07 Stycznia 2026
Aktualności
Panie profesorze, w jaki sposób zainteresował się pan zagadnieniami związanymi z jawnością życia publicznego, a w szczególności dostępem do informacji publicznej?
Dostępem do informacji publicznej zacząłem zajmować się na doktoracie, który obroniłem w 2004 r. Mój promotor, prof. Stanisław Prutis, mówił, że jest to temat, który warto podjąć, ponieważ stanowił wówczas naukową niszę i miał, jego zdaniem, duże perspektywy na przyszłość. Słowa te okazały się prorocze, bo w ciągu tych nieco ponad dwóch dekad, okazało się, że dostęp do informacji publicznej jest jedną z wiodących polityk publicznych, jeśli chodzi o funkcjonowanie państwa jako takiego. Tak naprawdę dzisiaj właściwie wszyscy o tym rozmawiamy.
Co to znaczy?
Mam na myśli to, że tak naprawdę wszyscy w swoim codziennym życiu, nie tylko naukowym, jesteśmy zanurzeni w dostępie do informacji. Istnieje dzisiaj mnóstwo źródeł alternatywnych, które jeszcze niedawno nie występowały. Wyzwaniem, które rzuca nam współczesna rzeczywistość, jest próba znalezienia mechanizmów, które będą w sposób automatyczny odsiewać informacje prawdziwe od nieprawdziwych. Można powiedzieć, że ten, kto rządzi informacją, rządzi światem. Zawsze powtarzam, że dobrze skonstruowana polityka informacyjna może zrobić wiele dobrego, ale jeśli będzie pomyślana nieprawidłowo, może być źródłem wielu problemów.
Zajmuje się pan również zagadnieniami składającymi się na pojęcie public integrity. Proszę wyjaśnić, co to jest.
Public integrity, czyli dosłownie uczciwość publiczna, odnosi się do zasad rzetelności, etyki i praworządności w sektorze publicznym, budując zaufanie między rządem a obywatelami. Obejmuje zapobieganie korupcji, zapewnienie sprawiedliwości i efektywność podejmowania decyzji w administracji publicznej. Jest to podstawowy filar stabilności społecznej i gospodarczej, a jej brak prowadzi do utraty zaufania i osłabienia instytucji. Public integrity można rozpatrywać z różnych punktów widzenia, np. socjologicznego, ale ja koncentruję się na perspektywie organizacyjno-prawnej. Z jednej strony jest w tym zjawisku komponent prawniczy, który w wielu przypadkach zakazuje pewnej aktywności (np. sędziemu, rektorowi, nauczycielowi akademickiemu, radnemu, posłowi, senatorowi), a z drugiej strony istnieją mechanizmy miękkie, bliskie zarządzaniu, które mówią o pewnych zachowaniach, które w danym środowisku są uważane za niewłaściwe. I to zmienia się na naszych oczach.
Na czym polega ta zmiana?
Posłużę się przykładem: można sobie zadać np. pytanie, czy w trybie dostępu do informacji publicznej każdy ma prawo uzyskać informację, z jakim wynikiem ukończył studia sędzia x, który orzeka w danym sądzie. Z formalnego punktu widzenia, nie trzeba uzyskać oceny bardzo dobrej na dyplomie, żeby być sędzią. Ale na przestrzeni kilkunastu lat, a szczególnie od 2017 r., kiedy to obrady Krajowej Rady Sądownictwa stały się jawne, widzimy, że takie informacje pojawiają się podczas przesłuchania kandydatów. Dowiadujemy się, gdzie i z jakim wynikiem kandydat na sędziego ukończył studia. Ze względu na to, że takie informacje zaczynają funkcjonować w przestrzeni publicznej, stają się elementem, które waży przy wyborze tych kandydatów – w społeczeństwie pojawiło się oczekiwanie, że tego typu informacje będą ogólnodostępne.
A czy to nie jest trochę tak, że to zainteresowanie może prowadzić do tabloidyzacji życia publicznego?
Zawsze powtarzam, że dostęp do informacji publicznej nie ma na celu tabloidyzacji rzeczywistości, a jego podstawowym celem jest wyłącznie kontrola społeczna władzy publicznej. To nie ma być „podglądactwo”. Najbardziej fascynujące w dostępie do informacji publicznej jest to, że chociaż w ustawie zmieniło się bardzo niewiele, to w samym postrzeganiu dostępu do informacji już tak. Pewne obszary, które nie były w ogóle brane pod uwagę jako informacja publiczna, stają się „domeną światła”. Użyłem dość górnolotnego określenia, nawiązując do słów żyjącego w XIX wieku Louisa Brandeisa, sędziego sądu najwyższego w Stanach Zjednoczonych, który powiedział, że „light is the best disinfectant”, czyli światło jest najlepszym środkiem dezynfekującym, co jest metaforą transparentności. Kiedy zdarza mi się prowadzić szkolenia dla polityków, to zawsze im mówię, że jeśli nie wiesz, co zrobić, to ujawnij i się wycofaj.
Posiadaną wiedzą i doświadczeniem dzieli się pan na kanale YouTube „jawnoscpl”. Jakiego typu materiały pan publikuje?
W każdym materiale prowadzę miniszkolenie na jakiś temat związany z jawnością życia publicznego. Staram się również wypowiadać w sprawach, które są istotne z punktu widzenia życia publicznego. Jednym z najpopularniejszych odcinków jest ten dotyczący jawności sprawy Zbigniewa Ziobry. Przygotowuję również odcinek o sprawie tajemnicy w kontekście negocjacji w sprawie pokoju w Ukrainie, które toczyły się w Genewie.
Kolejnym wideo odnoszącym się do bieżących spraw, jest to dotyczące jawności dyplomów w Collegium Humanum.
Tak, i to jest bardzo ciekawy przykład, ponieważ z formalnego punktu widzenia marszałek Sejmu nie musi posiadać wyższego wykształcenia. Natomiast ze względu na dyskusję wokół dyplomów tej uczelni i wątpliwości co do prawidłowości procesów dydaktycznych, zaczęliśmy jako społeczeństwo oczekiwać wiedzy, czy druga osoba w państwie lub inne osoby pełniące ważne funkcje publiczne, ukończyły tę uczelnię.
Zapytam o jeszcze jedną kwestię, która jest tematem jednego z pana odcinków, a mianowicie, czy nauczyciel akademicki pełni funkcję publiczną?
Tak, w mojej ocenie i zgodnie z orzeczeniami wielu sądów administracyjnych, nauczyciel akademicki jest osobą pełniącą funkcję publiczną. Jednak chciałbym poczynić dwa zastrzeżenia: po pierwsze, nie utożsamiajmy pełnienia funkcji publicznej z byciem osobą publiczną, a także nie łączmy pełnienia funkcji publicznej z wykonywaniem zawodu zaufania publicznego. To są niezależne zjawiska, choć bardzo często idą w parze. Poza tym nauczyciel akademicki może pracować na uczelni publicznej lub niepublicznej i skala jawności informacji, m.in. o wynagrodzeniu, będzie inna w zależności od jej typu.
Zapytam o jeszcze jedną kwestię, która jest tematem jednego z pana odcinków, a mianowicie, czy nauczyciel akademicki pełni funkcję publiczną?
Tak, w mojej ocenie i zgodnie z orzeczeniami wielu sądów administracyjnych, nauczyciel akademicki jest osobą pełniącą funkcję publiczną. Jednak chciałbym poczynić dwa zastrzeżenia: po pierwsze, nie utożsamiajmy pełnienia funkcji publicznej z byciem osobą publiczną, a także nie łączmy pełnienia funkcji publicznej z wykonywaniem zawodu zaufania publicznego. To są niezależne zjawiska, choć bardzo często idą w parze. Poza tym nauczyciel akademicki może pracować na uczelni publicznej lub niepublicznej i skala jawności informacji, m.in. o wynagrodzeniu, będzie inna w zależności od jej typu.
Dlaczego zdecydował się pan tworzyć treści popularyzujące naukę w internecie?
Po prostu lubię mówić i traktuję ten kanał m.in. jako formę wsparcia moich studentów, którzy mogą poszerzyć swoją wiedzę o zagadnienia dotyczące bieżących spraw. Warto, by studenci byli świadomi tego, że dostęp do informacji publicznej, jest zjawiskiem dynamicznym. Na co dzień przeprowadzam szkolenia dla pracowników administracji publicznej w całej Polsce, dzięki czemu mam unikatową możliwość obserwowania tego, jak podejście do prawa jako takiego czy poziom postrzegania potrzeby jawności, różnią się w zależności od regionu. Pomyślałem, że warto podzielić się tym doświadczeniem.
Zostawi pan czytelników z jakąś wskazówką?
Moim studentom, przyszłym adeptom zawodów prawniczych, mogę powiedzieć, by pamiętali, że żadna norma prawna nie zastąpi zdrowego rozsądku, a w życiu zawodowym urzędnika trzeba stosować szeroko rozumianą empatię urzędniczą. Choć oczywiście nie zawsze jest to łatwe i nie zawsze się da, bo w obszarze jawności życia publicznego mieszają i ścierają się ze sobą przeróżne interesy, czasem skrajnie odmienne.
Rozmawiała Marta Wiśniewska

Dr hab. Piotr Sitniewski – pracuje w Katedrze Prawa Administracyjnego i Nauk o Bezpieczeństwie na Wydziale Prawa i Administracji UWM. Ekspert w dziedzinie prawa i administracji, specjalizuje się w zagadnieniach dotyczących jawności życia publicznego, a w szczególności dostępu do informacji publicznej. Wiedzę na ten temat popularyzuje na swoim kanale YouTube „jawnoscpl” oraz na stronie internetowej o tej samej nazwie.

Tekst ukazał się w grudniowym numerze „Wiadomości Uniwersyteckich", w którym pod lupę wzięliśmy temat pamięci. Wspólnie z ekspertami z naszego Uniwersytetu przyglądamy się jej fenomenowi, chorobom, które jej zagrażają i przypominamy, że nie trzeba wiele, by od zapomnienia ocalić albo by dać pamięci wyraz.
Jak zawsze piszemy też o sukcesach naszej społeczności oraz wydarzeniach, którymi żył Uniwersytet.
Wszystkie wydania „Wiadomości Uniwersyteckich" znajdziesz na tej stronie >>
