14 Maja 2026

Aktualności

Fot. Ścibor Ciepielewski


Który świat jest realny, a który jest tylko jego odbiciem? To pytanie szczególnie wybrzmiewa w obrazach, w których niebo wygląda jak woda, a woda jak niebo – pisze o wystawie obrazów Łukasza Zedlewskiego Justyna Artym. Prace artysty można oglądać do 12 czerwca w Centrum Ekspozycyjnym Stara Kotłownia.

Obrazy Łukasza Zedlewskiego przywodzą na myśl polską szkołę koloryzmu. Nie tylko poprzez notowanie przedmiotu barwą; uczynienie koloru, który nie naśladuje, lecz stwarza, głównym nośnikiem odczuć i emocji patrzącego, co wiąże się z założeniem, że niemożliwe jest oddanie rzeczywistości obiektywnej – więc najuczciwszym, co możemy zrobić, jest notowanie wrażeń danej chwili, z danego punktu widzenia, własnym językiem malarskim, bez udawania, że jest inaczej. Także poprzez wybór tematu: pejzaże, i to malowane z natury, co dzisiaj szczególnie rzadkie. Być może, jak i u kolorystów, ten zwrot bierze się ze zmęczenia wszechobecnymi eksperymentami i chęcią powrotu do tego, co proste i prawdziwe. Bo do malowania pejzażu potrzeba dużo pokory. Zanika „ja”, rozmywa się świat ludzki i jego sprawy, wszystko roztapia się w świetle i spokoju. I jest to szczególnie zintensyfikowane właśnie w prezentowanym cyklu „Horyzont”.

 

Wernisaż wystawy Łukasza Zedlewskiego - uczestnicy wydarzenia stoją w galerii

 

Nie znajdziemy tu żadnych śladów ludzkiej obecności: łódki, płotu, domu o rozświetlonych oknach. Kadr tym razem jest przycięty, zbliżenie duże. Żadnych znajomych brzegów, w których oko może się zadomowić. Nie rozpoznajemy tego krajobrazu, jest wszędzie i nigdzie. Ten cykl, zamknięty w formalnym rygorze identycznego formatu i oszczędnej kompozycji opartej na wyraźnej linii horyzontu, odsyła nas daleko poza warmiński plener, z którego wyrasta. I poza Ziemię. Pejzaże nie mają ciężaru, unoszą się, jakby były zjawą z eteru i światła, zwidem, złudzeniem optycznym.

 

Wernisaż wystawy Łukasza Zedlewskiego

 

Trudno wyobrazić sobie odpowiedniejszy malarski język do opowieści o horyzoncie. Bo czym on jest w swojej istocie? Postrzeganą przez nas linią, która w rzeczywistości nie istnieje. Granicą widzianą tylko z jednego miejsca: gdy się poruszymy, ona również się poruszy, będzie szła przed nami w nieskończoność, ponieważ na kulistej planecie niemożliwe jest dojście do kresu. Zatem i w wyznaczonym temacie, i w dobranych do niego środkach czytamy podobne założenie (czy raczej: pytanie) ontologiczne. W jaki sposób istnieje to, co postrzegamy? Który świat jest realny, a który jest tylko jego odbiciem? To pytanie szczególnie wybrzmiewa w obrazach, w których niebo wygląda jak woda, a woda jak niebo. Czy iluzją jest istnienie świata duchowego, czy może to raczej nasz materialny świat jest iluzoryczny i zwodniczy? Czy możemy być całkowicie pewni tego, co widzimy, skoro tak wyraźna, konturowa wręcz linia horyzontu to tylko wypadkowa naszego położenia i krzywizny Ziemi? A może po prostu trzeba przyjąć, jak koloryści, założenie etyczne: z pełną świadomością, uczciwie, wiedząc, że nie można inaczej, przedstawiać cząstkowe doznania zmieniające się wraz z punktem widzenia. Jak horyzont.

Justyna Artym
fot. Ścibor Ciepielewski

 

Wernisaż wystawy Łukasza Zedlewskiego - uczestnicy wydarzenia słuchają pianisty

 

Rodzaj artykułu