08 Czerwca 2026
Nauka
Artykuł „Błąd a pomyłka. Rozpoznanie semantyczne” ukazał się na łamach „Prac Językoznawczych” dość dawno, ale wydaje mi się, że pani ustalenia pozostają w mocy. Czym więc różni się błąd od pomyłki?
Forsuję w tym artykule tezę, że błąd jest w większym stopniu związany ze sferą mentalną, aniżeli pomyłka. Kiedy popełniamy błąd, to w czynność, która do tego prowadzi, jesteśmy w jakimś stopniu zaangażowani. Jeżeli chodzi o pomyłkę, wcale tak być nie musi. Kiedy ktoś wybiera nieodpowiedni numer w telefonie i dodzwania się do innej osoby, niż planował, to słyszy po drugiej stronie: „To pomyłka”, a nie: „To błąd”.
W swoim tekście przywołuje pani także inne przykłady wypowiedzi, w których błędu i pomyłki nie można stosować wymiennie. Mówimy przecież, że ktoś doszedł do błędnego wniosku czy kierował się błędnym punktem widzenia, ale nie powiemy o „pomyłkowym wniosku” czy „pomyłkowym punkcie widzenia”.
Łączliwość przymiotników, które powstały od interesujących nas wyrażeń (a więc błędny i pomyłkowy), pozwala określić rodzaj zjawisk, do których odnoszą się rozpatrywane słowa. Owszem, są połączenia, w których mogą wystąpić oba wyrażenia (np. pomyłkowy / błędny adres czy pomyłkowy / błędny rok urodzenia), ale są i takie, w których będzie to niemożliwe. Przymiotnik „błędny” wchodzi w połączenia m.in. z wyrażeniami nazywającymi pewne konstrukty myślowe – stąd błędny może być pogląd czy kierunek rozważań, ktoś może dokonać też błędnej oceny sytuacji czy sformułować błędne założenie. Przymiotnik „pomyłkowy” łączy się z kolei z wyrażeniami będącymi nazwami pewnych zdarzeń. I dlatego powiemy o pomyłkowych telefonach, pomyłkowym zabiciu kogoś czy pomyłkowym użyciu przycisku „Wyślij”.
Kiedy myślę o błędach i pomyłkach w kontekście języka, to mam wrażenie, że te pierwsze wynikają z niewiedzy. I pewnie dlatego, gdy wydaje mi się, że np. moje dziecko popełnia błąd, chcę mu zwrócić uwagę, udzielić wskazówek, dzięki którym uniknie podobnego w przyszłości. Pomyłkę traktuję jako potknięcie: w mowie jest to np. przejęzyczenie, w piśmie – literówka. Chwilowa niedyspozycja, przeoczenie, które może być przemilczane, bo wiemy, że się raczej nie powtórzy.
Owszem, może powstać takie wrażenie, że błąd to coś większego niż pomyłka. Tymczasem to po prostu coś troszeczkę innego. Pomyłka ma „pospieszną naturę” – powstaje przez nieuwagę, przypadkowo. Błąd jest natomiast konsekwencją nieprawidłowości w myśleniu. I być może dlatego przywiązujemy do niego większą uwagę. Na marginesie chciałoby się dodać – choć to już uwaga pozajęzykowa – że mała pomyłka może dużo naszkodzić. Błędy i pomyłki dzielą się na takie, które nazywam systemowymi (np. błąd czy pomyłka w zapisie, w liczeniu, w rachunkach), i na takie, które dotyczą zdarzeń w życiu (kiedy za błąd uznajemy na przykład to, że ktoś się z kimś spotkał lub że tego nie zrobił). Oba rodzaje błędów i pomyłek to coś, co powołuje do istnienia czyjeś działanie. Nie powstają one same. Tym z kolei, co błędy i pomyłki różni, jest przypadkowość lub jej brak. Pomyłka bierze się właśnie z przypadku.
Czego przykładem jest urzeczywistniony koszmar redaktorów, czyli wspominana już literówka.
O, właśnie. Choć o literówce mówimy zwykle jako o rodzaju błędu, to ona jest typową pomyłką.
O tym, że takie błędy wybaczamy dość łatwo, świadczy choćby fakt, że nawet w polskim prawie mówi się o „omyłce pisarskiej” (np. literówce), czyli błędzie powstałym w wyniku przeoczenia lub niedokładności, ale jednoznacznym dla każdego odbiorcy. I to kieruje moje myśli w stronę błędu zamierzonego.
Nie zawsze zgadzam się ze swoimi tezami sprzed lat, ale tezę dotyczącą tego, że błąd można popełnić świadomie, w pełni podtrzymuję. Sama zresztą bywałam w takich sytuacjach, kiedy przychodziło mi do głowy, żeby właśnie w sposób przemyślany błąd popełnić i dzięki temu nie musieć – na przykład – martwić się w czasach szkolnych kolejnym etapem konkursu.
To ciekawe, bo ja wyobraziłam sobie, że takie przemyślane błędy w pani przypadku mogłyby dotyczyć np. nieakceptowanych zmian w ortografii.
Faktycznie, ostatnio doświadczam pokusy buntu przeciwko nowym zasadom, ponieważ bardzo niewiele z wprowadzonych zmian mi się podoba. Niedawno recenzowałam dorobek habilitacyjny i miałam użyć wyrażenia „quasieksplikacja”. Dawniej zapisalibyśmy to z łącznikiem, obecnie – po prostu łącznie. Przyznam, że kilka razy dokonywałam poprawek w swoim tekście, aż w końcu zwyciężyło podporządkowanie się zasadom. Podobne wątpliwości towarzyszyły mi, kiedy przygotowywałam się do zajęć ze studentami – w materiałach, które im udostępniłam, zdecydowałam się na zapis zgodny z nową normą, w notatkach, które miałam dla siebie – według wcześniejszych zasad. Profesor Saloni w wywiadzie, którego udzielił niedawno „Gazecie Wyborczej”, powiedział, że nie zamierza się dostosowywać do nowych zasad. I ja mu trochę zazdroszczę (śmiech). Wracając do kwestii świadomych błędów, warto pamiętać, że kiedy reguła jest złamana w sposób świadomy i w jakimś określonym celu, a dla odbiorców jest to jasne, mamy do czynienia nie z błędem, ale z innowacją językową. Tak było w przypadku sloganu reklamowego: „Bankujesz, jak chcesz”. Czasownika „bankować” nie ma w języku polskim, ale świadome działanie osób odpowiedzialnych za marketing tej firmy, pozwoliło powołać taką formę do istnienia. Dla użytkowników języka było zrozumiałe, że kiedy bankujemy, to korzystamy z banku, czasownik odmienia się według znanego nam wzorca, tak samo jak „tankujesz” czy „rysujesz”. Z systemowego punktu widzenia była to więc dobra formacja słowotwórcza, powołana do istnienia po to, żeby zwracać uwagę odbiorcy. Przypomniał mi się w tym kontekście także cykl sloganów reklamowych pewnego piwa. Były one przekształceniami związków frazeologicznych, których modyfikacje – zgodnie z zasadami normatywnymi – prowadzą przecież do błędu. W tym wypadku mieliśmy jednak świadome i zamierzone zmiany, więc o błędzie językowym nie było mowy.
Autorzy tych reklam puszczali – tak to nazwijmy – oko do widza, wciągali go w językową grę.
Oczywiście. Co ciekawe, inny bank reklamował swój produkt finansowy, czyli „mini ratkę”, zapisując ją rozdzielnie, wbrew obowiązującym wówczas zasadom, które nakazywały zapisywać to łącznie. I chociaż był to błąd, nie przeszkadzało im to reklamować się za jego pomocą. Co więcej, być może twórcy tej kampanii stali się częściowo prekursorami zmiany (śmiech).
W styczniowym wydaniu „Wiadomości Uniwersyteckich” żartowałam trochę z tego, że sposobem na zmniejszenie liczby błędów w przestrzeni publicznej nie jest, jak się okazuje, edukacja, ale zmiana zasad…
Moim zdaniem to się nie uda. Błędów nie będzie mniej. Efektem wprowadzonych zmian będzie wywołanie pewnej dezorientacji u osób, które dotąd starały się zasady ortograficzne respektować. Studentka polonistyki opowiadała mi ostatnio o tym, że jedna z osób, z którą SMS-owała, przyznała, że boi się popełnienia błędu, bo nie wie, w jaki sposób zapisać formę „chciałabym”. Przypomniało jej się, że w wyniku reformy ortografii inaczej zapisuje się cząstki „by” czy „byś”, ale nie zapamiętała dokładnie, czego konkretnie dotyczyła zmiana.
Kultura masowa i media mają ogromny wpływ na mody językowe. Kształtują je lub „przechwytują”. Stąd pewnie zawrotna kariera „dedykowanych” produktów różnego rodzaju.
Faktycznie, w mediach nie brakuje błędnych form. W jednej z reklam pojawił się slogan: „żel pachnący, ulubieniec wszystkich brzdący”. Potrzeba rymu w tym haśle zgubiła jego autora, bo popchnęła go w stronę błędnej odmiany. Ciekawym doświadczeniem było dla mnie z kolei to, że kiedy usłyszałam (także w reklamie) formę „bóli”, której nie znoszę, w informacji o produkcie mającym od nich uwalniać, postanowiłam zajrzeć do odpowiedniego słownika. Przyznam, że byłam zaskoczona, kiedy okazało się, że jest to odmiana przez autorów tego słownika akceptowana. Ja sama nigdy bym tak nie powiedziała. Podobnie jest z dopełniaczem liczby mnogiej wyrazu uczniowie: uczniów lub – niestety – uczni. Z kolei w kościele często słyszymy o nabożeństwie „Gorzkich żali”, ale wzorcowo powinniśmy powiedzieć „Gorzkich żalów”.
Cóż, jestem w stanie sobie wyobrazić, że jest spora grupa ludzi uważających, że „bóli”, „Gorzkich żali” i „uczni” po prostu… ładniej brzmi.
Być może tak właśnie jest, ale mnie do wyboru określonej formy przekonują przede wszystkim twarde dane językowe.
Nieprzekonani albo niepewni mogą natomiast skorzystać z pomocy specjalistek z naszego Uniwersytetu. Od ponad ośmiu lat przy Katedrze Języka Polskiego działa Pogotowie Językowe. Z jakimi pytaniami zwracają się do pań internauci?
Na naszej stronie mamy katalog skategoryzowanych pytań, więc na jego podstawie mogę przedstawić „podium”. To składnia, ortografia i fleksja. Jeśli idzie o odmianę, to najczęściej pytane jesteśmy o nazwiska i nazwy miejscowe.
Odpowiedzi, których panie udzielają, wykraczają poza podanie prawidłowej formy wyrazu, co sprawia, że pełnią panie nie tylko rolę doradczyń, ale i edukatorek.
Za każdym razem, kiedy odpowiadamy na pytanie, staramy się jakoś skomentować tę odpowiedź czy coś dodatkowo wyjaśnić. Nasze opinie publikujemy na stronie internetowej Pogotowia Językowego, aby mogli z nich skorzystać nie tylko autorzy pytań. Muszę przyznać, że zdarzają się też takie pytania, które nie doczekują się merytorycznych odpowiedzi, ponieważ wykraczają poza zakres naszych działań. Bywa, że jesteśmy proszone o coś w rodzaju ekspertyzy sądowej i oczekuje się od nas interpretacji, która może przecież zależeć od nieznanego nam kontekstu. Wówczas nie dajemy się namówić na odpowiedź. Podobnie jest wtedy, kiedy dostajemy np. fragmenty doktoratu i prosi się nas o uwagi na temat terminu, który doktorantowi wskazał (np. jako nieadekwatny) recenzent. Odpowiedź na takie pytanie wymaga wiedzy specjalistycznej, np. z zakresu biologii czy innej – niż językoznawcza – dyscypliny. Jest jeszcze jeden rodzaj pytań, na które nie odpowiadamy: to te, które wyraźnie sugerują, że ich autorzy oczekują od nas pomocy w odrobieniu pracy domowej. To sytuacje, w których jesteśmy proszone o dokonanie rozbioru gramatycznego zdania czy… podzielenie wyrazu na sylaby.
Rozmawiamy o Pogotowiu Językowym, więc pozostając w tej medycznej metaforyce, chciałabym zapytać, czy czasem zwołują panie konsylium, aby pochylić się nad jakimś szczególnie nietypowym pytaniem.
Owszem, zdarza się, że musimy się ze sobą skonsultować albo poprosić o opinię przedstawiciela np. innej dyscypliny. Jakiś czas temu takich podpowiedzi udzieliła nam prof. Iwona Maciejewska, ponieważ pytanie dotyczyło „Pana Tadeusza” i biurka, które – jak zgłosiła nam zaintrygowana tym internautka – w jednym z dawnych wydań zapisane było z błędem ortograficznym. Na co dzień pracujemy w pięcioosobowym składzie i odbywamy tygodniowe dyżury. Jeśli w czasie takiego dyżuru pojawi się pytanie, o którym wiemy, że wpisuje się w specjalizację którejś z koleżanek, albo mamy wątpliwości, czy nasza porada będzie wystarczająco wnikliwa, przekazujemy je do odpowiedzi odpowiedniej osobie. Zespół Pogotowia Językowego tworzą poza mną prof. dr hab. Alina Naruszewicz-Duchlińska, dr hab. Monika Czerepowicka, dr Katarzyna Witkowska oraz – od niedawna – mgr Maria Doroszczak. Wcześniej wspierali nas też dr Joanna Wołoszyn, prof. dr hab. Mariusz Rutkowski i dr hab. Iza Matusiak-Kempa, prof. UWM. W naszej pracy niezwykle pomocne są różne źródła, czyli np. słowniki czy opracowania, w których znajdujemy mnóstwo informacji potrzebnych do tego, żeby pomagać osobom, które do nas piszą. A kiedy takich informacji brakuje – zdarza się, że szukamy wsparcia u innych.
Na koniec podzieliła się pani z nami ważną radą dotyczącą poprawności językowej. Mam bowiem wrażenie, że aby unikać błędów, trzeba mieć świadomość, że mogą się nam przytrafić (a zatem konieczne są ostrożność i autokontrola) oraz wiedzieć, gdzie – albo: u kogo – szukać odpowiedzi na nasze wątpliwości.
Oczywiście. Zachęcam np. do korzystania z internetowego „Wielkiego słownika języka polskiego PAN” – ze względu na swoją formę bardzo szybko reaguje on na wszystkie nowości w polszczyźnie, czyli np. zapożyczenia. W wypadku wątpliwości dotyczących odmiany warto wiedzieć o „Słowniku gramatycznym języka polskiego” – także dostępnym online. A jeśli odpowiedzi nie uda się znaleźć właśnie tam – zapraszamy do kontaktu z Pogotowiem Językowym.
Rozmawiała Daria Bruszewska-Przytuła

Dr hab. Mariola Wołk, prof. UWM pracuje w Katedrze Języka Polskiego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie; polonistka, wykładowczyni, językoznawczyni naukowo zainteresowana opisem współczesnej polszczyzny, w szczególności kwestii związanych z semantyką polskich wyrażeń; pomysłodawczyni i koordynatorka Pogotowia Językowego.

Tekst ukazał się w marcowym wydaniu „Wiadomości Uniwersyteckich", którego tematem przewodnim jest błąd. Zachęcamy w nim, by nie zamiatać błędów po dywan, ale przyjrzeć im się z różnych perspektyw. Swoją wiedzą dzielą się z nami przedstawiciele różnych dyscyplin naukowych: językoznawstwa, prawa, politologii, ekonomii czy medycyny. Jak zwykle piszemy też o najważniejszych wydarzeniach z życia Uniwersytetu oraz sukcesów naszej społeczności akademickiej. Wszystkie wydania naszego uniwersyteckiego pisma dostępne są na stronie internetowej.