16 Maja 2026

Aktualności


Ukraińcy są nie tylko naszymi sąsiadami, ale i partnerami w budowaniu przyszłości Europy. Polsko-ukraińska naukowa współpraca trwa na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim od lat, a jedną z osób, która stara się, by wynikało z niej jak najwięcej dobrego, jest prof. dr hab. Teresa Astramowicz-Leyk. Politolożka z Wydziału Nauk Społecznych o relacje z naszymi sąsiadami postanowiła zadbać nawet w tak ważnym dla siebie momencie, jakim był odbiór nominacji profesorskiej.

Skąd się wzięła Ukraina w pani badaniach i współpracy międzynarodowej?

Ukrainą interesuję się od bardzo dawna. Pamiętam, że w czasie Pomarańczowej Rewolucji planowałam pójść na wiec poparcia w Olsztynie, ale moja córka, wtedy zaledwie dwuletnia, chciała zostać ze mną w domu. Naszą rodzinę reprezentował na tej demonstracji mój mąż. Wpadłam wtedy na pomysł, aby zaprosić Mirona Sycza [polityka ukraińskiego pochodzenia, działacza Związku Ukraińców w Polsce – przyp. red.], aby wygłosił w naszym instytucie wykłady o Ukrainie. Także podczas Rewolucji Godności w 2013 r. bacznie obserwowałam, co się dzieje w Ukrainie. W związku z tym, że polska reforma samorządowa była uważana za najbardziej udaną z reform ustrojowych, przygotowałam wtedy nawet projekt szkoleń na temat samorządów, które adresowane były do doktorantów, studentów, wykładowców i samorządowców ukraińskich, ale problemem było pozyskanie środków na ich przeprowadzenie. Wiosną 2015 roku profesor Arkadiusz Żukowski zapytał mnie z kolei, czy nie zajęłabym się współpracą z Politechniką Lwowską, bo profesor Yaryna Turchyn bardzo chce ją sformalizować. Natychmiast wiedziałam, że „to jest to”.

Sądząc po liście publikacji i wspólnych projektów, tworzą panie prawdziwy „dream team”.

To już jest współpraca nie tylko na poziomie naukowym, zawodowym, ale też prywatnym. Cenimy się i wspieramy. Pani profesor była kilkakrotnie profesorem wizytującym na naszej uczelni i przyjeżdża tu na staże. Tuż przed naszą rozmową okazało się, że znów mogę zaprosić ją i panią docent Olhę Ivasechko z Politechniki Lwowskiej na staż jesienią do nas. Staramy się do współpracy włączać także młodszą kadrę. W październiku br. kończymy 3-letni grant z programu Jean Monnet, który poza nami trzema realizują docent Oleh Tsebenko i studentka Julia Wajda. Naszym kolejnym polem badawczym jest przeciwdziałanie korupcji politycznej w Ukrainie. Mamy z panią profesor wspólnego doktoranta z Politechniki Lwowskiej, który zaczął pisać pracę na ten temat.

 

Prof. Astramowicz-Leyk z uczestnikami II Polsko-Ukraińskiego Młodzieżowego Forum Klimatycznego
Prof. Teresa Astramowicz-Leyk z uczestnikami II Polsko-Ukraińskiego Młodzieżowego Forum Klimatycznego

 

To ważna i potrzebna kwestia do zbadania, bo kładzie się cieniem na wizerunku Ukrainy i na stosunkach polsko-ukraińskich.

Podobnie jak, ku zadowoleniu Rosji, rzeź wołyńska, która – oczywiście – była wielką zbrodnią na polskiej ludności i trzeba ją wyjaśnić. W 2019 roku prowadziłam badania, dzięki którym dotarłam do Mościsk. Są tam dwa towarzystwa mniejszości polskiej i jedno z nich już wtedy zajmowało się ekshumacją żołnierzy polskich poległych w 1939 roku. Na starym cmentarzu w tej miejscowości były kwatery, gdzie prochy tych żołnierzy były przenoszone, tworząc cmentarz polskiego żołnierza.

To zaprzecza politycznej narracji o tym, że Ukraińcy nie chcą nas wspierać w ochronie pamięci o naszych rodakach.

Dlatego tymi sprawami powinni zajmować się naukowcy, a nie politycy, którzy często są zainteresowani podgrzewaniem emocji zamiast rozwiązywaniem problemów. W naszej uniwersyteckiej współpracy z Ukrainą nie unikamy trudnych tematów. W 2017 roku, w 70-lecie akcji „Wisła”, zorganizowaliśmy w czasie Forum Polsko-Ukraińskiego na olsztyńskim zamku okrągły stół. Towarzyszyła mu wystawa „Rozwiani przez obce wiatry”, przygotowana przez Muzeum Historyczne Miasta Lwowa, a Związek Ukraińców w Polsce zorganizował koncert. Podobny okrągły stół odbył się pięć lat później, choć w formule online. Demokratyczna Ukraina leży w interesie polskiej racji stanu.

Skoro mówimy o trudnościach w polsko-ukraińskich relacjach, to warto dodać, że jest pani jedną z redaktorek książki na ten temat.

„Uwarunkowania sąsiedztwa Polski i Ukrainy – przezwyciężanie trudności we wzajemnych relacjach” to jedna z kilkunastu książek, które są efektem polsko-ukraińskich for naukowych. Takich spotkań było już dziewięć, od pandemii odbywają się one online. Jeśli chodzi o to, co stanowi punkty zapalne w naszych sąsiedzkich relacjach, to na pewno należy do nich wspomniany już Wołyń. Postacią, która szczególnie irytuje polskie środowiska prawicowe, jest Stefan Bandera. Trzeba pamiętać, że był on obywatelem polskim i że jego odpowiedzialność za rzeź wołyńską jest dyskusyjna. W tym czasie Bandera był więziony przez Niemców. Ukraińcy wynoszą go na piedestał, ponieważ kojarzony jest z walką o odzyskanie niepodległości Ukrainy i z tym, że został zamordowany przez Sowietów w 1959 r. w Monachium. Do czasu pełnoskalowej wojny z Rosją Ukrainie brakowało bohaterów narodowych. Dziś się to zmienia i patronami placów, ulic czy skwerów stają się także ci, którzy wykazali się bohaterstwem w czasie obecnie trwającej wojny.

Moją uwagę zwróciła jeszcze jedna publikacja, którą pani redagowała: „Odpowiedzialne globalne przywództwo Unii Europejskiej”.

Tytuł, o którym pani wspomina, jest też tytułem grantu, który realizujemy z programu Jean Monnet EU_LEAD. Na co dzień współpracuję z tymi badaczami, dla których integracja europejska ma znaczenie. Takimi, którzy robią fantastyczne rzeczy w obszarze wartości Unii Europejskiej, demokracji, praw człowieka, praworządności. Ważnym problemem dla nas jest kwestia przeciwdziałania zmianom klimatycznym. Moje pokolenie powoli przechodzi do historii, więc musimy już teraz otwierać młodszym drogi i tworzyć kanały komunikacyjne, dzięki którym będą ze sobą współpracować. Jedną z takich platform, którą wymyśliłam pod wpływem obserwacji ekologicznych protestów młodych w Polsce (a byłam w tym czasie na stażu we Lwowie), były Młodzieżowe Sejmiki Klimatyczne. Zorganizowałam ich dwie edycje, a następnie – na ich wzór – dwa polsko-ukraińskie młodzieżowe fora klimatyczne, podczas których doświadczeniami wymieniali się nastolatkowie z tych państw. Efektem pierwszego z nich był ich wspólny apel, a uczestnicy drugiego skupili się na wymianie pomysłów dotyczących tego, jak jednostka może przeciwdziałać zmianom klimatycznym.

Rozmawiamy o młodym pokoleniu, więc przypomniało mi się, że opowiedziała mi pani kiedyś o poruszających sytuacjach, których pani doświadczyła, prowadząc zajęcia online dla studentów z Ukrainy – kiedy zaczynał się alarm, wykłady były przerywane, a ich uczestnicy musieli zejść do schronu.

Miałam też inną sytuację, o której będę pamiętać do końca życia. Na ostatnich zajęciach studenci referowali swoje prace. Jedna z osób, starościna grupy, miała problemy z dołączeniem do zajęć. W końcu jej się udało i mogła przedstawić swój referat. Zaniepokoiło mnie jednak, że robiła to, będąc w kurtce i czapce, więc zapytałam, gdzie jest. Okazało się, że musiała wyjść przed dom, bo tylko tam miała zasięg.

To robi wrażenie i daje do myślenia.

Owszem. Ukraińcy są niesamowici. Mają olbrzymie poczucie godności i siłę wewnętrzną. Putin nie spodziewał się, że będą oni tak dzielnie stawiać mu opór.

Z naukowcami rozmawiamy zwykle o tym, co namacalne, ale tym razem zapytam panią o emocje. Proszę powiedzieć, co pani poczuła, widząc, jak rok temu potraktowany był w Białym Domu prezydent Zełenski? Zrugano go za strój, a następnie wywiązała się kłótnia między nim a Trumpem.

Gdyby nie pełnoskalowa wojna, to Zełenski prawdopodobnie przegrałby wybory prezydenckie. Poparcie dla niego było, nazwijmy to, umiarkowane. Natomiast jego postawa podczas pełnoskalowej wojny i sytuacja w Białym Domu, i w oczach Ukraińców, i w moich oczach, uczyniła z niego męża stanu. Upokorzenie prezydenta było upokorzeniem narodu, a więc i zrealizowaniem w praktyce strategii i polityki Rosji. Dużo się mówi o tym, z czego to może wynikać, ciekawe teorie na ten temat ma np. Krystyna Kurczab-Redlich, znawczyni Rosji.

Dzięki prowadzonym przez panią projektom Ukraina zacieśnia więź nie tylko z Polską, ale i z Afryką.

W ostatnich latach intensyfikuję współpracę z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika, zwłaszcza z prof. Joanną Marszałek-Kawą, prezeską wydawnictwa Adam Marszałek, które zaproponowało mi współpracę przy wydawaniu nowego czasopisma naukowego „Copernicus Political and Legal Studies”. Od razu pomyślałam, że do jego redakcji i rady naukowej będę zapraszała też ukraińskich naukowców. Efektem zacieśniania tej współpracy są organizowane przeze mnie webinaria polsko-ukraińskie poświęcone Afryce. Biorą w nich udział dyplomaci oraz – i to jest cenny efekt pracy Politechniki Lwowskiej i naszego Uniwersytetu – absolwenci studiów kończących się podwójnym dyplomem albo uczestnicy mobilności Erasmus+. Jednym z takich absolwentów jest Olech Pekhnyk, który pracuje w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Ukrainy. Przez lata Afryka była na uboczu zainteresowań dyplomacji ukraińskiej i dopiero niedawno uświadomiono sobie, że teren ten trzeba zagospodarować. Wspólnie z naukowcami ukraińskimi bierzemy też udział w kongresach azjatyckich, choć te z ich strony cieszą się mniejszym zainteresowaniem, dlatego że Chiny popierają Rosję w tym konflikcie.

Pani zaangażowanie w sprawy Ukrainy jest doceniane i nagradzane. Przypomnijmy choćby, że podczas gali Kobieta Sukcesu Warmii i Mazur przyznano pani wyróżnienie specjalne w kategorii współpraca międzynarodowa. Jest też pani honorową profesorką Politechniki Lwowskiej oraz członkinią jej rady nadzorczej.

To nie tylko najzwyczajniej w świecie miłe, ale i świadczące o tym, że ta praca nie idzie na marne. We wspomnianej radzie nadzorczej jestem jedyną osobą z zagranicy i jedyną naukowczynią. Staram się więc wykorzystywać moje akademickie doświadczenie i podnosić te kwestie, które są z mojego punktu widzenia ważne. Wynagrodzenie profesora jest tam pięciokrotnie niższe niż u nas, a obciążenie dydaktyczne trzykrotnie wyższe. Odradzałam np. podniesienie stawek opłat za studia, przestrzegając przed tym, że doprowadzi to do wyjazdu młodych z Ukrainy i – w konsekwencji – drenażu mózgów.

W tym kontekście łatwo przypomnieć sobie o pani zaangażowaniu społecznym i politycznym. Chciałabym więc zapytać, czy fakt, że łączy pani uprawianie nauki z działalnością np. w  Sejmiku Województwa Warmińsko-Mazurskiego, ułatwiało czy utrudniało pracę uniwersytecką?

Moje zaangażowanie społeczne dostarcza mi praktycznej wiedzy o procesach politycznych i społecznych, organizowaniu kampanii wyborczych itp., ale bywa, że nie ułatwia mi pracy na uczelni. Nie mam co do tego wątpliwości. Staram się oczywiście nie epatować moimi poglądami politycznymi, nie wypowiadać się na takie tematy na zajęciach i skupiać się na przekazywaniu wiedzy naukowej. W świecie mediów elektronicznych studenci wiedzą jednak o nas wszystko. I, owszem, pojawiają się w związku z tym jakieś uszczypliwe uwagi pod adresem ugrupowania, z którym byłam związana. Zajmując się prawami człowieka, uczę obiektywizmu naukowego i przypominam moim studentom, że każda władza je narusza, bo łatwiej jest rządzić ludźmi, kiedy te prawa są niezaspakajane, niż wtedy, kiedy są gwarantowane. Natomiast ja sama w polityce kieruję się wartościami i nie mogę popierać bylejakości. Dlatego w tej kadencji jestem radną niezależną.

Za panią ważne wydarzenie. Odebrała pani z rąk prezydenta nominację profesorską.

Wykorzystałam ten moment, by przypomnieć prezydentowi o ważnej dla mnie kwestii. Powiedziałam: „Panie prezydencie, Ukrainę trzeba wspierać”. Na to pan prezydent lekko zaskoczony powiedział: „Ależ ja ją wspieram i będę wspierał. Proszę się nie martwić, pani profesor”. Zapowiedziałam, że będę go trzymać za słowo.

 

Prof. Teresa Astramowicz-Leyk pozuje przed Pałacem Prezydenckim
Prof. Teresa Astramowicz-Leyk przed Pałacem Prezydenckim

 

Droga naukowa, która doprowadziła panią do nominacji profesorskiej, zaczęła się od zainteresowania rodem Kulerskich, prawda?

Tak, i pozostałam wierna tym zainteresowaniom. Skończyłam studia magisterskie z nauk społecznych ze specjalnością historyczną w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie. Profesor Stanisław Szostakowski, który był moim promotorem, zdecydował, że powinnam pisać o „Gazecie Grudziądzkiej”, której założycielem był Wiktor Kulerski senior. Ostatecznie zajęłam się działaniami zbrojnymi w Prusach Wschodnich w latach I wojny światowej opisywanymi na łamach tego periodyku. Kiedy kończyłam pisać swoją pracę, wiceministrem edukacji narodowej był Wiktor Kulerski junior. Spotkałam się z nim, mając nadzieję, że dostanę jakieś nowe materiały, ale okazało się, że niewiele wie o swojej rodzinie. Umówił mnie więc ze swoim ojcem, Witoldem Zygmuntem Kulerskim, sekretarzem Stanisława Mikołajczyka w rządzie na emigracji. Z ministerstwa wyszłam też z plikiem rozmów, które junior przeprowadził z  ojcem. Przejrzałam pierwsze 40 stron, skupiając się na tym, co dotyczyło seniora rodu, reszta czekała na swój czas. Tematem mojego doktoratu postanowiłam uczynić biografię polityczną Wiktora Kulerskiego seniora. Zapoznałam się z wydaniami gazety z lat 1894–1939, znalazłam też w bibliotece sejmowej stenogramy z jego wystąpień w Reichstagu (bo był on też posłem polskim w Parlamencie Rzeszy Niemieckiej) i porównałam je z wystąpieniami po polsku publikowanymi na łamach gazety. Kiedy szukałam tematu na habilitację, postanowiłam z kolei przedstawić biografie Witolda Zygmunta i Wiktora juniora. Ważną częścią tej pracy był też przekaz międzypokoleniowy. Znalazłam pięć wartości, które się powtarzały w trzech pokoleniach Kulerskich i pięć, które się zmieniały wraz ze zmieniającymi się czasami. Wciąż niewykorzystane pozostały jednak te przekazane mi na papierze przebitkowym rozmowy ojca z synem, więc w końcu zajęłam się i tym. Książka będąca biografią polityczną rodu Kulerskich ukazała się dwa lata temu. Trzy monografie, które poświęciłam tej rodzinie, łączą się więc w pewną całość ukazaną na tle 100-letniej historii Polski.

 

Prof. Teresa Astramowicz-Leyk odbiera wyróżnienie przyznane przez Polską Akademię Nauk
Prof. Teresa Astramowicz-Leyk odbiera wyróżnienie (za monografię pt. „Rozmowy z ojcem. Z biografii politycznej rodu Kulerskich”) przyznane przez Oddział Polskiej Akademii Nauk w Olsztynie i Białymstoku z siedzibą w Olsztynie

 

Drugą dziedziną pani zainteresowań naukowych są prawa człowieka.

Owszem, mam na swoim koncie monografię na ten temat i kilkadziesiąt artykułów. A jeżeli prawa człowieka, to w ostatnich latach także prawa migrantów, uchodźców, mniejszości narodowych, w tym mniejszości polskiej. Przed pandemią przeprowadziłam badania, które jeszcze nie zostały wykorzystane. W wakacje będziemy z prof. Yaryną Turchyn, pracowały nad monografią poświęconą mniejszości polskiej w Ukrainie. Lada dzień ukaże się też mój artykuł na temat afrykańskiego systemu ochrony praw człowieka. Wkrótce też ukaże się publikacja, w której formułuję swoją definicję podmiotowości politycznej mniejszości narodowych. Poza tym kończę tekst na temat łamania praw człowieka w Ukrainie podczas pełnoskalowej wojny. Myślę też o monografii będącej podsumowaniem dotychczasowej mojej współpracy naukowej z uczelniami w Ukrainie. Chcę to połączyć ze wspomnieniami chociażby moich stażystów.

Skoro mowa o stażystach, to zastanawiam się, czy będą oni w stanie wykorzystać w praktyce wiedzę np. o naszym samorządzie, z którym też ich pani zapoznaje, gdy przyjdzie czas na odbudowywanie kraju po wojnie?

Na pewno. Reforma samorządowa w Ukrainie została zawieszona, ale Ukraińcy są świadomi, że muszą ją dokończyć. Także studenci, którzy kształcili się, by zdobyć podwójne dyplomy, realizowali praktyki w samorządzie województwa, więc mieli okazję sprawdzić, jak to u nas funkcjonuje. Przy okazji warto zaznaczyć, że na moje zaproszenie staże na naszym Uniwersytecie zrealizowało ponad 40 osób z Ukrainy. Część z nich, z powodu pandemii czy wojny, odbyła się w formie zdalnej. Oczywiście nasi pracownicy także realizują swoje badania w Ukrainie.

Ważnym elementem pracy na uczelni jest dydaktyka, a naukowcy często podkreślają, że wiele satysfakcji daje im obserwowanie rozwoju osób, które podzielają ich zainteresowania badawcze.

Pod moim kierunkiem powstały dwie prace doktorskie na temat współpracy międzynarodowej jednostek samorządu terytorialnego na Warmii i Mazurach oraz w województwie kujawsko-pomorskim. Ich autorami byli dr Maciej Zasada i dr Przemysław Kuczkowski. Dr Wojciech Fabiszewski pisał z kolei pracę na temat pierwszego zjazdu NSZZ Solidarność, co też wpisuje się w moje zainteresowania badawcze, a uczestnikiem tego zjazdu był Kulerski junior. W tej chwili nie prowadzę już prac magisterskich, ale swoich dyplomantów zawsze zachęcałam do korzystania z różnych źródeł, zapoznając ich z bibliotekami czy instytucjami naukowymi działającymi w mieście. Bardzo lubię ludzi, więc dla mnie każde spotkanie ze studentami jest spotkaniem z drugim człowiekiem. Kiedy wychodziłam na ulicę zbierać podpisy albo rozdawać ulotki, bardzo często spotykałam moich byłych studentów, którzy okazywali mi życzliwość. Mam córkę, która studiuje, więc dzięki niej wiem, jak młodzi ludzie patrzą na wykładowców. Nie silę się na to, żeby się im przypodobać. Spotykamy się po to, żeby wykonać określoną robotę. Dużo mówi się o dobrostanie studentów i to jest niesłychanie ważne, ale dla mnie ważny jest też dobrostan wykładowców.

Dwóje?

Niechętnie stawiam takie oceny, ale zdarzają się. Mówiąc o prawach człowieka, przypominam artykuł 13 Międzynarodowego Paktu Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych, który mówi, że studia wyższe mają być oferowane na równych zasadach na podstawie kryterium zdolności.

Studia są możliwością, a nie obowiązkiem.

Oczywiście. Ale na zajęciach zawsze przywołuję też artykuł 1 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka: „Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi w swej godności i w swoich prawach, są obdarzeni rozumem i sumieniem i powinni postępować w stosunku do siebie w duchu braterstwa”. Co pozostanie w studentach po tych zajęciach, zdecydują oni sami.

Rozmawiała Daria Bruszewska-Przytuła

 

 

grafika WU Europa

 

 

Tekst został opublikowany w kwietniowym wydaniu „Wiadomości Uniwersyteckich”, którego tematem przewodnim jest „Europa”. Numer ukazał się przed kolejną rocznicą przystąpienia Polski do Unii Europejskiej i przed pierwszą coroczną konferencją sojuszu ChallengeEU (którego UWM jest częścią). W wydaniu można przeczytać o europejskiej współpracy i myśli politycznej, samorządzie terytorialnym w krajach UE czy edukacji dzieci Polonii. Oprócz tego, jak zawsze, dawka inspiracji i informacji z życia Uniwersytetu. 

Wszystkie wydania „Wiadomości Uniwersyteckich" znajdują się >>> na stronie UWM.

Rodzaj artykułu