02 Marca 2026

Aktualności


28 lutego rano polskiego czasu Stany Zjednoczone zaatakowały Iran. Sytuacja na Bliskim Wschodzie jest bardzo niepokojąca, a przecież na świecie toczy się szereg innych konfliktów, w tym ten za naszą wschodnią granicą - w Ukrainie. Kiedy ważą się losy świata, warto pamiętać o zadaniach dyplomacji i mieć nadzieję, że towarzyszące jej negocjacje, pomogą zaprowadzić pokój. Z tej okazji przypominamy rozmowę z prof. Anitą Frankowiak, pełnomocniczką wojewody ds. protokołu dyplomatycznego, która ukazała się w listopadowym wydaniu „Wiadomości Uniwersyteckich".

Dyplomacja kojarzy nam się z instrumentem realizacji polityki zagranicznej, ale można o niej myśleć także w wielu innych kontekstach.

To prawda. Myśląc o dyplomacji, możemy przecież myśleć o protokole, o ceremoniale, o etykiecie. Możemy też myśleć o tym, jak bardzo współczesny świat dyplomacji potrzebuje, bo standardy – wciąż tak samo skodyfikowane – stają się dzisiaj nieostre, a dla niektórych wręcz nieistotne. Warto pamiętać o tym, że poza tzw. dyplomacją twardą, która ogniskuje się wokół różnych rozstrzygnięć politycznych, dla której ważne są negocjacje i towarzyszące im gry, istnieje tzw. dyplomacja miękka, czyli kulturalna, która jest mi szczególnie bliska. Przejawia się w inicjatywach, które podejmują różne instytucje, np. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Instytut Adama Mickiewicza, który ma „pod swoimi skrzydłami” wszystkie polskie instytuty ulokowane poza granicami naszego kraju. Ich działalność nie wybrzmiewa wystarczająco głośno w  dyskursie publicznym, a szkoda, bo organizują piękne wydarzenia promujące polską kulturę na całym świecie. Przypomina mi się, jak Paweł Potoroczyn, były dyrektor Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku oraz Instytutu Adama Mickiewicza, mówił kiedyś o tym, jak ważne i trudne jest dzielenie się kulturą, szczególnie w miejscach, gdzie toczy się wojna, chociażby po to, aby dzieci nie uczyły się matematyki, licząc karabiny...

A skoro o nauce mowa, to dodajmy, że był czas, kiedy od Polski uczono się protokołu dyplomatycznego.

Z przyjemnością wracam do przepięknych kart polskiej historii dyplomacji międzywojennej i osiągnięć hrabiego Stefana Przeździeckiego i Karola Bertoniego. Dzięki nim protokół II Rzeczpospolitej łączył wyrafinowane zwyczaje dworów ówczesnej Europy z polską tradycją narodową. XXI wiek daje o wiele więcej przyzwolenia na bylejakość. Nie ma na to mojej zgody, dlatego przeszkadza mi, gdy Donald Trump nosi czapkę baseballową na formalnych spotkaniach, gdy ma za długi krawat, niedopasowaną koszulę i wiszące na butach spodnie lub klepie po ramieniu księcia Karola. Musimy pamiętać, że wizerunek kroczy przed kompetencjami i powinien je uzupełniać. Oczywiście przykładów takiej nonszalancji w podejściu do wyglądu i zachowania jest więcej i dotyczą one polityków z różnych krajów. 

Ten sam Trump, który nosi czapkę baseballową, wytknął publicznie prezydentowi Ukrainy, że na wizytę w Białym Domu nie włożył garnituru. Tymczasem chyba wszyscy wiemy, z czego wynika decyzja prezydenta Zełenskiego i jaka jest symbolika jego stroju.

Oczywiście, strój Zełenskiego to znacząca metafora. Ale niezależnie od tego, publiczne zwrócenie uwagi komuś, kogo gościmy, jest niedopuszczalne. Gospodarzowi nie wolno doprowadzić do sytuacji, w której jego gość czuje się niekomfortowo. W krajach azjatyckich, gdzie mamy o wiele bardziej rozbudowany ceremoniał, grozi to utratą twarzy, a więc utratą szacunku. W sytuacji, o której pani wspomina, niedopuszczalne było też wykorzystywanie podległości, w jakiej znalazł się Wołodymyr Zełenski. Prezydent Stanów Zjednoczonych wykazał się ogromnym nietaktem. 

Na co dzień warto też pamiętać, że np. nie zwracamy uwagi komuś, kto popełnił błąd językowy.

Podobnie jak nie zwracamy uwagi na kichnięcia ani nawet wtedy, kiedy ktoś wejdzie spóźniony na spotkanie czy wykład. Jeśli zależy nam na tym, aby spóźnienie się nie powtórzyło, rozmawiamy z daną osobą w cztery oczy.

Choć czasem miewamy problem z etykietą, bywa, że za sprawą niektórych medialnych wydarzeń wchodzimy w rolę ekspertów od ceremoniału. Myślę tu np. o królewskich ślubach czy pogrzebach, kiedy to specjaliści zaproszeni przez telewizyjnych dziennikarzy dzielili się z nami wiedzą o tym, kto i jak powinien się w danej sytuacji zachować. Łatwo chyba ulec złudzeniu, że dysponujemy większą wiedzą, niż jest w rzeczywistości.

To prawda. Tymczasem ceremoniał dworski jest o wiele bardziej skomplikowany, niż nam się wydaje. Zestawienie go np. z protokołem ministerstw spraw zagranicznych różnych krajów może wiązać się z pewnego rodzaju „turbulencjami”. Podobnie pełne trudności może być przygotowanie wizyt z udziałem papieża czy spotkań w Watykanie. Wyjątków w protokole jest wiele i trzeba być bardzo uważnym, żeby ich nie przeoczyć. Warto przypomnieć, że na to, jak odczytana będzie jakaś sytuacja, wpływ ma wiele drobnostek, których nie należy lekceważyć. Począwszy od tego, jak politycy prezentują się na tzw. ściance, przez to, w jaki sposób podają oni sobie ręce i czyja dłoń jest wówczas na wierzchu, kto jako pierwszy wstał albo przeszedł przez drzwi. Warto jednak zachować ostrożność przy ocenie takich sytuacji, ponieważ musimy uwzględniać zawsze kontekst kulturowy. W Azji ten, kto pierwszy przechodzi przez drzwi, jest słabszy, a nie mocniejszy.

Jaką rolę w procesach dyplomatycznych mogą odgrywać media?

Bywa, że politycy prowadzą różne gry, wykorzystując media do własnych celów, a to może być niekomfortowe dla dziennikarzy. Z drugiej strony to właśnie media „wyłapują” różne wpadki i za ich sprawą trafiają one na jedynki gazet, a więc i do dyskursu publicznego. Publicyści powinni być jednak powściągliwi w ocenach, ponieważ, jak już wspomniałam, bardzo ważny jest parametr kulturowy. Posłużmy się przykładem: w europejskiej przestrzeni cisza jest na przykład czymś kłopotliwym, więc jest też oceniana w określony sposób. Tymczasem w kulturze azjatyckiej ma ona zupełnie inne znaczenie i wcale nie jest dowodem na to, że ktoś się wycofuje. To czas na namysł i dowód na to, że ktoś nas słucha i jesteśmy dla niego ważni. W Europie przedstawicielami kultury „słuchającej” są Finowie. Ich wchodzenie w interakcje, w komunikację będzie wyglądało inaczej. Natarczywe pytania dziennikarskie mogą więc odbić się pustym echem. 

A my tymczasem przyzwyczailiśmy się już do tego, że kiedy w studiu jest grupa polityków, to się po prostu przekrzykują. 

I to nie jest dyskusja na argumenty, lecz na czas. Zwykle – czas przeszły: „A wy kiedyś zrobiliście to tak, a my teraz robimy to inaczej, lepiej”. Ta jednostronna komunikacja do niczego nie prowadzi, ale pokazuje, że wielu dyskutantów nie ma przygotowania komunikacyjnego do prowadzenia debaty i do dyskusji opartej na krytycznym myśleniu. Na zachodnich uniwersytetach jest przedmiot critical thinking. Od studentów oczekuje się, że nie tylko będą coś wiedzieć, ale i będą umieli podać źródło swojej wiedzy oraz wyjaśnić, dlaczego są przekonani, że jest prawdziwe i warto o nim wspominać. U nas tymczasem mnoży się grupa pseudoekspertów, którym się wydaje, że coś wiedzą. Nie inaczej jest z protokołem dyplomatycznym: często zabierają głos nie ci, którzy są specjalistami i mają ogromne doświadczenie praktyczne, lecz „osoby znane z tego, że są znane”.

Politycy, także ci odpowiedzialni za dyplomację, chętnie wypowiadają się np. za pośrednictwem mediów społecznościowych. Myślę tu np. o Radosławie Sikorskim, który regularnie przypomina nam w ten sposób, że jest mistrzem ciętej riposty.

To jest zjawisko adekwatne do naszych czasów. Mamy media społecznościowe, ale wciąż mamy też noty dyplomatyczne, memoranda, oficjalne komunikaty. Procedura przyjmowania i odwoływania ambasadorów jest wciąż taka sama. Nikt ich X-em czy Twitterem nie powołuje ani nie odwołuje. Protokół dyplomatyczny nie jest modą. W drugiej połowie XIX wieku, po Kongresie Wiedeńskim, państwa europejskie umówiły się na pewien wzór protokołu, który będzie obowiązujący w kontaktach między nimi, a później powstały dwa bardzo ważne akty normatywne: Konwencja wiedeńska o stosunkach dyplomatycznych z 1961 roku i Konwencja wiedeńska o stosunkach konsularnych z 1963 roku. To w nich jest mowa o przywilejach, immunitetach, urzędach dyplomatycznych i konsularnych oraz o regulacjach dotyczących ustanawiania stosunków dyplomatycznych między państwami.

Skoro mamy określone zasady, to chciałoby się zapytać, skąd te wojny o krzesła przy stołach rozmaitych gremiów, które co jakiś czas obserwujemy w polskiej polityce?

Politycy tłumaczą to zwykle rozbieżnościami w protokole MSZ i prezydenckim, ale problemem są tak naprawdę prerogatywy i ich zrozumienie oraz tarcia polityczne.

Wspomniała pani, że dyplomacja „miękka” bywa marginalizowana, ale wojewoda warmińsko-mazurski uznał np. za słuszne powołać swojego pełnomocnika ds. protokołu dyplomatycznego. I to właśnie pani powierzył tę funkcję. Domyślam się, że ma pani teraz szansę zwrócić uwagę na kwestie, które wymagały doprecyzowania.

Kiedy zaczynałam pracę w Biurze Wojewody, doprecyzowania wymagały sytuacje związane z ceremoniałem przy okazji różnych uroczystości: kolejność składania wieńców, ustawienie flag, przygotowanie zaproszeń. Kiedy uporządkowałam je zgodnie z protokołem, osoby z zewnątrz miały wątpliwości, czy zmiany są potrzebne, bo uważały, że skoro inna kolejność obowiązywała wcześniej, to tak powinno zostać. Nadal wspieram wojewodę w ustalaniu zasad protokołu, koordynuję obsługę protokolarną oficjalnych spotkań, także w trakcie wizyt przedstawicieli państw obcych.

Zdarza się, że przyzwyczajenia są silniejsze od zasad. 

Widać to np. podczas uroczystości, na które zaprasza się księży. Protokół jest jasny: władza świecka przed władzą duchowną. Chyba że uroczystość ma charakter religijny albo gdy gospodarz podejmie taką decyzję ze względów formalnych. 

Proszę jeszcze o podpowiedź, jak się zachować, kiedy nie jesteśmy pewni, jakie zasady obowiązują. 

W takich sytuacjach pamiętajmy zasadę precedencji: ranga, status, stanowisko. To ona decyduje np. o tym, kto do kogo powinien wyciągnąć rękę jako pierwszy. Gdy nie jesteśmy pewni, kogo powinniśmy przedstawić, możemy to zrobić „grupowo”. A kiedy ktoś pojawia się na uroczystości spóźniony, a my już powitaliśmy – np. w naszym przemówieniu – wszystkich obecnych, to pomijamy ten fakt i nie informujemy głośno zebranych, że ktoś właśnie przyszedł. Poza protokołem, kulturowo uwzględniamy także płeć i wiek.

O to, żeby studenci Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego mieli te zasady w swojej „wiedzy podręcznej”, zabiegała pani już kilkanaście lat temu. Doprowadziła pani do włączenia przedmiotu etykieta do listy realizowanych na wszystkich kierunkach studiów.

Dzisiaj już nie prowadzę tego przedmiotu, ale bardzo się cieszę, że studenci wciąż mogą zdobywać wiedzę z tego zakresu. Etykieta jest przedmiotem obowiązkowym. Wiedza na jej temat pozwala na lepszą współpracę ze światem. Byliśmy w 2010 roku pierwszą uczelnią, która zadbała o podnoszenie kompetencji w zakresie etykiety biznesowej.

Obserwuje pani z pewnością wiele sytuacji, w których dochodzi do naruszenia protokołu. Czy któraś z nich szczególnie utkwiła pani w pamięci?

Owszem, przypominam sobie sytuację, gdy papież Benedykt XVI przyjechał do Niemiec i podczas powitania przed pałacem prezydenckim część obecnych tam biskupów zignorowała wyciągniętą w ich kierunku dłoń papieża. Niektórzy odsuwali się ostentacyjnie, a nawet składali ręce na piersi. Znam kontekst polityczny, lecz wciąż się zastanawiam, jak to jest możliwe, że osoby odpowiedzialne za przygotowanie tej uroczystości dopuściły do takiej sytuacji. Wiedząc, że relacje są napięte, powinny zorganizować to inaczej i nie narażać papieża na tak skandaliczne powitanie. Oczywiście, wiele lat temu Lech Wałęsa też deklarował, że Kwaśniewskiemu „ręki nie poda”, ale w porównaniu z sytuacją, w której znalazł się Benedykt XVI, był to zaledwie element teatru politycznego.

Kwestie związane z dyplomacją i komunikacją wizerunkową to wycinek tego, czym się pani zajmuje. Wiem, że sporo czasu i troski poświęciła pani spuściźnie Apolonii Szczęsnej, która była malarką, a prywatnie – pani ciocią. Efektem prac jest między innymi książka.

Została ona oparta na archiwaliach, które się zachowały w rodzinie. Pierwsza ich część pochodzi z lat 30. XX w., kiedy Apolonia, siostra mojej babci, kształciła się w Szkole Sztuk Pięknych im. Wojciecha Gersona w Warszawie. A ponieważ większość dokumentów tej szkoły spłonęło w czasie powstania warszawskiego to te, które się zachowały u Apolonii, są niezwykle cenne.

Po ukończeniu studiów w Szkole Sztuk Pięknych Apolonia w 1945 roku trafiła do Ciechanowa i tam prowadziła szkołę malarską, którą w 1951 roku zamknęli jej komuniści. Z tego okresu zachowały się setki dokumentów: umowy, spisy z natury, listy uczniów, zdjęcia, akwarele. Apolonia ułożyła cały program nauczania i była jedyną wykładowczynią, kierowniczką, sekretarką – każdym w tej szkole. Wykształciła kilkudziesięciu uczniów. Dziś wielu jest artystami. Później pracowała przez krótki czas w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie. Projektowała ubrania, tkaniny, buty. Jej przyjaciółmi byli Stanisław Pruszyński, późniejszy dziekan w Warszawskiej Akademii Muzycznej, i Lech Emfazy Stefański pisarz, aktor, prezes Polskiego Towarzystwa Psychotronicznego. A ponieważ Stanisław poznał w czasie powstania Mirona Białoszewskiego, to zapoznał z nim Apolonię. I tak też została zaangażowana w tworzenie scenografii do Teatru na Tarczyńskiej. Pruszyński pisał muzykę, Stefański sztuki, a Szczęsna dbałą o scenę. 

Z powstania warszawskiego udało się Apolonii wynieść pierwsze prace, z czasów, kiedy była jeszcze na studiach: węgle, akwarele oraz dokumenty. Ogólnie zachowało się ponad 300 jej obrazów. Kompleksowa wystawa poświęcona jej twórczości została zorganizowana w tym roku przez Miejski Ośrodek Kultury w Olsztynie, a od 5 grudnia w Ciechanowie będzie można obejrzeć kolejną, zorganizowaną z okazji 80-lecia powstania szkoły Apolonii. 

Bardzo zależy mi na tym, aby czas nie zatarł pamięci, a dyplomacja nie straciła swojej jakości.

Rozmawiała Daria Bruszewska-Przytuła

dr hab. Anita Frankowiak, prof. UWM

 

Dr hab. Anita Frankowiak, prof. UWM pracuje w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Jest specjalistką w zakresie komunikacji wizerunkowej i międzykulturowej, mediatorką sądową, coachem oraz znawczynią protokołu dyplomatycznego. Od 2010 r. zarządza Instytutem Dyplomacji. W 2023 r. opublikowała książkę „Śladami Apolonii Szczęsnej”.

 

 

 

 

grafika promująca listopadowe wydanie "Wiadomości Uniwersyteckich"

Tekst ukazał się w listopadowym numerze „Wiadomości Uniwersyteckich", którego tematem przewodnim są gry. Mechanizmy znane z gier towarzyszą nam od pierwszych chwil naszego życia. Już samo tworzenie się DNA to przecież coś, co przypomina loterię. Wspólnie z naukowcami z UWM zapraszamy więc do przyjrzenia się grom z różnych perspektyw, m.in. medialnej, dyplomatycznej czy medycznej.

W listopadowym numerze piszemy też o najważniejszych wydarzeniach z życia uczelni, badaniach i sukcesach naszej społeczności. Wszystkie wydania „Wiadomości Uniwersyteckich" znajdziesz na >>> tej stronie

Rodzaj artykułu