07 Kwietnia 2026
Nauka
Badając uchodźców z Ukrainy, połączyły panie metody ilościowe z jakościowymi. Jak przebiegał ten proces?
Dr Elżbieta Subocz (E.S.): Projekt badawczy trwał dwa lata i odbywał się w kilku etapach. Od listopada 2022 roku realizowałyśmy badania ilościowe (ankietowe) w Olsztynie, Ełku, Olsztynku, Ostródzie, Iławie, Srokowie i Rybakach. Próba liczyła 276 respondentów. Ankiety w języku ukraińskim rozprowadzałyśmy w miejscach zbiorowego zakwaterowania, w zakładach pracy oraz podczas kursów języka polskiego. W 2023 roku podjęłyśmy dodatkowo badania o charakterze jakościowym. Przeprowadziłyśmy pięć wywiadów indywidualnych z przedstawicielami Punktu Pomocy Uchodźcom i Migrantom „Caritas” w Olsztynie, Stowarzyszenia „Sala parafialna” przy cerkwi greckokatolickiej w Olsztynie, Fundacji „Dwa Skrzydła UA” w Olsztynie, Stowarzyszenia Inicjatyw Możliwych RzeczJasna z Ostródy i pensjonatu w Iławie, w którym była zakwaterowana duża grupa uchodźców. W wywiadzie fokusowym uczestniczyło dziewięć osób, głównie pracownicy Federacji Organizacji Socjalnych Województwa Warmińsko-Mazurskiego oraz przedstawiciel Warmińsko-Mazurskiego Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie. Latem 2023 roku podczas półkolonii letnich przeprowadziłam cztery wywiady fokusowe z dziećmi uchodźczymi. Brały w nich udział ogółem 32 osoby. Ostatni etap badań to był czerwiec 2024 roku, gdy zrealizowałyśmy fokus wśród 12 studentów uchodźczych studiujących na naszym Uniwersytecie.
Badania zaczęły się po kilku miesiącach od przyjazdu uchodźców z Ukrainy.
E.S.: Tak. Zdziwiło mnie, że po kilku miesiącach pobytu niektóre panie już biegle posługiwały się językiem polskim. Na Wydziale Nauk Społecznych mieliśmy studentkę z Ukrainy, która obecnie jest w szkole doktorskiej. Wystarczyły jej wakacje, żeby biegle opanować język polski i już od października 2022 roku studiowała na UWM.
Zdecydowały się panie na badania w regionie, który dla wielu uchodźców raczej nie był pierwszym wyborem, m.in. ze względu na bliskość granicy z obwodem królewieckim (do maja 2023: kaliningradzkim). Czy pytały panie, dlaczego badani mimo wszystko tutaj się zatrzymali? Czy wielu z nich traktowało ten region tylko jako tranzytowy?
E.S.: Część uchodźców, jadąc do Olsztyna, nie wiedziała o tym, że jedzie na teren województwa graniczącego z Federacją Rosyjską. Dowiadywali się o tym w drodze. Z doniesień medialnych pamiętam taką sytuację, że do Olsztyna jechał pociąg z uchodźcami, a na dworcu głównym czekał komitet powitalny złożony z wolontariuszy, harcerzy i pracowników urzędu wojewódzkiego, ale wszyscy pasażerowie pociągu wysiedli po drodze. Ostatnia grupa wysiadła w Ostródzie. Albo inna sytuacja: kobiety jadące autobusem do hotelu w Giżycku tuż przed końcem podróży wymusiły na kierowcy powrót do Warszawy, gdy się dowiedziały, dokąd jadą. Część uchodźców nie chciała się zatrzymywać w wybranych miejscowościach naszego województwa, ponieważ uważali, że to jest prowincja. Oni przyjechali z dużych miast i chcieli zamieszkać w dużych miastach w Polsce. Jeszcze inni potraktowali nasz region jako tranzytowy. Z osobistych kontaktów z uchodźczyniami wiem, że niektóre z nich wyjechały np. do Stanów Zjednoczonych, Kanady czy Niemiec. Natomiast uchodźcy, którzy zdecydowali się jednak pozostać na terenie naszego województwa, często mieli tutaj wcześniej członków swoich rodzin albo znajomych. Posiadali więc swoją nieformalną sieć wsparcia.
Jakie problemy i potrzeby badani wskazywali jako najważniejsze?
Dr Magdalena Sternicka-Kowalska (M.S.-K.): Trudno powiedzieć, które problemy są najważniejsze, bo wszystkie zapewne należy uznać za istotne. Badani uciekali przed sytuacją niewyobrażalnie trudną. Na podstawie badań raczej powinniśmy mówić o najczęściej występujących problemach. Po pierwsze, uchodźcy najliczniej (niemal 44 proc. respondentów) wskazywali na problemy finansowe. Po drugie, na problemy językowe i trudności w rozumieniu języka polskiego (ok. 38 proc. respondentów). Jako trzecie pod względem liczebności występowania, pojawiały się problemy zdrowotne i dostęp do lekarzy specjalistów (30 proc. respondentów). Do problemów psychologicznych związanych z traumatycznymi przeżyciami wojennymi przyznawał się co piąty badany (19,9 proc.). Pojawiały się też problemy mieszkaniowe. Problemy i potrzeby ewoluowały. Gdy robiłyśmy badania w listopadzie, to potrzeby badanych były już trochę inne niż w pierwszych miesiącach pobytu. Na samym początku niezbędne było przede wszystkim zapewnienie im schronienia i wyżywienia, podstawowej pomocy humanitarnej. Moment przeprowadzania przez nas badań to był dla nich etap tzw. ochłonięcia. Potrzebowali umocowania w nowej rzeczywistości, w społeczności i jej instytucjach. Załatwiali formalności, wysyłali dzieci do przedszkoli i szkół, szukali pracy. Po etapie drugim następował etap trzeci, w którym doświadczane trudności zaczynały stawać się coraz bardziej zbliżone do typowych dla imigrantów w obcym kraju. Badani borykali się np. z kosztami wynajmu na rynku mieszkaniowym.
Jak osoby biorące udział w badaniach odnalazły się na rynku mieszkaniowym i na rynku pracy? Co było dla nich największym wyzwaniem?
E.S.: Wyniki badań ankietowych pokazały, że prawie 41 proc. respondentów po kilku miesiącach pobytu na tyle się usamodzielniło, że wynajmowało pokój albo mieszkanie. Co czwarty badany miał zakwaterowanie od organizacji humanitarnej, co piąty natomiast od rządu polskiego. Wprowadzono specustawę o pomocy obywatelom Ukrainy, na mocy której Polacy przyjmujący pod swój dach uchodźcę, otrzymywali od rządu świadczenie w wysokości 40 zł dziennie za jedną osobę (to wsparcie wygasło po 30 czerwca 2024 roku). Z takiego zakwaterowania u Polaków korzystało 10 proc. respondentów. Badani zgłaszali problem wysokich kosztów najmu mieszkań, bo jest u nas zdecydowanie drożej niż w Ukrainie. Obecnie problemem jest to, że Polacy boją się wynajmować mieszkania uchodźcom, bo nie są pewni, czy najemcy będą im płacić. Pojawiły się też inne odpowiedzi w ankietach, np. wynajmuję pokój w hostelu, firma wynajmuje mi mieszkanie czy mam własne mieszkanie, gdyż zdarzały się też sytuacje, że obywatele Ukrainy kupowali własne mieszkania. Natomiast w kontekście zawodowym z naszych badań wynika, iż Ukraińcy, którzy chcieli i mogli pracować, bardzo szybko podjęli zatrudnienie. Oczywiście, do Polski przyjechały też osoby z niepełnosprawnościami, osoby starsze czy dzieci, więc naturalnie nie wszyscy będą pracować. Można było zaobserwować zjawisko deklasacji, czyli utraty pozycji społeczno-ekonomicznej i pracy poniżej posiadanych kwalifikacji i umiejętności. To jest zjawisko charakterystyczne dla imigrantów. Trzeba dodać, że do Polski przyjechała głównie ukraińska klasa średnia, czyli kobiety legitymujące się wyższym poziomem wykształcenia, mieszkanki dużych miast, które przed wojną bardzo dobrze lub dobrze oceniały swoją sytuację materialną. Po ponad roku pobytu w naszym kraju uchodźcy zaczęli poszukiwać pracy zgodnej ze swoim wykształceniem, ale okazało się, że jej znalezienie nie zawsze jest możliwe, m.in. ze względu na bariery językowe czy problemy z nostryfikacją dyplomów oraz ich tłumaczeniami.
M.S.-K.: Trzeba pamiętać, że przyjechali do nas ludzie bardzo różni, mimo że ponad połowa to przedstawiciele klasy średniej, to nie stanowili oni całości. Ten, kto posiadał kapitał finansowy czy społeczny, jak sieć kontaktów albo wyższe wykształcenie, na rynku mieszkaniowym i pracy radził sobie lepiej.
Co dla pracowników organizacji pozarządowych było najtrudniejsze w niesieniu pomocy uchodźcom? Jakich narzędzi pracy im zabrakło i co mogłoby pomóc w przyszłości?
M.S.-K.: Problemów było sporo i wyróżniłyśmy ich kilka kategorii. Na pewno występowały problemy finansowe. Pracownikom NGOsów należy się wielki ukłon, bo pokazali wielkie umiejętności zdobywania środków z różnych źródeł zewnętrznych i pisania projektów (także międzynarodowych). W wywiadach wskazywali na problemy w zakresie współpracy z administracją publiczną. NGOsy działają elastycznie, a przy niesieniu pomocy zderzały się z biurokratyzacją i procedurami. Jedne organizacje radziły sobie z tym lepiej inne gorzej. Wszyscy rozmówcy zwracali uwagę, że w momencie wybuchu wojny nie istniała w Polsce żadna polityka migracyjna czy uchodźcza. Samorządy niosły pomoc tak, jak potrafiły. Organizacje, które zajęły się wsparciem uchodźców, przyznawały, że nigdy wcześniej tego nie robiły. Miały one problemy kadrowe, bo skala potrzeb w tych pierwszych miesiącach niesienia pomocy była ogromna. Czasami pomagający sami potrzebowali wsparcia psychologicznego, bo zbyt mocno zaangażowali się osobiście w problemy uchodźców. Angażowali prywatne środki i zasoby (np. własne samochody), by pomóc. W przyszłości niezbędne byłyby jasne przepisy prawne. Doświadczenie, które zdobyli pracownicy organizacji, będzie ich zasobem w przyszłości.
Jak badani – uchodźcy i pracownicy organizacji pozarządowych – oceniali wprowadzoną w marcu 2022 r. specustawę?
E.S.: Generalnie wypowiadali się pozytywnie. Z naszych badań ankietowych wynika, że najwyższe noty respondenci przyznawali nadawaniu numeru PESEL i samemu prawu do legalnego pobytu na terytorium Polski oraz jednorazowemu świadczeniu pieniężnemu w wysokości 300 zł. Najgorzej oceniano dostęp do służby zdrowia (w Ukrainie nie ma kolejek do lekarzy specjalistów), dostęp do rynku pracy, pomoc w znalezieniu zakwaterowania. W ogólnym obrazie statystycznym, jaki wyłania się z naszych badań, osoby niezadowolone były w zdecydowanej mniejszości. Pozytywnie o pomocy instytucjonalnej udzielanej Ukraińcom w ramach specustawy wypowiadali się także uczestnicy jakościowej części badań. Ta wieloaspektowa pomoc państwa polskiego odbywała się bez tworzenia specjalnych stref w postaci obozów dla uchodźców. Jeden z naszych rozmówców podczas wywiadu powiedział, że Amerykanie przyjeżdżają do Polski, aby robić sylabusy na swoje uczelnie i chcą się od nas uczyć, w jaki sposób opiekować się uchodźcami bez zamykania ich w obozach.
W pierwszych miesiącach po agresji Rosji było wiele oddolnych inicjatyw społecznych niesienia pomocy uchodźcom z Ukrainy. Z czasem na obecność uchodźców zaczęto narzekać. Czy podczas badań zetknęły się panie ze „zmęczeniem” pomaganiem? Jak przeciwdziałać kampanii niechęci, a nawet nienawiści?
M.S.-K.: W literaturze przedmiotu funkcjonuje takie pojęcie, jak „zmęczenie współczuciem”. Podczas naszych badań nie zaobserwowałyśmy jeszcze zmiany nastrojów społecznych. Myślę, że taki spadek energii jest czymś naturalnym: podczas katastrofy jest adrenalina, entuzjazm i wielka mobilizacja, a potem opadają emocje. Jednak obecna negatywna narracja dotycząca uchodźców ma w mojej ocenie raczej związek z aktualną sytuacją polityczno-gospodarczą i tym, że finansowo żyje nam się trudniej. Kryzys sprawia, że narzekamy na to, że ktoś odbiera nam np. pracę czy dostęp do służby zdrowia.
E.S.: Odpowiedzią na negatywny przekaz są edukacja i rozpowszechnianie informacji, że uchodźcy wojenni z Ukrainy są potrzebni Polsce, bo wspierają naszą gospodarkę, a ich pobyt nam się po prostu opłaca. Tutaj mogę przytoczyć najnowsze dane ekonomiczne. Szacunki Banku Gospodarstwa Krajowego dowodzą, że na każdy 1 zł uzyskany przez uchodźców w postaci świadczenia 800+ przypada około 5,4 zł podatków i składek przez nich zapłaconych. Więcej wpłacają do naszego budżetu, niż z niego otrzymują. W 2024 roku Ukraińcy wygenerowali około 2,7 proc. PKB. W 2023 roku wpływy z ich pracy do budżetu wyniosły ponad 15 miliardów złotych. Mamy także najwyższy wskaźnik zatrudnienia uchodźców spośród krajów OECD, bo już 69 proc. z nich pracuje.
Co panie najbardziej zaskoczyło w trakcie badań i zbierania materiałów do książki?
M.S.-K.: Zaskoczyła mnie rola NGOsów i wszystkich „pomagaczy”. Chylę przed nimi czoła i aż nie dowierzam pracy, którą wykonali. Druga rzecz, która mnie zaskoczyła, to determinacja uchodźców, głównie kobiet, bo to one stanowiły ok. 90 proc. przybyłych migrantów. W trudnej sytuacji nie rozłożyły rąk, ale miały wielką wolę nauki, nie tylko języka polskiego. Podnosiły kwalifikacje, kończyły kursy i podejmowały pracę.
Rozmawiała Anna Wysocka
Z analiz Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, iż w ciągu pierwszych trzech miesięcy od rozpoczęcia inwazji Rosji na Ukrainę w pomoc na rzecz uchodźców zaangażowało się aż 77 proc. Polaków. W sierpniu 2022 r. w woj. warmińsko-mazurskim w ośrodkach prowadzonych przez wojewodę przebywało 2,5 tys. osób, w ośrodkach zorganizowanych przez samorządy kolejne 1,2 tys. osób (dane wg informacji urzędu wojewódzkiego podane przez TVP3 Olsztyn 14.08.22.).
Dr Elżbieta Subocz pracuje w Katedrze Socjologii Instytutu Nauk Politycznych UWM. Interesuje się socjologią społeczności lokalnych, problemów społecznych oraz rodziny. Autorka ponad 50 publikacji naukowych.
Dr Magdalena Sternicka-Kowalska pracuje w Katedrze Socjologii Instytutu Nauk Politycznych UWM. Interesuje się socjologią migracji, miasta, obszarów wiejskich i młodzieży. Autorka monografii „Ruchliwość przestrzenna mieszkańców gminy podmiejskiej na podstawie badań w gminie Dywity”.

Tekst ukazał się w lutowym numerze „Wiadomości Uniwersyteckich”, którego tematem przewodnim jest Kortowo. Znajdują się w nim artykuły dotyczące kampusu, prowadzonych w nim badań i inwestycji. W wydaniu możemy znaleźć także odrobinę historii i wspomnieć związanych z kulturotwórczą rolą miasteczka akademickiego. Nie zabrakło także relacji z bieżących uczelnianych wydarzeń. Wydanie dostępne jest na stronie Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.