposób politycy ponoszą odpowiedzialność za swoje czyny, rozmawiamy z dr. hab. Marcinem Dąbrowskim, prof. UWM z Wydziału Prawa i Administracji.

Osoby pełniące najważniejsze funkcje w państwie ponoszą odpowiedzialność konstytucyjną, czyli przed Trybunałem Stanu. Kto może przed nim stanąć?

Mogą stanąć przed nim: prezydent, prezes i członkowie Rady Ministrów, prezes Narodowego Banku Polskiego, prezes Najwyższej Izby Kontroli, członkowie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych oraz posłowie i senatorowie (za naruszenie zakazu prowadzenia działalności gospodarczej na majątku państwowym). Przy czym należy podkreślić, że tylko prezydent ponosi wyłączną odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu (TS), co oznacza, że jest przed nim sądzony zarówno za popełnienie przestępstwa powszechnego, jak i deliktu konstytucyjnego (tylko w trakcie pełnienia urzędu). Inne osoby mogą zostać postawione przed TS wyłącznie za przestępstwa związane z pełnieniem określonej funkcji (członkowie Rady Ministrów) oraz za popełnienie tzw. deliktu konstytucyjnego, tj. naruszenia Konstytucji bądź ustaw w związku z zajmowanym stanowiskiem (pozostali). A jeśli np. poseł czy senator spowoduje wypadek drogowy pod wpływem alkoholu, odpowie przed sądem powszechnym. 

Jakie mogą być konsekwencje postawienia przed Trybunałem Stanu?

Postawienie przed TS najwyższych urzędników państwowych grozi utratą stanowiska, praw wyborczych (czynnego i biernego), zakazem zajmowania stanowisk, a w przypadku posłów i senatorów, także utratą mandatu. Natomiast za czyny będące przestępstwem lub przestępstwem skarbowym TS orzeka kary przewidziane w ustawach karnych (np. kodeksie karnym). Postępowanie przebiega według procedury karnej, tzn. osobie postawionej przed TS przysługuje domniemanie niewinności, powołuje się prokuratorów lub osoby będące oskarżycielami, które są zobowiązane przeprowadzić postępowanie i udowodnić, że dana osoba popełniła przestępstwo lub delikt konstytucyjny. Taka osoba ma prawo do obrony, przedstawienia dowodów oraz milczenia.

Od swojego powstania w 1982 r. TS doprowadził do końca tylko jedną sprawę. W 1997 r. uznał, że winni tzw. „afery alkoholowej” są były minister współpracy gospodarczej z zagranicą Dominik Jastrzębski i były prezes Głównego Urzędu Ceł Jerzy Ćwiek. Czy możemy zatem powiedzieć, że TS skutecznie stoi na straży odpowiedzialności polityków?

Postawienie najważniejszych urzędników państwowych przed TS jest bardzo trudne. Wstępny wniosek musi zostać przygotowany przez organ polityczny. W przypadku prezydenta jest to Zgromadzenie Narodowe, czyli Sejm i Senat obradujący wspólnie pod przewodnictwem marszałka Sejmu, które stawia głowę państwa w stan oskarżenia większością dwóch trzecich ustawowej liczby członków ZN. Natomiast w przypadku premiera lub ministrów jest to trzy piąte ustawowej liczby posłów. Widać zatem wyraźnie, że progi uzyskania zgody na postawienie kogoś przed TS są bardzo wysokie. Prof. Leszek Galicki użył metafory, że TS jest działem, które jeszcze nigdy nie wystrzeliło, ale, jak już to się stanie, państwo zatrzęsie się w posadach. 

Istnieje jeszcze odpowiedzialność polityczna, m.in. przed wyborcami. 

To prawda. Politycy, którzy popełniają błędy, zachowują się nieodpowiedzialnie czy ignorują potrzeby swoich wyborców, mogą ponosić odpowiedzialność polityczną. Przykłady? Jeśli prezydent zawiedzie swój elektorat, to musi liczyć się z tym, że nie zostanie wybrany na drugą kadencję. Podobnie posłowie czy senatorowie. Z kolei Rada Ministrów i jej członkowie ponoszą odpowiedzialność polityczną przed Sejmem w ramach parlamentarnej procedury, która nazywa się wotum nieufności. Dodatkowo pracę szefów poszczególnych resortów ocenia premier, który może złożyć wniosek do prezydenta o dokonanie zmian w składzie RM. Warto pamiętać, że głowa państwa zobowiązana jest uwzględnić takie żądanie.

Swoistym wentylem bezpieczeństwa m.in. dla parlamentarzystów, jest immunitet. Wyjaśnijmy, czym on jest i czemu ma służyć.

Immunitet jest prawnym wyłączeniem określonych osób (posłów, senatorów, sędziów) spod ogólnej jurysdykcji sądowej lub administracyjnej. Ma to służyć zapewnieniu niezależności w wykonywaniu obowiązków. Chroni przed pociągnięciem do odpowiedzialności karnej, zatrzymaniem lub aresztowaniem bez zgody odpowiedniego organu. Rozróżniamy immunitet materialny (nieodpowiedzialność), który chroni posłów i senatorów za działalność wchodzącą w zakres mandatu, oraz immunitet formalny (nietykalność), który chroni przed pociągnięciem do odpowiedzialności karnej, zatrzymaniem lub aresztowaniem w sprawach prywatnych lub karnych bez zgody Sejmu/Senatu. Istnieje również np. immunitet sędziowski, którego zadaniem jest ochrona niezawisłości sędziów, uniemożliwiając wszczęcie postępowania karnego wobec nich bez zgody sądu.

Wydaje się, że immunitet bywa błędnie rozumiany przez społeczeństwo za przywilej, a przecież nie ma on otwierać furtki do popełniania przestępstw, ani także nie zwalnia z odpowiedzialności w przypadkach, kiedy łamane jest prawo.

Oczywiście. Immunitet ma zagwarantować prawidłowe wykonywanie zawodu, tj. zabezpieczyć przed jakimkolwiek zewnętrznym, bezprawnym działaniem i wpływem. Wyobraźmy sobie np. taką sytuację, że posłowie opozycji przychodzą do Sejmu wziąć udział w głosowaniu, a premier zarządza, żeby ich aresztować – po to, aby nie mogli głosować. Być może jest to dość skrajny przykład, ale mam nadzieję, że dobrze obrazuje sens działania immunitetu.

Zdarzają się jednak sytuacje, w których politycy łamiąc jawnie prawo, zasłaniają się immunitetem, by nie ponieść odpowiedzialności.

To prawda, dlatego bardzo ważne jest to, aby inni politycy wykazywali się racjonalnością i odpowiedzialnością, a nie źle rozumianą solidarnością zawodową. Jeśli jest poseł czy senator, który popełnił przestępstwo, albo co do którego zachodzi podejrzenie popełnienia przestępstwa, to koledzy z partii nie powinni sprzeciwiać się uchylaniu mu immunitetu. Konstytucja jasno mówi o sprawiedliwości społecznej i o tym, że wszyscy są równi wobec prawa.

Z naszej rozmowy wynika, że istnieje ryzyko, iż politykom uda się uchylić od odpowiedzialności za popełnione błędy. Czy to sprawia, że mogą oni czuć się trochę bezkarni?

Myślę, że taka sytuacja najbardziej dotyczy prezydenta RP. Akty urzędowe wydawane przez głowę państwa w indywidualnych sprawach (np. nadanie obywatelstwa, powoływanie sędziów itp.) nie podlegają kontroli ze strony władzy sądowniczej. W świetle ograniczonej skuteczności działań Trybunału Stanu, czyni to osobę sprawującą urząd prezydenta w zasadzie bezkarną. Przepisy Konstytucji RP i ustaw są w powyższej materii niewystarczająco precyzyjne i jednoznaczne. Istnieje orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, z którego jasno wynika, że prezydent ponosi wyłączną odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu, a członkowie Rady Ministrów ponoszą odpowiedzialność alternatywną: przed Trybunałem Stanu bądź przed sądami powszechnymi. Przepisy prawa i ich skuteczność najczęściej są weryfikowane w trakcie procedury sądowej. Nigdy dotąd nie było żadnego skazania czy pociągnięcia do odpowiedzialności głowy państwa – opieramy się tylko na tym, co mówią Konstytucja oraz interpretujący ją przedstawiciele nauki prawa ustrojowego. Także wśród konstytucjonalistów jest to przedmiot burzliwych dyskusji i nie wszyscy są zgodni w ocenie tych przepisów. Zresztą, jak głosi prawnicze powiedzenie: gdzie jeden prawnik, tam pięć opinii.

Nie brakuje też przypadków, w których politycy uciekają od odpowiedzialności, wyjeżdżając do innych państw. I Polska nie jest w tej kwestii odosobniona.

Niestety zdarzają się sytuacje, w których politycy, wykorzystując władzę i środki finansowane, wymykają się mechanizmom wymiaru sprawiedliwości. To rodzi w społeczeństwie przekonanie, że politycy nie ponoszą odpowiedzialności za swoje czyny, jest demoralizujące i powoduje poczucie niesprawiedliwości społecznej.

Rozmawiała Marta Wiśniewska

Dr hab. Marcin Dąbrowski, prof. UWM pracuje w Katedrze Prawa Konstytucyjnego i Nauki o Państwie. Do jego naukowych zainteresowań należą zagadnienia z zakresu praw człowieka, teorii prawa konstytucyjnego, funkcjonowania organów władzy sądowniczej. 

 

grafika marzec Tekst ukazał się w marcowym wydaniu „Wiadomości Uniwersyteckich", którego tematem przewodnim jest błąd. Zachęcamy w nim, by nie zamiatać błędów po dywan, ale przyjrzeć im się z różnych perspektyw. Swoją wiedzą dzielą się z nami przedstawiciele różnych dyscyplin naukowych: językoznawstwa, prawa, politologii, ekonomii czy medycyny. Jak zwykle piszemy też o najważniejszych wydarzeniach z życia Uniwersytetu oraz sukcesów naszej społeczności akademickiej. Wszystkie wydania naszego uniwersyteckiego pisma dostępne są na stronie internetowej   

 

Rodzaj artykułu