10 Sierpnia 2026

Aktualności

pixabay.com


W sztuce błąd bywa nieunikniony. Często stanowi punkt wyjścia dla nowatorskich koncepcji i oryginalnych dzieł. Świadczą o tym chociażby dzieła największych mistrzów, których błędy stawały się później elementem ich stylu lub dawały początek nowym nurtom w sztuce.

„Kreatywność to pozwolenie sobie na popełnianie błędów. Sztuka to wiedza, które z nich zachować” to słowa Scotta Adamsa, amerykańskiego rysownika, które najlepiej oddają istotę popełniania błędów przez artystów. Bowiem w sztukach pięknych granica między błędem a nowatorstwem jest płynna. To, co początkowo uznawano za pomyłkę, często stawało się nowym kierunkiem w sztuce.

Kiedyś rewolucja, teraz klasyka

Znudzeni akademizmem niepokorni artyści w połowie XIX w. porzucili zasady dążące do jak najwierniejszego odzwierciedlenia rzeczywistości. Odrzucili tradycyjne zasady kompozycji i perspektywy, skupiając się na subiektywnym postrzeganiu rzeczywistości. Zerwali z tradycyjną tematyką historyczną, biblijną i mitologiczną oraz realistycznym przedstawianiem problemów społecznych. Istotne dla nich były technika, kolor i forma, czyli sposób malowania. Uciekli z pracowni i wyszli w plener, aby przy pomocy plam zobrazować ulotność chwili. Impresjoniści, bo o nich mowa, chociaż początkowo nierozumiani i krytykowani, odcisnęli trwały ślad w sztuce, literaturze, muzyce i filmie. Ich twórczość zainspirowała kolejnych artystów – w tym Vincenta van GoghaPaula Gaugina – a impresjonizm stał się jednym z filarów sztuk plastycznych.

Kiedy impresjonizm pojawił się w drugiej połowie XIX wieku, wielu krytyków reagowało na niego szokiem i wręcz oburzeniem, obrazy Moneta czy Renoira wydawały się niedokończone, zbyt ulotne, zbyt „niegrzeczne” wobec tradycji akademickiej. To zjawisko nie jest odosobnione, historia sztuki pokazuje, że nowość niemal zawsze budziła kontrowersje. Na przykład dadaiści, nie tylko prowokowali, ale wręcz kwestionowali definicję sztuki: co można nazwać sztuką, a co tylko przedmiotem codziennym? – zaznacza Monika Sadowska, wykładowczyni w Instytucie Sztuk Pięknych na Wydziale Sztuki UWM oraz dyrektorka Galerii Sztuki BWA w Olsztynie. To pytanie, jak dodaje nasza rozmówczyni, wciąż pozostaje aktualne. Granice sztuki są przesuwane, a odbiorca uczy się nowych perspektyw. – Ciekawe jest to, że pierwszy publiczny pokaz impresjonistów w 1874 roku nazwano „salonem odrzuconych”, choć dziś te same obrazy uznajemy za fundamentalne dla naszej kultury wizualnej. To pokazuje, że to, co kiedyś szokowało, z czasem staje się normą, a refleksja nad nowością w sztuce pozostaje nieustannie otwarta.

„Impresja – wschód słońca” – to jedno ze słynnych dzieł Claude’a Moneta, które pojawiło się na wystawie i dało nazwę nurtowi za sprawą krytyka, który ironicznie nazwał młodych artystów impresjonistami. Dzisiaj obraz przedstawiający port w Le Havre jest jednym z najbardziej znanych. Artysta ten zasłynął także cyklem obrazów Lilie Wodne (Nenufary), które dziś zdobią największe galerie na świecie. Innym znanym prekursorem impresjonizmu był Édouard Manet, którego obraz „Śniadanie na trawie”, przedstawiający nagą kobietę w towarzystwie dwóch ubranych mężczyzn, wywołał skandal. Edgar Degas z kolei wsławił się obrazami przedstawiającymi baletnice i tancerki, co stało się jego znakiem rozpoznawczym. Impresjonizm zrewolucjonizował malarstwo, otwierając drogę dla kolejnych awangardowych nurtów. I wciąż inspiruje artystów.

Dziś żyjemy w świecie, w którym eksperymenty, które kiedyś szokowały, stają się normą, od sztuki cyfrowej, przez instalacje interaktywne, po performansy w przestrzeni publicznej. Jednak sama funkcja szoku w sztuce nie zniknęła, wręcz przeciwnie, współczesność wciąż stawia przed nami pytanie o granice, prowokuje do refleksji i zmusza odbiorcę do konfrontacji z tym, co nowe i nieoczywiste. To pokazuje, że sztuka pozostaje nieustannie polem dialogu między twórcą a widzem, a wyzwanie nowości jest w niej równie ważne dziś, jak było sto czy dwieście lat temu – dodaje wykładowczyni.

Błąd czy świadomy zabieg stylistyczny? 

Chociaż celowe błędy artystów-buntowników przyczyniły się do powstania nowych nurtów, nie można też zapomnieć o innych błędach wielkich mistrzów, chociażby anatomicznych. Istnieje hipoteza, że Michał Anioł nie do końca radził sobie z anatomią kobiecą, gdyż głównie pracował z męskimi modelami. Jego rzeźba przedstawiająca Noc (część nagrobka Medyceusza) ma nienaturalnie wyrzeźbione piersi, wyglądające jak doklejone kule. Inni twierdzą, że był to świadomy zabieg stylistyczny. Niezwykle ciekawym artystą był Sandro Botticelli, który nie dbał o harmonię świateł oraz cieni i świadomie zniekształcał proporcje ludzkiego ciała. W ten sposób chciał oddać charakter konkretnej postaci. Historycy sztuki zwrócili szczególnie uwagę na stopy malowanych postaci, które są nienaturalnie wygięte. Także Rembrandt zaliczył wpadkę. Dłonie postaci z obrazu „Anioł w fotelu” są nieproporcjonalnej wielkości.

Pamiętajmy, że błąd nie zawsze oznacza niedoskonałość – bywa zarówno efektem ograniczeń warsztatowych, jak i świadomym zabiegiem artystycznym. W sztuce dawnej „błędy” często wynikały z braku znajomości perspektywy czy anatomii. Z kolei artyści renesansowi, jak Leonardo da Vinci, traktowali niedoskonałości jako element procesu twórczego, jego niedokończone dzieła ukazują poszukiwanie formy, a nie jej ostateczność – mówi Monika Sadowska i podkreśla, że w sztuce nowoczesnej i współczesnej błąd staje się już często świadomą strategią. – Przykładem może być Pablo Picasso, który celowo deformował anatomię, czy Francis Bacon, wykorzystujący przypadek i zniekształcenie jako środek wyrazu. Tym samym „błąd” przestaje być kategorią negatywną, a staje się narzędziem budowania znaczenia i ekspresji w dziele.

Technika Non Finito z pozoru może wydawać się niedokończonym błędem, jednak jest świadomym i przemyślanym zabiegiem artysty.

Niedokończone fragmenty, takie jak w rzeźbach Michała Anioła, nie świadczą o braku umiejętności, lecz podkreślają dynamikę formy, wewnętrzne napięcie postaci i proces twórczy w samym dziele. Dzięki temu widz staje się współuczestnikiem sztuki, może wyobrazić sobie, co jest „ukryte” w kamieniu czy materiale, a dzieło pozostaje żywe i otwarte na interpretację. Non Finito pokazuje, że niedokończenie może być formą perfekcji, gdzie niedosłowność staje się siłą wyrazu – dodaje Monika Sadowska.

Nie myli się tylko ten, co nic nie robi. Zatem mamy też błędy i manipulacje historyczne w słynnych obrazach. Przykładem może być „Bitwa pod Grunwaldem” Jana Matejki. Artysta na jednym płótnie namalował wydarzenia, które trwały wiele godzin. W centrum znajduje się wielki książę Witold, który prawdopodobnie w tym momencie wcale nie znajdował się w centrum pola bitwy. Obraz ten jednak miał podnosić ducha narodu, który znajdował się pod zaborami, a nie wiernie przedstawiać rzeczywistość. Są wątpliwości także dotyczące „Ostatniej wieczerzy” Leonarda da Vinci, który osadził scenę w realiach europejskich, bliższych współczesnym mu odbiorcom. Świadczą o tym m.in. potrawy znajdujące się na stole, których nie spożywano w Palestynie w I w. n. e.

Współczesna sztuka, zwłaszcza w dobie cyfrowej, stawia nas przed nowym wyzwaniem – coraz trudniej odróżnić „błąd” od świadomego zamysłu artystycznego. W tym kontekście pojęcie błędu staje się płynne – „niedoskonałość” dzieła może być zarówno przypadkowym artefaktem, jak i świadomym wyrazem twórczej prowokacji, co zmusza do redefinicji tradycyjnych kategorii – mówi Monika Sadowska.

Zamiast naprawić można zaszkodzić 

Mówiąc o błędach w sztukach pięknych nie sposób pominąć błędów konserwatorskich. Jednym z najsłynniejszych ostatnich lat, który odbił się głośnym echem na całym świecie był tzw. „małpi Chrystus”. Fresk „Ecce Homo” autorstwa XIX-wiecznego malarza Eliasa Garcii Martineza znajdował się w Sanktuarium Łaski w hiszpańskiej Borji niedaleko Saragossy na północnym wschodzie kraju. Chociaż dzieło nie miało wielkiej wartości artystycznej, to wiernym trudno było patrzeć, jak niszczeje. Dawną świetność postanowiła mu przywrócić Cecilia Gimenez, która – owszem – była pasjonatką malarstwa, ale nigdy nie ukończyła żadnej szkoły artystycznej, a tym bardziej konserwatorskiej. Nieudana restauracja parafianki stała się wiralowa, a obraz zyskał przydomek „małpi Chrystus”, ponieważ głowa Chrystusa przypominała włochatą małpę. Nieudana renowacja z 2012 r. stała się nie tylko wielkim hitem internetu, ale też atrakcją małego miasteczka w Hiszpanii, które zaczęło przyciągać rzeszę turystów. Z kolei autorka „nowego dzieła” odniosła sukces i na stałe zapisała się w świecie popkultury.

Niekompetentna renowacja może prowadzić nie tylko do estetycznego zniekształcenia dzieła, ale także do utraty jego autentycznej substancji, co jest często stratą nieodwracalną. Kluczowym przykładem jest restauracja fresków w Kaplicy Sykstyńskiej w drugiej połowie XX wieku, gdzie, mimo że prace prowadzone były przez specjalistów, wywołały szeroką debatę wśród historyków sztuki. Krytycy wskazywali, że intensywne czyszczenie mogło usunąć nie tylko zabrudzenia, ale również warstwy laserunkowe, które Michał Anioł mógł nanosić celowo dla uzyskania określonych efektów światłocieniowych – podkreśla Monika Sadowska.

Historia pokazuje, że nawet profesjonalna ingerencja, jeśli opiera się na niepełnym rozpoznaniu technologii dzieła, może prowadzić do kontrowersji i potencjalnych strat interpretacyjnych.

Fałszerstwo doskonałe 

Orson Welles, amerykański twórca filmowy, stwierdził, że „fałszerstwo jest stare jak rajski ogród”. Pierwsze falsyfikaty zaczęły się bowiem pojawiać… wraz z rozwojem sztuki. Obecnie – nawet w najsłynniejszych muzeach – mogą znajdować się podróbki. Problem ten spędza sen z powiek historykom, kryminologom i kolekcjonerom. Jednym z najsłynniejszych fałszerzy był holenderski malarz Han van Meegeren. Chociaż miał niebywałe umiejętności, to był mało oryginalny, w szczególności, że tworzył w czasach, kiedy rozwijały się nowe nurty w sztuce, a mianowicie na początku XX w. Krytycy uważali, że jego obrazy to kopie dawnych dzieł, więc postanowił tworzyć falsyfikaty. Najbardziej cenił Johannesa Vermeera, więc jego dzieła zaczął kopiować i to doskonale. Najsłynniejszy falsyfikat van Meegerena to „Wieczerza w Emaus” lub „Uczniowie w Emaus” z 1937 roku, który sprzedał za niemałą kwotę. Jego oszustwo ujawniono dopiero po latach, kiedy przyznał się do fałszerstw, aby uniknąć kary śmierci za sprzedaż dóbr kultury nazistom. Dlaczego tak trudno było rozpoznać falsyfikaty? Van Meegeren opracował techniki, dzięki którym jego obrazy były nie do odróżnienia od oryginałów. Używał m.in. pigmentów dostępnych w XVII w. tj. lapis lazuli, malował na starych płótnach z danej epoki i stosował specjalne techniki postarzania. Ostatecznie, niedoceniany Han van Meegeren na trwałe zapisał się w świecie sztuki, chociaż może nie do końca tak, jak chciał.

Fałszowanie dzieł sztuki stanowi istotne wyzwanie dla współczesnego świata, ujawniając złożoną relację między autentycznością a wartością dzieła. W ujęciu historyczno-artystycznym można mówić o nieustannym „wyścigu” pomiędzy fałszerzami a specjalistami zajmującymi się atrybucją i weryfikacją obiektów. Współczesne badania podkreślają rosnące znaczenie zaawansowanych metod analitycznych, takich jak analiza chemiczna pigmentów czy wykorzystanie narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Jednocześnie jednak pojawiają się nowe formy zagrożeń, obejmujące m.in. fałszowanie dokumentacji proweniencyjnej oraz manipulacje na rynku sztuki, co dodatkowo komplikuje proces oceny autentyczności dzieł – podsumowuje wykładowczyni.

Granice w sztuce są płynne i stale się przesuwają. To, co kiedyś szokowało, dziś bywa normą, dlatego sztuka często prowokuje, zmusza do myślenia i testuje społeczne ograniczenia. Z kolei popełnianie błędów to nie wstyd — to część procesu, którego nie da się pominąć. Ważne jest, aby pomyłki czy potknięcia rozpoznawać i przekuwać w doświadczenie, a być może staną się narzędziem wyrazu artystycznego i zyskają miano kultowych.

Sylwia Zalewska

 

Monika Sadowska

 

 

Mgr Monika Sadowska wykłada w Instytucie Sztuk Pięknych na Wydziale Sztuki UWM. Jest również dyrektorką Galerii Sztuki BWA w Olsztynie. Była związana z licznymi instytucjami zajmującymi się dziedzictwem kulturowym i promocją sztuki współczesnej. Autorka tekstów, propagatorka sztuki współczesnej, podejmująca działania edukacyjne uprzystępniające zagadnienia ze świata sztuki.

 

 

 

 

 

 

 

 

WU grafika marzec

 

Tekst ukazał się w marcowym wydaniu „Wiadomości Uniwersyteckich", którego tematem przewodnim jest błąd. Zachęcamy w nim, by nie zamiatać błędów po dywan, ale przyjrzeć im się z różnych perspektyw. Swoją wiedzą dzielą się z nami przedstawiciele różnych dyscyplin naukowych: językoznawstwa, prawa, politologii, ekonomii czy medycyny. Jak zwykle piszemy też o najważniejszych wydarzeniach z życia Uniwersytetu oraz sukcesów naszej społeczności akademickiej. Wszystkie wydania naszego uniwersyteckiego pisma dostępne są na stronie internetowej   

Rodzaj artykułu