27 Lutego 2026

Aktualności


Fotografia jest medium, które posiada niezwykłą moc przywoływania tego, co minione. Mimo dostępnych współcześnie wielu innych form „zatrzymywania chwili”, zdjęcie wciąż jest czymś, co chcemy, aby stanowiło pamiątkę po najważniejszych wydarzeniach w naszym życiu. O fotografii jako pamięci rozmawiamy z dr. hab. Grzegorzem Jarmocewiczem, prof. UWM z Wydziału Sztuki.

Proszę opowiedzieć o projekcie pańskiego autorstwa pt. „Każda miniona chwila. Fotografia jako pamięć”, którego jednym z efektów jest album o tym samym tytule.

Jest to projekt, który powstał w oparciu o ideę „Cmentarza Siedmiu Wyznań” w Suwałkach, jedynego takiego na świecie. Spoczywają na nim szczątki wyznawców islamu, judaizmu, wiary staroobrzędowej, prawosławia, obrządku ewangelicko-augsburskiego (luteranie), ewangelicko-reformowanego (kalwini) oraz katolickiego. Koncepcja utworzenia tego cmentarza zainspirowała mnie do odszukania miejsc, w których żyli, bądź mogli czasowo przebywać, reprezentanci tych wszystkich wyznań. Najczystsze, nieskażone i bezpośrednie uosobienie jakiegokolwiek obrządku, wiąże się z symboliką niewinności, symboliką dziecka. Stąd moje poszukiwania skoncentrowały się na osobach, których adolescencja przypadała na przełom XIX i XX wieku. Proces ich odnajdowania wymagał ode mnie poszukiwań w archiwach państwowych, muzealnych czy prywatnych. Współpracowałem również z suwalskimi historykami. W momencie, w którym odnalazłem dzieci reprezentujące wszystkie wyznania, skupiłem się na tym, aby odszukać miejsca, w których mieszkały lub które mogły odwiedzać w Suwałkach. Po ustaleniu potrzebnych do projektu faktów, przeszedłem do spojrzenia na współczesność i odnalezienia powiązań z dziećmi, które żyją w tych miejscach obecnie. Ta zmiana przestrzeni w czasie ujawniła refleksję łączności pomiędzy tym, co było kiedyś i co jest teraz. Możemy powiedzieć, że pamięć, która jest niejako zawarta w dawnych fotografiach, przełożyła się na współczesność.

Mógłby pan zdradzić jakieś historie, które stoją za pańskimi bohaterami?

W trakcie gromadzenia dokumentacji przytrafiały mi się różne, mniej lub bardziej zaskakujące odkrycia. Jedno z nich dotyczyło tego, jak mocno społeczność żydowska była zaangażowana w dobrostan życia społecznego Suwałk, o czym świadczył fakt, że dzięki młynowi, który posiadała, oświetlała całą dzielnicę miasta. Odkryłem też niesamowitą historię związaną z Yakupem Gulerem, dzieckiem wyznania muzułmańskiego, którego rodzice prowadzili Piekarnię i Cukiernię Konstantynopolską. Jeszcze jako młody chłopiec został wysłany w celach edukacyjnych do Stambułu i tam pozostał do końca życia. Po pierwszej wojnie światowej zaangażował się w walkę o suwerenność Turcji, a później służył w ochronie premiera Mehmeta Reces Pekera i był jego doradcą. O jego losach dowiedziałem się zupełnie przypadkowo, poszukując informacji na forach historycznych. Pewnego razu odezwał się do mnie jego potomek, udostępniając mi zdjęcie i kronikę rodzinną. Było to bardzo ciekawe, a dodatkowo intrygująca była informacja o tym, iż matka Yakupa była ewangeliczką i z tego powodu została odrzucona przez rodzinę, która ostatecznie powróciła do Turcji. Kobieta do końca życia tułała się między Suwałkami, Stambułem i Łodzią. Te rozmaite historie, wynikające z fotograficznych archiwów, w jakiś sposób będąc pamięcią, przekazują informację współcześnie żyjącym.

Pochodzi pan z Suwałk, więc spodziewam się, że to, iż wykonał pan ten projekt w miejscu urodzenia, jest nie bez znaczenia. 

Tak, urodziłem się w Suwałkach, chociaż przez ponad 20 lat mieszkałem w Poznaniu, gdzie ukończyłem Akademię Sztuk Pięknych. Później moja aktywność edukacyjno-artystyczna ponownie zaprowadziła mnie na północny-wschód Polski i teraz mieszkam w  Białymstoku. Krytycy, którzy wypowiadają się o moich projektach, zauważają, że łączę je z miejscami, w których żyję i tak rzeczywiście jest. W innym projekcie zajmowałem się wątkami kulturowymi pogranicza północno-wschodniego, a konkretnie historią Jaćwieży oraz kontynuacji myśli jaćwieskiej przez Litwinów, mieszkających obecnie na pograniczu polsko-litewskim. Zatem, tak, dużo wątków w mojej twórczości przeplata się z historią lokalną. 

Pogranicza są z jednej strony interesujące chociażby z perspektywy socjologicznej czy antropologicznej, a z drugiej, to niełatwe tereny, które nierzadko kumulują w sobie wiele ludzkich dramatów. 

Moim zdaniem bardzo ważne jest zrozumienie tego skomplikowania pograniczy i mam nadzieję, że moje projekty na to pozwalają oraz sprawiają, że tych antagonizmów jest współcześnie mniej. Niestety, wciąż zbyt często nie doceniamy tego, że miejsca, w których obecnie żyjemy, tworzyli kiedyś ludzie innych wyznań czy narodowości, i że ten konglomerat kultur sam w sobie stanowił wartość. Jako fotograf, artysta chcę prowokować do dyskusji, dialogu i porozumienia.

W słowie wstępnym do albumu „Każda miniona chwila. Fotografia jako pamięć” pisze pan: „Fotografia posiada moc przywoływania minionych wydarzeń w nieskończonej liczbie powielanych odbitek, choć miały one miejsce tylko jeden raz. Niezależnie od upływającego czasu ich działanie jest takie samo i nigdy nie słabnie”. Czym są dla pana zdjęcia w kontekście pamięci?

Lubię interpretację Rolanda Barthes’a, który mówi – parafrazuję – o tym, że promienie światła, które dotknęły oczu Napoleona, dotarły również do niego. Barthes po wzięciu do ręki zdjęcia z podobizną najmłodszego brata Napoleona, pisze: „Patrzę na oczy, które widziały Cesarza”. Poprzez fotografię, która została kiedyś wykonana, mogę spotkać się z istnieniem, które było kiedyś. Barthes mówi też, że to, co zostało zarejestrowane na zdjęciu, musiało kiedyś znaleźć się przed aparatem – bez względu na to, czy był to człowiek, miejsce czy przedmiot. W momencie, w którym naciskamy spust migawki, wszystko, co w tej chwili się dzieje, staje się przeszłością, jest to poniekąd – jak mówił André Bazin – balsamowanie czasu, a z drugiej strony, fotografia, podobnie jak magdalenki Prousta, potrafi wywołać wspomnienia i przywołać jakiś konkretny moment z naszej przeszłości. Warto pamiętać, że fotografia pełni również funkcję wspomagania naszej pamięci, która jest nieustannie nadpisywana przez kolejne doświadczenia i w którymś momencie nasz mózg zostaje tak – mówiąc kolokwialnie – zasypany, że do pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie dotrzeć, a rzeczona proustowska magdalenka zamoczona w herbacie, przywołuje cały szereg straconego czasu. Tak samo fotografie potrafią ożywić naszą pamięć.

Czy pana zdaniem przez to, że dziś zrobienie zdjęcia nie stanowi żadnego problemu i każdego dnia oglądamy ich setki, rola fotografii jako tego, co zatrzymuje chwilę, nie jest przypadkiem dezawuowana?

Liczba fotografii, która do nas dociera, z pewnością nas znieczula – najlepszym przykładem jest zobojętnienie na obrazy wojny i generalnie obrazy ludzkiego cierpienia. Wierzę jednak, że to, co jest istotne i warte zarejestrowania, znajdzie swoich adresatów i zostanie zapamiętane. Dzisiaj jednym z fundamentalnych pytań jest pytanie o to, w jaki sposób przyciągnąć uwagę odbiorców? Może właśnie przez działania artystyczne? Sztuka zawsze wyprzedzała potrzeby społeczeństwa i temu społeczeństwu służyła. Fotografia ma ogromny wpływ na nasz rozwój – nie tylko jako sztuka, ale także jako narzędzie mechanicznej rejestracji. Nie możemy poddawać się presji liczby zdjęć, tylko zatrzymywać się przy tym, co jest istotne i ważne. Myślę, że jeśli będziemy robić swoje, jeśli będzie to szczere i prawdziwe, to fotografie nadal będą istnieć. Ale jeśli naszą uwagę skoncentrujemy na ilości i chaosie, będzie to oznaczało, że nie potrafimy znaleźć w sobie miłości do obrazu, a – co za tym idzie – także dla świata. 

Rozmawiała Marta Wiśniewska

zdj. główne: Grzegorz Jarmocewicz

zdj. G.J.: archiwum prywatne

Grzegorz Jarmocewicz

 

Dr hab. Grzegorz Jarmocewicz, prof. UWM pracuje w Instytucie Sztuk Pięknych na Wydziale Sztuki. Jest artystą wizualnym, fotografem, pedagogiem, kuratorem, jurorem międzynarodowych konkursów fotograficznych, recenzentem przeglądów portfolio, współzałożycielem i dyrektorem artystycznym Międzynarodowego Festiwalu Fotografii Białystok INTERPHOTO. Jego prace znajdują się w kolekcjach prywatnych i muzealnych.

 

 

 

grafika promująca grudniowe wydanie "Wiadomości Uniwersyteckich"

Tekst ukazał się w grudniowym numerze „Wiadomości Uniwersyteckich", w którym pod lupę wzięliśmy temat pamięci. Wspólnie z ekspertami z naszego Uniwersytetu przyglądamy się jej fenomenowi, chorobom, które jej zagrażają i przypominamy, że nie trzeba wiele, by od zapomnienia ocalić albo by dać pamięci wyraz.

Jak zawsze piszemy też o sukcesach naszej społeczności oraz wydarzeniach, którymi żył Uniwersytet. Wszystkie wydania „Wiadomości Uniwersyteckich" znajdziesz na tej stronie >

Rodzaj artykułu